Aktualności
Kultura

Dlaczego tańczymy tango argentyńskie?


Zbliża się koniec wakacji, a wraz z nim wracamy do rutynowych zajęć. Na przełomie września i października ruszy kolejny kurs tanga argentyńskiego, i jak co roku chciałbym zachęcić do uczestnictwa w zajęciach. 

Ktoś zapyta: dlaczego tango, a nie na przykład tańce standardowe, turniejowe albo street dance? Bo z nich wszystkich tango jest najbardziej ludzkie. Nikt nikogo nie pogania, nie ma presji, chorej rywalizacji. Jest przyjemność, relaks, odrobina ćwiczeń fizycznych, możliwość spędzenia czasu w miłym towarzystwie, tangowe podróże i przyjaźnie. 

Przeciwnicy powiedzą, że tango jest staromodne, nudne, niedzisiejsze. Ale oni nigdy tego nie spróbowali, nie zetknęli się z tangiem nuevo, które jest niesamowicie energetyczne. Dzięki tangu możemy dawać i otrzymywać coś, co w dzisiejszym świecie jest na wagę złota: naturalny kontakt z drugim człowiekiem. Tango leczy. Jego specyfika sprawia, że dłużej możemy utrzymać sprawny nasz mental. Tango nie jest też kontuzjogenne a z latami jest to coraz ważniejszy argument. To my decydujemy, jakie chcemy, żeby było nasze tango: dynamiczne z wieloma figurami czy spokojne i wyważone milonguero. Bardzo dobrze wpływa też na nasze życie psychiczne coś, co jest od tanga nieodłączne: improwizacja. Aby dobrze improwizować, musimy wejść w stan bliski medytacji, a to jest dla nas stan bardzo korzystny.  Muszę szczerze stwierdzić, że jako prowadzący nie mam wiedzy co dzieje się podczas tańca u partnerki. W przypadku prowadzącego improwizacja wymusza ciągłą uwagę, koncentrację, poczucie przestrzeni a przede wszystkim bycie w relacji. Dużo tego i nie jest łatwo to ogarnąć. A jeśli chodzi o kobietę, to ona sobie odpływa w jakieś niezmierzone przestrzenie. Ale nie byłbym szczery, gdybym nie przyznał, że jest to dla mężczyzny przyjemna praca.  

Buenos Aires.  Mekka tanga. Wszyscy, którzy tańczą tango albo tam byli, albo mają w planie. Buenos Aires jest duże, rozciąga się na przestrzeni ponad 50 km. Czy wszyscy tam tańczą tango? Na pewno nie, ale ci, którzy chcą potańczyć, muszą na milongi dojechać. To też wymaga od nich wysiłku. Łatwiej jest go znieść, gdy jest stylem życia, tradycją. Raz bądź więcej razy w tygodniu idziemy potańczyć. 

Ciekawe jest to, że powiat brzeski ma w linii też ok. 50 km. Jak Buenos !! Jest tango, są milongi, festiwal. Hura !!! W skali kraju Brzeg jest ewenementem. Nie ma drugiego tak małego miasta, które ma tango. Ludzie, macie wyjątkową szansę wprowadzić w Wasze ustabilizowane życie nową iskrę, która pozwoli znów poczuć się młodym. 

Stanąć twarzą w twarz z odwiecznym problemem, co lepsze:  być czy mieć. A może być i mieć?

Tango to społeczność. Tworzą go ludzie i tylko dzięki nim trwa. Jedna lub dwie pary nie tworzą społeczności. Muszą jeździć za tangiem po świecie. Brzeg może się pochwalić tym, że ma społeczność i brzeżanie nie muszą jeździć za tangiem, bo mają go co tydzień w Herbaciarni. Do nas często przyjeżdżają tancerze z innych miast, gdyż Herbaciarnia ma niezwykłą atmosferę. Argentyńczycy, którzy nas odwiedzają mówią, że czują się jak u siebie w domu. 

Tango to przygoda. Nie jest ograniczona wiekiem, a nawet mówi się, że aby głębiej poczuć tango trzeba trochę życia przeżyć. 

Zapraszamy Was do wspólnego przeżycia tej przygody. Na pewno nie wszystkim tango przypadnie do gustu, zresztą w Buenos też nie wszyscy tańczą. Tym się nie przejmujcie. Warto spróbować i dać losowi szansę, i a nuż się spodoba. 

Kontaktujcie się pod numerami telefonów 609 477 374 lub 600 095 402. Jak zbierzemy grupę, to startujemy w połowie września.