Aktualności
Wywiad

Eurowizją trzeba się bawić, a nie obrażać, gdy się nie powiedzie


  • wywiad z Gromme, kierownikiem muzycznym Eurowizji Junior 2020, twórcą piosenki „I’ll be standing” Ali Tracz, reprezentującej Polskę w konkursie

foto: materiały prasowe

Marcin Wolniak: Finał Eurowizji Junior już w niedzielę, 29 listopada. Jak oceniasz szanse Ali Tracz i Polski na 3-ie zwycięstwo z rzędu? Słuchałeś już piosenek, które będą konkurować z „I’ll be standing”?

Gromee: Słuchałem konkurentów, odrobiłem lekcje i przesłuchałem wszystkie piosenki. Chciałbym, żeby nasza Ala wygrała. To jest cudowna, mała dziewczynka. Podkreślmy, że jest to dziewczynka. Nie nastolatka, tylko dziecko z potężnym głosem. Nie będę tutaj mówił o utworze, ale Ala przez swoje możliwości vocalne ma duże szanse. Mam nadzieję, że Polska wygra po raz trzeci. 

MW: A kto jest największym zagrożeniem i faworytem do zwycięstwa? 

Gromee: Ludzie wskazują Kazachstan albo Hiszpanię. Oczywiście istotne jest, jak dzieci zaśpiewają te piosenki na żywo. Inaczej wszystko funkcjonuje w warunkach studyjnych, a inaczej kiedy trzeba wystąpić live. Ja ciągle podkreślam, że to jest konkurs i zabawa, ale błagam wszystkich, żeby pamiętali, że to są dzieci. Żebyśmy wszyscy nie wkręcali sobie jakiś ogromnych konkursowych historii i presji. Tak naprawdę dzieci teraz jeszcze tego nie rozumieją, nie rozumieją, o com jest gra. Natomiast później to może odbić się na ich psychice. Tego bym nie chciał. To jest fajny konkurs i super emocje, ale niech to będzie także zabawa. Uczestnicy będą mieli jeszcze dużo możliwości, żeby walczyć o siebie na świecie.  

MW: Brałeś udział jako juror w „Szansie na sukces”, eliminacjach do Eurowizji Junior 2020. W finale wszystkie 3 uczestniczki śpiewały piosenki stworzone przez Ciebie. Miałem wrażenie, że najsilniejszą piosenką była ta, którą zaśpiewała Lena Marzec. Natomiast Ala zrobiła ogromne wrażenie ze swoim głosem. Miałeś jakiś wpływ na to, która piosenka została przypisana której dziewczynce? 

Gromee: Obserwowałem te dziewczynki i rozmawiałem z ich rodzicami. Spytałem jakie by chciały mieć utwory. Słuchałem tego jakie piosenki one śpiewały do tej pory. Na tej podstawie razem z żoną napisaliśmy utwory i przekazaliśmy je do TVP. Wydaje mi się, że te utwory zostały tak dobrane jak, zasugerowałem. Natomiast wszystko się tam mogło wydarzyć. Ja po prostu dostałem zlecenie od telewizji na napisanie piosenek.

MW: W ubiegłym roku byleś także kierownikiem muzycznym Eurowizji Junior. Stworzyłeś wówczas też hymn Eurowizji, piosenkę „Share the joy”. W tym roku powstała kolejna piosenka – „Move the world”, motyw przewodni tegorocznego konkursu. Zaśpiewała go Viki Gabor. To będzie kolejny radiowy przebój Viki?

Gromee: Nie wiem. Nie wiemy, czy ten utwór się pojawi. Ważne jest, żeby wytłumaczyć, że kierownik muzyczny nie tylko tworzy ten przewodni utwór. Na moich barkach spoczywa także udźwiękowienie każdego elementu, który podczas transmisji się pojawi. Zaczynając od intra, przez muzykę do występów tanecznych, po wszystkie krótkie formy, udźwiękowienie tabelek czy punktacji. To są czasami 20, 30-sekundowe motywy muzyczne, ale są też dłuższe. Wszystko co się pojawi podczas finału, jest wypełnione muzyką, stworzoną w moim studio. Zdaję sobie sprawę, że widz, który to ogląda, często nie zwraca uwagi, jakie tam są elementy dźwiękowe. Ja jestem tu po to, żeby wzbogacić pewne emocje w ludziach, czy też je jeszcze bardziej wyciągnąć. Napisałem także „Move the world”, czyli hymn tegorocznej Eurowizji. W tym roku jest on trochę inny. Wraz z włodarzami Eurowizji, doszedłem do wniosku, że z racji tego, że tegoroczna Eurowizja ma zdalny charakter, w ludziach jest więcej smutku i niepewności, lepiej nie robić energicznego, mocnego utworu. Zrobiłem ten utwór spokojniejszy, żeby pamiętać, że nie ma na scenie tylu ludzi, ile mogłoby być. Tak samo obok sceny. Czy ten utwór pojawi się w radiach i czy będzie przebojem? Mam nadzieję, że tak, ale nie wszystko ode mnie zależy. 

