Kultura
Muzyka

Bycie ojcem pozwala mi tworzyć i nie zwariować! Wywiad z Igorem Herbutem przy okazji premiery utworu „Ro”


Dziś moim i Waszym gościem jest wokalista, muzyk, autor piosenek, założyciel zespołu Lemon, który wkrótce wyda swój solowy album „Chrust” – Igor Herbut.

Marcin Wolniak: Pandemia koronawirusa dotknęła w znacznym stopniu także świat kultury. Zmieniła także twoje plany. Twój solowy album miał ukazać się 27-ego marca, ale ostatecznie zostanie wydany 8-ego maja. Czy to była trudna decyzja, żeby przełożyć premierę? Wiem, że artyści traktują wydanie albumu prawie jak narodziny dziecka.

Taką decyzję podjęliśmy wspólnie. Mam nadzieję, że ta cała sytuacja, która jest trudna i ciężka dla wszystkich, minie jak najszybciej. I wtedy będę mógł się tym albumem podzielić nawet wcześniej, niż 8-ego maja. Obecnie jestem w domu. Poddaję się dobrowolnej kwarantannie i jestem otoczony miłością przez mojego syna i Gosię. Postanowiłem, że podzielę się już utworem, którym nie miałem w planach się teraz dzielić. Plany się jednak zmieniły, zburzyły kolejne plany i stworzyły coś nowego i tak oto mamy premierę utworu „Ro”. To jest drugi utwór promujący mój solowy, debiutancki album zatytułowany „Chrust”.

Piosenka „Ro” jest kolejną zapowiedzią albumu, po piosence „Jasny”. Teledysk jest już dostępny na youtube i wszyscy mogą go obejrzeć. Wiem, że lepiej się muzyki słucha, niż o muzyce mówi, ale powiedz co oznacza ten tajemniczy tytuł „Ro”?

A co oznacza dla ciebie? [śmiech]

Nie mam pojęcia co oznacza to słowo, ale po przesłuchaniu piosenki mam wrażenie, że jest to utwór o spełnionej miłości. Przez różne etapy życia, dojrzewania, poznajemy różne osoby, ale zdarzają się takie osoby, które nas w jakimś sensie spełniają i wypełniają.

Podczas premiery spotkałem się z różnymi opiniami. Wiele opinii było ciekawych. Takich, że to nie jest takie jak Lemon. To nie jest to, co było wcześniej. Ja chciałbym powiedzieć, że to nie jest Lemon. Lemon jest jedną rzeczą, a Igor Herbut to co innego. Ten utwór, tak jak i cały album, jest napisany w całości przeze mnie – teksty, muzyka, aranżacje. Także produkcja tej płyty, instrumenty. To będzie naprawdę mój solowy album w tym sensie, że ja odpowiadam na nim za wszystko. Cała ta płyta będzie takim pamiętnikiem. Patrzysz na ten pamiętnik i stwierdzasz, że teraz jest dobrze. Patrzysz na ostatnią stronę i kartkujesz wstecz. Okazuje się, że jest coraz gorzej. Coraz większy gruz. „Ro” jest gdzieś w połowie tego albumu. Kwestia interpretacji jest natomiast bardzo otwarta. Czasami dostaję informacje od ludzi, że moje teksty są analizowane na języku polskim, na różnych egzaminach. Pewnie moja polonistka złapałaby się za głowę z tego tytułu, ale tak jest. Mówię o tym dlatego, że gdybym to ja usiadł przed tym zadaniem, to nie wiem czy sam bym utrafił w klucz interpretacji.

Druga piosenka na trackliście to utwór „Jasny”. To jaśniejszy, bardziej pozytywny czas, ten obecny. Przepiękna piosenka o doświadczeniach związanych z ojcostwem. Zadedykowałeś ją swojemu synowi. Czy jako ojciec czujesz się pełniejszym człowiekiem i artystą?

Tak, na pewno czuję się pełniejszy. Jestem innym człowiekiem. Przeszedłem przez furtkę i zostałem w innym świecie. To jest nowy, piękny świat. Dużo w nim miłości i szczęścia. W tym trudnym czasie, który teraz jest, pozwala mi to nie zwariować i tworzyć, pisać. Mówiąc ogólnikowo jesteśmy muzykami, artystami. Inspirujemy się światem i kiedy dzieją się trudne rzeczy, to bardzo to również odczuwamy. Chciałbym pisać o dobrych rzeczach, mądrych i inspirujących. Dlatego staram się ten czas przekuć także w pracę.

Na twoim albumie jest 14-ie utworów. Oprócz tych kompletnie autorskich znajdzie się także wiersz Leopolda Staffa, czy „Krakowski spleen” Maanamu. To piosenka, którą zdarzyło ci się już wykonywać. Zresztą poznałeś Korę jako jurorkę „Must be the music”. Od tego programu zaczęła się twoja muzyczna kariera z zespołem Lemon. Jak wspominasz ten początek twojej przygody, spotkanie z Korą i czy ten utwór na albumie to hołd w stronę Maanamu?

Jest to bardzo głęboki temat. Kora mi bardzo dużo dała. Myślę, że jest obecna wciąż w różnych moich decyzjach. Na pewno jej zdania, które wypowiadała do mnie oficjalnie i prywatnie, wciąż dźwięczą w mojej głowie i w sercu. Dlatego ten utwór, który jest mi bardzo bliski, znalazł się na mojej płycie w mojej interpretacji. Zresztą ta piosenka została bardzo dobrze przyjęta podczas mojego solowego koncertu w teatrze Roma. Grałem ten utwór na fortepianie podczas mojej solowej trasy koncertowej zatytułowanej „Lwia część”. Ta trasa bardzo dużo mi dała odwagi i siły, chociażby do napisania pierwszej, solowej płyty.

