Aktualności

Tu gdzie teraz jest klepisko, zbudujemy kąpielisko!


Tu gdzie teraz jest klepisko, zbudujemy kąpielisko!

Brzeg potrzebuje basenu, ale nie takiego jak chce Burmistrz i Radni. Felieton Sebastiana Rachwalskiego

Kiedyś w Brzegu był basen. Po prostu basen, na który się szło lub jechało. Człowiek zabierał w lecie ręcznik, kilka złotych w kieszeń i wyruszał z przyjaciółmi na kąpielisko. Wtedy nawet nikt nie mówił o nim Kąpielisko na Korfantego, taki tytuł nie obowiązywał. Co prawda nie zbudowała go władza ludowa, ale starała się go utrzymać w należytym stanie i udawało się to przez lata. Było tam ogromne, naturalne kąpielisko, wielki pomost (molo), ratownicy, przebieralnie, zamknięty tor pływacki ze skocznią (zwany popularnie „trzymetrówką”), wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych oraz uwaga... niewielka knajpka z kilkoma pokojami gościnnymi na górze.

Kryta pływalnia to temat funkcjonujący w Brzegu od dziesięcioleci. W latach 70 i 80-tych trwało nieustające wyciąganie pieniędzy od wszystkich ludzi pracujących na terenie Brzegu. Co miesiąc bezczelnie potrącano im pieniądze z pensji, twierdząc, że są to cegiełki na budowę krytej pływalni. Czy te pieniądze zostały wykorzystane na budowę basenu w Brzegu i co się z nimi stało? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi…

Wracając do Korfantego, po 1989 roku kąpielisko zaczęło podupadać. Początkowo je ograniczano, wyłączano kolejne elementy. Pomost runął, staw zamienił się w bajoro, a z „trzymetrówki” spuszczono wodę. Wspomniana restauracja prosperowała jeszcze przez kilka lat, ale z czasem i ona upadła. Przepiękna niegdyś lokalizacja zaczęła straszyć, a włodarze miejscy woleli o niej zapomnieć.

I tu pojawia się burmistrz Jerzy Wrębiak, który z basenu uczynił konia napędowego swojej kampanii i urzędowania. Jakie to cuda miały tam się dziać. Najpierw pojawił się mityczny rezonator, którego działanie miało doprowadzić do oczyszczenia wody. Owa na poły magiczna maszyna pobrzęczała, pobulgotała, a na końcu okazało się, że chociaż nie szło jej czyszczenie zbiornika, to całkiem nieźle radziła sobie z czyszczeniem miejskiej kasy.

Następnie zbiornik przy ul. Korfantego stał się Mazurami w Brzegu. Zapomnijmy o rezonatorze, a kąpielisko przekształćmy w obiekt rekreacyjny z pomostami do spacerowania – tak brzmiał nowy plan włodarza. W tym momencie burmistrz najprawdopodobniej doznał nagłego ataku amnezji i w mig zapomniał o swoich obietnicach, głoszących, że już niedługo będzie można w tym miejscu skakać do wody i pluskać się w niej do woli. A zbiornik przy Korfantego trwał niewzruszony, w dalszym ciągu będąc ostoją dla żab traszek oraz ryb. I nikt przy zdrowych zmysłach nie miał zamiaru się w nim kąpać.

Następny etap to niecki basenowe, które mają zostać zbudowane na pozostałym pasie zieleni, w niektórych miejscach tuż pod oknami znajdującego się tam osiedla mieszkaniowego. Muszą być wciśnięte w niewielki skrawek gruntu, który pozostał po wprowadzeniu ekologicznego i przyjaznego środowisku stawu z pomostami. Piękna wizualizacja pokazuje ten projekt jako wielki basen, a w rezultacie będą to niewielkie niecki, mogące obsługiwać kilkaset osób! Burmistrz sam zaszachował się w tym momencie kolejnymi pomysłami, ale z „pomocą” przyszli radni.

Najpierw ze swoim pomysłem wystartował Radosław Majgier i jego Inicjatywa Obywatelska. W dużym skrócie chodzi w niej o usportowienie mieszkańców Brzegu poprzez budowę skateparku oraz basenu właśnie. Szczęśliwie dla Burmistrza Inicjatywa wsparła niecki zlokalizowane nieopodal brzeskich Mazur. Trudno posądzać pana Majgiera o szczególną sympatię dla Burmistrza, a więc rozpatrujemy tu raczej przypadek.

Następny szturm wykonali brzescy Radni. Po głosowaniach, które były zaskoczeniem dla wszystkich zainteresowanych, doszło do sytuacji, w której Rada Miasta nie popiera niecek, ale popiera pomysł rozbudowy basenu krytego. Zamysł z pozoru niezły, ale równie mglisty, jak idea Burmistrza. Niestety rozbudowa basenu krytego, czy też rozszerzenie go o kąpielisko odkryte, nie jest ani łatwa, ani przemyślana. Miejsce, gdzie obecnie znajdują się pokoszarowe garaże (róg ul. Robotniczej i Partyzantów) jest wielką tajemnicą. Nikt dokładnie nie wie jakie niespodzianki czekają pod ziemią, a z pewnością znajduje się ich tam sporo. Zwyczajnie nie ma ekspertyz, a lansujący ten pomysł Radni nie dysponują dokumentacją.

Burmistrz z pewnością odetchnie z ulgą. Teraz ma komfortową sytuację. Jego pomysły zostały zablokowane przez radnych, którzy z kolei promują nierealne rozwiązanie. Woda na młyn. Nie można nic zrobić, bo hamulcowi zaciągnęli wajchę! I nawet jest okazja, żeby w rozlicznych wpisach wytykać palcem winowajców i jeszcze mocniej skłócać brzeżan.

Brzeg potrzebuje basenu, a raczej całego ich kompleksu albo aquaparku. Jak je budować? Wystarczy podpytać w Oławie, Strzelinie czy też w Nysie.

Może warto poszukać alternatywnej lokalizacji, dającej możliwość wzniesienia obiektu, który posłuży nam przez lata i będzie wizytówką miasta przyciągającą turystów ? Mam tu na myśli miejsca, w których można zapewnić przestrzeń na zbudowanie obiektów o rozsądnych wymiarach i z pełną infrastrukturą w postaci gastronomii, parkingów, ścieżek rowerowych, powierzchnią do wypoczynku na trawie, plażą, drogami dojazdowymi dla służb ratowniczych, czyli wszystkimi tymi elementami, bez których taka inwestycja nie ma po prostu sensu. Dlatego tytułowe klepisko jest bardzo rozsądną propozycją, rozglądajmy się za nową, atrakcyjną lokalizacją, zamiast prowadzić wojnę o dwie kiepskie i niedające szans na rozwój.

Z pewnością nie może to być karta przetargowa, pozwalająca wylansować się przed wyborami do Rady Miasta czy na fotel Burmistrza. Ma to być przemyślana, dokładnie skalkulowana inwestycja, która może potrwać przez kilka lat, a więc zahaczająca o różne kadencje. Tu nie ma miejsca na szalone pomysły, niedoróbki i eksperymenty, bo wydawane będą publiczne pieniądze.

Sebastian Rachwalski

115 views