Aktualności
WOPR

BRZESCY WOPR-OWCY NIE MAJĄ CZYM TRANSPORTOWAĆ ŁODZI.


Dla amatorów sportów wodnych są dobrze znani. Często można ich spotkać na Odrze patrolujących rzekę lub zabezpieczających imprezy na rzece. Niestety, brzescy WOPR-owcy nie posiadają służbowego samochodu do transportu łodzi, co znacznie utrudnia ich działalność. O pracy ratowników WOPR rozmawiam z prezesem Oddziału Powiatowego WOPR w Brzegu Januszem Głowikiem oraz z bosmanem Piotrem Prusakiem. 

J.P.: Od jak dawna tu jesteście? 

J.G.: Ja w brzeskim WOPR jestem od 45 lat. W tym miejscu jesteśmy od ponad 20 lat. Wcześniej trzymaliśmy swój sprzęt na brzeskim kąpielisku przy Korfantego. Wyparła nas stamtąd przyroda. Kiedy znalazłem to miejsce, był tu las i wysypisko śmieci. Z czasem doprowadziliśmy, je do takiego stanu jak widać. Nowa lokalizacja okazała się trafiona. Na Odrze zaczęliśmy się rozwijać, bo tu odbywa się żegluga. 

J.P.: Macie widzę trochę sprzętu pływającego. Wasze zadanie to przede wszystkim patrolowanie rzeki? 

J.G.: Patrolujemy rzekę Odrę od ujścia Nysy Kłodzkiej (wpływamy jeszcze w Nysę 4 do 5 km) poprzez Zwanowice do Brzegu – łącznie ok. 18 km. W drugą stronę patrolujemy odcinek na odległości ok. 15 do 17 km praktycznie do Oławy. Posiadamy cztery łodzie motorowe i skuter z platformą ratowniczą. Mamy wyszkolonych ratowników i zawodowych ster-motorzystów. Prowadzimy również patrole z funkcjonariuszami Policji. Jesteśmy jedyną jednostką ratowniczą, która działa tylko na rzece Odrze. Pozostałe jednostki działają na zbiornikach wodnych. Prowadzimy też szkolenia dla szkół – jeździmy do szkół i uczniowie przychodzą do nas. Szkolimy także funkcjonariuszy straży pożarnej i funkcjonariuszy policji. 

J.P.: Wielu was jest? 

J.G.: Czynnych ratowników, którzy mogą poruszać się na łodziach motorowych, jest od 35 do 45 osób. 

J.P.: W jaki sposób pozyskujecie nowych kandydatów ? I czy taki kandydat musi spełniać jakieś specjalne wymagania? 

J.G.: Każdego roku organizujemy kursy. Jutro rozpoczynamy nabór na młodszego ratownika dla grupy 12 do 14 osób. Są jeszcze wolne miejsca. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam 17 sierpnia na godz. 17.00. 

P.P.: Wymagania dla kandydata to ukończony 14 rok życia, dobre zdrowie, zgoda rodziców w przypadku nieletnich, no i chęci.  

Reklama

J.P.: Teren stanicy przypomina miejsce do pikniku, czy rekreacji. Staracie się łączyć przyjemne z pożytecznym? 

J.G.: Celowo stworzyliśmy takie warunki, żeby na naszą stanicę przychodzili WOPR-owcy z całymi rodzinami, łącznie z dziećmi. Kiedy ratownicy są na patrolu, ich rodziny mogą zażywać rekreacji, mając do dyspozycji plac zabaw i ognisko. Tworzymy wielką WOPR-owską rodzinę. 

J.P.: Wasza działalność jest charytatywna, a skąd pozyskujecie na nią środki? 