Spytałem o Korę w roli jurora, ponieważ teraz sam jesteś jurorem. Pojawiłeś się w składzie jurorskim w programie „The Four. Bitwa o sławę”, obok Natalii Nykiel i Kuba Badacha. Wprawdzie program został zawieszony, a produkcja przeniesiona na jesień. Natomiast miałeś już okazję spróbować siebie w tej roli, w ocenianiu ludzi, którzy walczą o sławę. I jak ci z tym jest?

W obecnej sytuacji program został zawieszony, ale mam nadzieję na szybki powrót. Na pewno jest to wspaniała przygoda i włożyliśmy w to bardzo dużo serca. Niesamowitą rzeczą jest, że siedzę obok Kuby Badacha – mojego idola, a obecnie idola i przyjaciela. To pokazuje, że marzenia się naprawdę spełniają. Ludzie, którzy przychodzą do programu są na wysokim poziomie, a na tym mi bardzo zależy. Sam staram się robić muzykę na wysokim poziomie. Wiele o mnie można powiedzieć, ale to że słabo śpiewam to akurat nie. Chociaż pewnie dla niektórych tak [śmiech]

Nie dla tych, którzy się znają na śpiewaniu.

Niekoniecznie się trzeba znać, ale mieć otwartą głowę. Myślę, że jestem dość wszechstronnym muzykiem – od jazzu, przez folk, do rocka czy klasyki. Poprzez doświadczenia, które zdobywałem, jestem w stanie przekuć je w pomoc. Mam też taką zasadę, że gdy jesteś naprawdę dobry to więcej od ciebie wymagam. Widząc większy potencjał staram się dać ci więcej siły, żebyś mógł przeskoczyć własną granicę. I to właśnie dzieje się w tym programie. Na pierwszym etapie trzeba do siebie przekonać nas, jurorów. I musimy być jednogłośni. Później trzeba mieć na tyle odwagi, żeby wyzwać na pojedynek kogoś z fantastycznej czwórki. Trzeba więc dać z siebie wszystko, wygrać bitwę przekonując ludzi, że jest się lepszym, ciekawszym, czy też ma się więcej charyzmy. Na każdym etapie jest więc dużo emocji i niewiadomych, ale tak samo jak w naszym życiu zawodowym.

Jeden z uczestników zaśpiewał twoją piosenkę „Scarlett”. Powiedziałeś wówczas, że trochę cię wystraszyło co ten człowiek zrobi z twoją „Scarlettunią”. Czy ty w ogóle lubisz, kiedy inni wykonawcy sięgają po twoje utwory?

Rozmawiałem kiedyś z Korą na ten temat i powiedziała mi, że w 90% przypadków była na tak. Te nasze piosenki to trochę nasze dzieci. I jesteśmy dla nich wyrozumiali, a jednocześnie bardzo surowi. To nie oznacza, że jesteśmy bezkrytyczni. Ważną rzeczą jest też interpretacja tych utworów. Zdaję sobie sprawę, że nie są to łatwe utwory, a tak się może wydawać. Często moje piosenki są trudne do zaśpiewania i ja słyszę to jako muzyk. Ludzie się często próbują z tym zmierzyć i jednym wychodzi lepiej, a innym gorzej. Natomiast to, że próbują to jest dla mnie bardzo miłe.

Nastał czas kwarantanny. Niektórzy stosują ją z przymusu, a niektórzy tak jak ty, ze zdrowego rozsądku. Przy okazji wystosowałeś apel do swoich obserwatorów o poważne potraktowanie tej sprawy, a także o wspieranie artystów w tym trudnym czasie. W jaki sposób możemy teraz wspierać artystów?

Przede wszystkim powinniśmy siebie wspierać jako ludzie. Musimy zostać w domach, siedzieć. Jeżeli musisz wyjść, ponieważ pracujesz to bardzo ci dziękuję. Prawdopodobnie jesteś lekarzem, diagnostą, bądź też ekspedientem w sklepie i dzięki temu człowiek może kupić wodę, mleko czy jajka. Wkurzam się natomiast ludźmi, którzy w tej sytuacji siedzą na murku, jarają fajki i piją browary. Nawet na moim profilu były wypowiedzi ludzi, których uważałem za mądrych, a napisali tak, że pomyślałem sobie: jak to? Dlaczego nie rozumiesz, że to od nas zależy jak długo to potrwa? Każdego to dotyczy, nie tylko artystów. Chociaż artyści dostali jako pierwsi i teraz bardzo to odczuwają, w różnych kwestiach. Nie mówię tylko o aspekcie finansowym. Chodzi o to, żebyśmy się po prostu wspierali, byli mądrzy. Pozostali w domu i nie narażali siebie i innych.

Jako fan twojej muzyki i twojego śpiewania zawsze chciałem spytać cię o literkę „R”. Kiedy powstał pomysł, żeby ta litera była tak bardzo akcentowana w twoim śpiewaniu? To przecież stało się twoim znakiem rozpoznawczym.

„R” pojawiło się tak po prostu, samo. Nagle się pojawiło. Na pewno jest to część wyrazu artystycznego. Ja lubię hiperdykcję i hiperartykulację. Myślę, że w „Ro” jest kilka bardzo ciekawych dykcyjnych złamań, interpretacyjnych również. Tekst jest zresztą dość trudny i sam utwór jest trudny i skomplikowany.

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak– dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

Marcin Śpiewa Z Gwiazdami – www.marcinspiewazgwiazdami.blogspot.com instagram@marcinspiewazgwiazdami @martinwolniak

zdjęcia – materiały prasowe

335 views