Aktualności
Felieton
Zdrowie

Czerwona strefa początkiem nowego lockdownu? Zapowiada się raczej brutalna rozgrywka i dociskanie kolanem oraz upadek reputacji państwa


W marcu wszyscy byliśmy przerażeni – obrazki pokazywane w mediach, przemawiały do nas jednoznacznym komunikatem. Patrzcie co dzieje się, gdy ignorujemy zagrożenie i bach, zdjęcia z Włoch, Hiszpanii, puste ulice w wielkich metropoliach, polowe szpitale, czarne worki ze zwłokami. Daliśmy się zamknąć w domach, bo każdy się bał o zdrowie i życie swoje oraz najbliższych. Uruchomił się też słuszny mechanizm odpowiedzialności za sąsiadów, rodaków itd.

W drodze do wyborów prezydenckich okazywało się, że epidemia jest w odwrocie, nic nam nie grozi, a premier cieszył się z mównicy, że widzi rodaków bez maseczek. Krzyczał do mikrofonu niemal jak niegdyś Papież – Nie lękajcie się!

Przykład szedł z góry. Wybory bez obaw, politycy bez maseczek, ogólne luzowanie obostrzeń, a więc ludzie zaczynali powoli przywykać, że jest lepiej i już po wszystkim.

Władza odtrąbiła sukcesy – oświata wyszła z nauczania zdalnego obronną ręką (uczniowie, rodzice i nauczyciele najlepiej wiedzą, jak było), wybory poszły, zamaskowano wiele nieprawidłowości, nadużyć czy wręcz bezczelnych przekrętów. Państwo Polskie wygrało i cały świat nam zazdrości. Ludzie zaczęli korzystać z życia, wyjeżdżać na wakacje, obcałowywać ciotki na weselach, a restauracje i puby zaczęły się wypełniać klientami.

Organizacyjnie, logistycznie – czas wakacji i niespełna dwóch miesięcy zostały zmarnowane, a czas roztrwoniony. Nie zrobiono nic, żeby przygotować się na drugą falę zwiększonych zachorowań. Nic! I to pomimo wielu głosów ostrzegawczych płynących z kraju i zagranicy.

Duża była w tym wszystkim także rola opozycji, która zamiast walką o lepsze dla nas, popisała się przyklepaniem podwyżek dla posłów i polityków oraz nieudolnym krzykiem w wielu sprawach, oraz kompletnym brakiem integracji.

Okazało się, że jednak nie jest lepiej!

Z premedytacją i bardzo nonszalancko wyczekano, aż słupek zachorowań urośnie tak, że stanie się powodem do wprowadzania ograniczeń. Tylko że teraz jest jeszcze gorzej! To, co w marcu nazywano lockdownem, teraz określa się mianem stref w kolorach żółtych i czerwonych. A na dokładkę rząd zapowiada, że izolacja, zatrzymanie, zamknięcie to dopiero nadejdą, a uwierzcie mi, że na pewno nadejdą.

Teraz rząd będzie nas karał za to, że jest epidemia. Nie będzie programów pomocowych, bo państwa na to nie stać. Zamyka się powoli szkoły, gastronomię, obiekty sportowe, a przyjdzie kolej na instytucje kultury, hotele, lotniska, granice, z czasem pewnie sklepy.

Jedyne co nie ulegnie zmianie, to obowiązek pracy. Kasy nie ma, a więc musimy pracować, żeby państwo mogło funkcjonować. Rządzący chcą to nazywać modelem szwedzkim, ja to określam biedą.

Niezmiernie ważne zrobiło się umożliwienie odwiedzania grobów najbliższych, bo 1 listopada tuż, tuż. Oby tylko miał kto nas odwiedzać…

Równie ważne jest utrzymanie dostępu do kościołów. Zaskakujące jest w tym kontekście ograniczanie albo wręcz uniemożliwienie dostępu do służby zdrowia – przychodnie zamknięte od miesięcy i kilometrowe kolejki ludzi czekających na testy.

W tle przepychanie ustaw niemających nic wspólnego z walką z epidemią. Najlepszym przykładem jest oczywiście ustawa antyaborcyjna, której symbolem stała się triumfująca Kaja Godek oraz słowo „wypier^!@ać”, które stało przekaźnikiem bólu i oburzenia kobiet w Polsce, jak również policjanci walący gazem pieprzowym po oczach zdesperowanych kobiet, demonstrujących pod domem Kaczyńskiego.

Jedno jest pewne. Ludzie już nie będą tak pokorni, jak kilka miesięcy temu i nie pozwolą się już zagonić do domów, zamknąć i nie będą biernie przyglądali się na demolowanie ich państwa. Tak, bo państwo jest nasze, czyli Obywateli, a nie rządzących!

Reklama
554 views