MW: Reprezentowałeś Polskę na Eurowizji w Lizbonie, w 2018 roku, wraz z Lukasem Meijerem. Wystąpiliście z dużym radiowym przebojem „Light me up”. A mówię tak dlatego, że ja do dziś śpiewam ten utwór przy różnych okolicznościowych okazjach. Co wtedy poszło nie tak, że nie trafiliście do finału konkursu? Co byś zmienił dziś w tamtym występie?

Gromee: Jestem osobą, która nie wraca do takich wydarzeń. Nie widziałem jeszcze tego występu, więc ciężko mi powiedzieć co bym zmienił. Na pewno kilka elementów było do zmiany i dzisiaj podszedłbym do tego zupełnie inaczej. Przyznaję, że gdy pojawiłem się na Eurowizji, byłem trochę zaskoczony tą całą sytuacją. Pewne rzeczy związane z głosem Lukasa mogły być lepsze, ale to nie do końca ode mnie zależało. Naprawdę nie oglądałem występu i staram się do tego nie wracać. 

MW: Zrobiłbyś jeszcze raz tego węża na scenie czy nie?

Gromee: Historię o tym wężu to może opowiem. Próby do Eurowizji trwają zawsze około 2 tygodni. Na jednej z prób reżyser poprosił mnie o zrobienie czegoś z rękami, bo chciał ustawić ostrość kamery. Zrobiłem tego węża przez ułamek sekundy. Później przyszedł reżyser główny konkursu z prośbą, żeby zrobić to podczas występu, bo to genialnie wyglądało. I tak wąż, za namową reżysera, został wmontowany do mojego występu. Cieszę się, bo po całym tym eurowizyjnym szaleństwie, ludzie zapamiętali ten element. Kiedy zszedłem ze sceny, naprawdę nie pamiętałem zbytnio, co na tej scenie się wydarzyło. Natomiast do dzisiaj pamiętam klęczącego człowieka, pytającego czy chcemy składać protest, ponieważ nie wszystkie efekty pirotechniczne i świetlne się odpaliły. Pewne rzeczy odpalały się na każdej próbie, ale podczas naszego półfinału się nie odpaliły. Pytano więc nas, czy to miało wpływ na nasz wykon i czy chcemy składać protest. Postanowiłem, że nie będziemy robić w Lizbonie jakiś scen i powtarzać występu. Tyle pamiętam.

MW: To bardzo ciekawe co teraz mówisz, ponieważ ja po Waszym występie miałem wrażenie, że wykonaliście bardzo letnią, wesołą i przebojową piosenkę, a na scenie było dosyć ponuro i ciemno.  

Gromee: Trzeba pamiętać, że wokalista, który po wielu próbach wie, że coś dzieje się na scenie w 20-tej czy 40-tej sekundzie, a potem nie dostaje tego podczas występu, może się zagubić. Dopiero dzisiaj o tym mówię. Natomiast osobiście jestem zadowolony z całej mojej eurowizyjnej historii. To była piękna przygoda. Niesamowita lekcja i nauka. Żeby zrozumieć całą istotę Eurowizji, trzeba się tym też trochę interesować. Powinniśmy żyć Eurowizją przez cały rok, a nie tylko przy okazji występu naszego reprezentanta. Wtedy się dopiero uaktywniamy i dużo się dzieje, dużo mówimy na ten temat. Potem to wszystko siada i zapominamy o Eurowizji, natomiast inne kraje wiele miesięcy się do tego przygotowują i pracują nad tym. Wiele osób bardzo się w to angażuje, wiele osób pracuje nad kompozycjami na Eurowizję. 

MW: Tuż po Waszym przyjeździe z Lizbony, rozmawiałem z Kasią Dereń, która śpiewała z Wami w chórkach. Spytałem ją, czy nie chciałaby sama reprezentować Polski w konkursie. Stwierdziła, że z wielką chęcią i że chciałaby mieć taką piosenkę idealną na Eurowizję. Może to jest ta droga? Kasia swoimi ostatnimi występami udowadnia, że jest gotowa na taką scenę. Chociaż ważny jest jeszcze repertuar.

Gromee: Proszę pamiętać, że na eurowizyjny sukces musi się złożyć wiele czynników. Od historii politycznych, poprzez dany utwór, przez dyspozycję wokalisty czy też wokalistki, aż po oprawę sceniczną. Czasami potrzebne jest to, żeby cała scena eksplodowała iskrami, ogniami, płomieniami. Innym razem wychodzi na scenę reprezentant Portugalii Salvador Sobral, nie ma na scenie praktycznie nic i wygrywa. To wszystko musi być zrobione z głową. Kasia ma taki głos, że mogłaby wyjść i po prostu zaśpiewać. To jest ten głos, który mógłby zająć super miejsce, ale też wygrać Eurowizję. Ludzie też oceniają głosy, możliwości wokalne. Podkreślam tu słowo „też”, ponieważ jest szereg innych czynników. Chociażby to, które kraje zazwyczaj punktują wysoko inne kraje, czy też w którym półfinale Polska bierze udział.  

