Aktualności

Dzień z radosnego życia brzeżanina. Felieton Sebastiana Rachwalskiego


Dzień z radosnego życia brzeżanina. Felieton Sebastiana Rachwalskiego

Piątek po południu. Dopijając kawę, spoglądasz leniwym wzrokiem przez okno na piękną ulice Tivoli. Trochę żałujesz, że z powodu remontu wyniosły się kaczki i nie ma komu rzucać chlebka, a dzieci już nie skaczą radośnie z kałuży w kałużę. Ale co tam! Przecież całkiem niedaleko znajduje się Park Wolności, a tam na stawie przesiaduje kormoran.

Ohoooo, już czas, żeby wyjść na spotkanie z żoną. Jak tysiące mieszkańców Brzegu, właśnie kończy pracę w jednej z firm w strefie ekonomicznej na Zielonce. Za kilka minut przyjedzie jej autobus. Do pracy nie jeździ własnym samochodem, bo w kilka minut dociera na miejsce znakomicie zorganizowaną komunikacją miejską. A jak trafi się kierowca z fantazją, co to przyciśnie mocniej pedał gazu na szerokiej i równej ul. Wrocławskiej, to dolatują do obwodnicy w chwilkę. Tam to już wiadomo, lewo, parking i do pracy!

Dzwoni żona, spóźni się jednak odrobinkę, bo dzisiaj kończyła pracę masa ludzi ze Skarbimierza i Oławy, a ponieważ mają dalej do domu, to przepuściła ich w kolejce do autobusu. Pomyślałeś ciepło o tych ludziach, bo przecież muszą tłuc się kawałek, ale z drugiej strony — przynajmniej mają dobrą pracę.

W końcu się doczekałeś. Na przystanku wskakujesz do autobusu i już jesteście razem. Po drodze przypominacie sobie, że wyskoczycie jeszcze na mały szoping do galerii na Wrocławskiej, a jak tam nic nie znajdziecie, to w sobotę pojedziecie do centrum handlowego. Nigdy nie możecie sobie przypomnieć, jak się nazywa, ale to ten moloch na miejscu Garbarni. Tam, gdzie w wygodnych apartamentowcach mieszka masa waszych znajomych. Trochę nawet zazdrościcie im malowniczego widoku na Odrę.

Rynek! Tu to można dostać zawrotu głowy. Nie wiecie, czy zacząć od piwka w jednym z ogródków, czy od razu wejdziecie do jednej z przytulnych knajpek. A może do restauracji, żeby zjeść coś konkretnego i posłuchać muzyki na żywo.

Po obiedzie i pysznym deserze serwowanym w jednej z malowniczych uliczek dochodzących do rynku postanawiacie spalić kalorie, wracając do domu pieszo. Skręcacie w piękną ul. Młynarską i już wiecie, że to będą romantyczne chwile. Pokluczyliście chwilkę po labiryncie uliczek i nawet chcieliście przysiąść na moment na Wyspie Jeżynowej, ale ludzi tam co niemiara. Dzieci, grille, jakiś plenerowy występ, a więc odpuszczacie.

Idąc przez Park Nadodrzański, uśmiechacie się na widok dzieci bawiących się na trawnikach i ludzi zasiadających na murkach, żeby zobaczyć co dzieje się po drugiej stronie rzeki, na marinie. A tam wpływają piękne jachty, witane przez kapitanat przystani. A na rzece aż roi się od kajaków i stateczków wycieczkowych. Pomyśleliście wtedy, jak to dobrze, że na Jeżynowej powstanie druga marina, bo tutaj będzie luźniej. Tylko czy taki ruch nie będzie przeszkadzał ludziom zażywającym słońca na pobliskiej plaży? Nieeee, ktoś na pewno o tym pomyślał.

Spacer trwa w najlepsze. Właśnie przecinacie piękny skwer, powstały w miejscu po „pomniku hydraulika”. Dobrze, że go skasowali, ale szkoda, że nie ma tu tężni. Człowiek odetchnął by sobie solanką.

Powoli zapada zmrok, a wy już na ul. Robotniczej. To doskonała okazja, żeby pokazać zapracowanej ostatnio żonie, jak pięknie oświetlony jest budynek Urzędu Miasta!

Zbliżając się do domu, zastanawiacie się co począć z wolną sobotą. Jeśli będzie pogoda, pojedziecie na odkryty basen, a jak nie, to może w końcu zwiedzicie Muzeum Kresowe, albo Muzeum Wody w wieży ciśnień. Gdyby jednak lało od rana, to zostajecie dłużej w łóżku i pooglądacie najświeższe wiadomości w lokalnej telewizji, bo słuchanie radia zostawiacie sobie zawsze do kolacji.

I wtedy nadjeżdża Toyota Camry. Normalnie nie byłoby jej słychać, bo wolno toczy się po nieskazitelnym asfalcie na Tivoli. Zdradził ją jednak dudniący bas z wypasionych głośników. To Burmistrz wyruszył wieczorem, żeby nacieszyć oko szczęściem obywateli miasta. Aż się wzruszyłem, bo ile ten człowiek zrobił dla nas i jak wielkie troski spoczywają na jego barkach. I wydawało mi się, że nawet delikatnie pomachał mi przez szybkę…

Sebastian Rachwalski

115 views