P.P.: Działamy całkowicie charytatywnie. Środki pozyskujemy głównie ze swoich składek i od ludzi dobrej woli, którzy nas sponsorują. Częściowo pomaga nam miasto i powiat. Nie są to duże kwoty, dlatego też prowadzimy akcje, takie jak Zrzutka.pl. W tej chwili prowadzimy taką akcję dla pozyskania auta do przemieszczania łodzi po lądzie. Nie posiadamy obecnie auta służbowego. Wypływając w dół rzeki, musimy się śluzować, co znacznie wydłuża czas akcji. Łatwiej i szybciej byłoby przewieźć łódź lądem np. do mariny i tam zwodować. Niestety, nasza formacja jest słabo finansowana przez państwo. Posiłkujemy się autami prywatnymi, ale tu jest problem, bo nie każdy samochód się do tego nadaje. Poza tym wychodzimy czasem poza Odrę. Tylko w ubiegłym tygodniu byliśmy dwukrotnie na Babim Lochu. Raz prowadziliśmy akcję poszukiwawczą, drugim razem zabezpieczaliśmy wydarzenie zorganizowane przez szkołę tańca Coco Dance z Brzegu. Trzeba było przetransportować łódź lądem. 

J.P.: Brak samochodu służbowego to nie jedyna bolączka? 

P.P.: Zgadza się. Mamy, tak jak Prezes wspomniał, cztery łodzie, które mają już swoje lata. Dbamy o nie, ale silniki tych łodzi się zużywają, ich serwisowanie jest dosyć drogie. Staramy się również pozyskać środki na nową łódź, która sprosta naszym potrzebom. Pływamy po rzece zarówno z nurtem, jak i pod prąd, potrzebujemy więc łodzi z silnikiem o większej mocy. 

J.G.: Koszt zakupu nowej łodzi to ok. 60 tys. zł. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska za sponsoruje nam 50% na zakup łodzi. Resztę musimy zdobyć we własnym zakresie. Wystąpiliśmy z wnioskiem do Starosty Powiatu i do Burmistrza Miasta Brzegu o 25% dofinansowania. Resztę dofinansujemy sami. Przy czym zakup sprzętu i jego serwisowanie to tylko część naszych wydatków. Zużywamy ok. 2 ton paliwa rocznie. Bardzo dużo płacimy za teren, który dzierżawimy od Wód Polskich. Oprócz tego media – prąd, woda, gaz. 

J.P.: Starostwo, czy Miasto Brzeg nie sponsoruje waszej działalności? 

J.G.: Starosta zarówno poprzedni, jak i obecny, owszem. Z czego jestem bardzo zadowolony. Natomiast od Miasta Brzegu w tym roku – ze względu na coronovirusa – nie dostaliśmy nic, w poprzednich latach zawsze otrzymywaliśmy od miasta pewną kwotę na zakup środków ratunkowych. 

J.P.: Jakieś akcje, które szczególnie zapadły w pamięci? 

J.G.: Trzy lata temu prowadziliśmy trzy takie akcje poszukiwawczo-ratownicze, a później już tylko poszukiwawcze. Znaleźliśmy denatów po kilku dniach. Na wodzie trzeba zachować rozsądek. Bezwzględnie nie wolno wchodzić do wody, będąc pod wpływem alkoholu, nawet jeśli ktoś potrafi dobrze pływać. Zasada ta jest wciąż niestety lekceważona. 

J.P.: Czy chcielibyście coś jeszcze przekazać naszym czytelnikom? 

P.P.: Zapraszamy wszystkich chętnych. Przede wszystkim zapraszamy młodzież. Mamy wielu wysportowanych nastolatków. W takim wieku najlepiej rozpoczynać przygodę z ratownictwem. Zapraszamy również na naszą stronę internetową, nie tylko do polubienia, ale również do aktywnego uczestnictwa. 

J.P.: Dziękuję za rozmowę. 

Janusz Pasieczny 

Jeżeli chcesz wziąć udział w zbiórce pieniędzy na pojazd dla brzeskich WOPR-owców, szczegóły znajdziesz na stronie:

Reklama
384 views