MW: Mam jednak wrażenie, że wraz z popularnością formatów typu The Voice w wielu europejskich krajach, ten czynnik dobrego vocalu ma coraz większe znaczenie. 

Gromee: Tak. Ludzie coraz bardziej doceniają pewne rzeczy, są coraz bardziej świadomi. Super, ja się z tego bardzo cieszę. Może jestem naiwniakiem, ale głęboko wierzę, że możemy wygrać na dużej Eurowizji. W Polsce są potężne, piękne i niesamowite głosy, mamy mnóstwo zdolnych kompozytorów i producentów. Po prostu musimy zrobić ten krok. Należy być odważnym i pisać. Jeżeli się nie uda w tym roku, to trzeba próbować za rok. To jest konkurs Eurowizji, a nie Mistrzostwa Świata w muzyce. Trzeba tym się bawić i nie obrażać na Eurowizję. Często się zdarzało, że jak ktoś tam pojedzie i mu się nie udało, to potem się obraża na konkurs. Takie jest życie. Nie zawsze się wygrywa. Czasami trzeba też przegrać. 

MW: Stworzyłeś z Edytą Górniak przebój „Król”. Później została wydana piosenka „My way”. Wielu sugerowało, że to jest podstawa do wydania kolejnego, solowego albumu wokalistki. Edyta nie wydała nowej płyty już od 8 lat. Co stanęło na przeszkodzie?

Gromee: Właściwie to nic nie stanęło na przeszkodzie. Z tego co wiem, Edyta ma mnóstwo dobrego materiału, który nagrała w Stanach Zjednoczonych i przywiozła do Polski. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny singiel. Natomiast z naszej współpracy pewnie jeszcze coś będzie. Teraz Edyta chce podzielić się ze światem tym, co zrobiła w Stanach. Trzymam za nią mocno kciuki, bo to jeden z najlepszych głosów, jakie mamy w Polsce. 

MW: Twój najnowszy singiel „Worth it” został wydany w kilkunastu europejskich krajach. Powiedz coś więcej o tej produkcji. 

Gromee: „Worth it” pojawił się w wielu krajach na świecie, ale w kilkunastu został bardzo dobrze przyjęty. Dostał super recenzje. Podczas lockdownu pracowałem w domu, robiłem rzeczy dla niemieckiego studia. Tak poznałem wokalistkę z Islandii, na stałe mieszkającą w Niemczech. ASIDIS nagrała mi demo i to właśnie ją zaprosiłem do utworu „Worth it”. Ten utwór leżał już w mojej szufladzie 2 lata, a może i więcej. Ostatnio go odgrzebałem i zaprosiłem ASIDS, bo ma ciekawą barwę, to jest bardzo nowoczesne śpiewanie. Postanowiłem, że kiedy za oknem jest już szaro i zimno, i wciąż jesteśmy zamknięci, żeby wyjść, chociażby na imprezę, to wypuszczę trocha serca do ludzi i wydam ten kawałek. 

MW: Na sam koniec moje gratulacje. Miesiąc temu zostałeś podwójnym tatą. Tworzenie muzyki w takiej sytuacji nie będzie już chyba takie łatwe?

Gromee: Nie [śmiech]. Mamy domowe studio piętro niżej. Po prostu musieliśmy sobie z żoną inaczej wygospodarować czas. Czasami ja idę do dzieci, czasami żona schodzi z dziećmi piętro niżej. Poza tym jest też taka instytucja jak teściowa. Właściwie to teściowe powinny dostawać wszystkie 500+ co miesiąc i byłby święty spokój. To jest naprawdę przepiękna instytucja. Także my sobie radzimy, ja w ogóle pracuję głównie w nocy. Cieszymy się, że jest z nami dwójka dzieci. To najpiękniejsze, co nas w życiu spotkało. Mówię to z pełną świadomością. Do dzieci trzeba wszystko dopasować i to zrobiliśmy. Przez cały ten lockdown napisaliśmy z Sarą dużo różnych, czasem wręcz dziwnych piosenek, projektów, tekstów. Na przyszłość będzie co robić i nad czym pracować. 

MW: To chyba jest bardzo dobra wiadomość dla wielu polskich wokalistów. Bo mamy świetne głosy, ale czasami brakuje repertuaru. Przypomnijmy na koniec, że cały czas można głosować na Polskę na stronie www.junioreurovision.tv Mamy możliwość, żeby wspierać Alę Tracz i piosenkę „I’ll be standing”. Wielkie dzięki za rozmowę. 

Gromee: Dzięki, cześć. 

Rozmawiał: Marcin Wolniak 

Marcin Wolniak– dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

Reklama
143 views