Aktualności
Brzeg
Ekstraklasa futsal

Fatalne sześć minut pierwszej połowy przesądziło…


Fit-Morning Gredar Futsal Brzeg nie zdołał odrobić straconych w sześć minut trzech bramek z pierwszej połowy i to AZS UW Wilanów wygrał pojedynek beniaminków w brzeskiej hali MOSiR przy ul. Oławskiej, wynikiem 2:3. 

Dramat brzeżan rozpoczął się w 11. minucie pierwszej połowy…

Warszawianie od samego początku tego spotkania grali wysokim pressingiem, z którym ewidentnie nie radzili sobie futsaliści Fit-Morningu Gredar Futsal Brzeg, tracąc raz, po raz piłkę. Pierwsze ostrzeżenie brzeska drużyna otrzymała w 2. minucie meczu, kiedy świetnym podaniem popisał się najlepszy strzelec w zespole gości – Michał Klaus, jednak precyzji zabrakło Denysowi Lifanovowi, który trafił tylko w boczną siatkę. 

Nie minęła nawet minuta, a po świetnym powrocie do obrony Jakub Nahorny odebrał piłkę Janowi Rojkowi, błyskawicznie podając ją do Lifanova, który uruchomił lewym skrzydłem Klausa, ale bardzo dobrą interwencją po jego strzale popisał się Kuba Budych. 

W 4. minucie niedokładne podanie Macieja Pikiewicza przejęte przez powracającego po absencji spowodowanej drobnym urazem, Jose Pepo otworzyło brzeżanom pierwszą doskonałą okazję na objęcie prowadzenia, ale strzał Dawida Witka przeleciał tuż obok słupka wilanowskiej bramki. Dosłownie kilkanaście sekund później zagranie Victora Diego doskonale przeczytał Paweł Synowiec, który przejął futbolówkę i uruchomił kontratak, podając na skrzydło do Rojka, ten rewelacyjnie oszukał Diego, perfekcyjnie zagrywając w pole karne do Synowca, który jednak zachował się fatalnie, uderzając wprost w ręce golkipera przyjezdnych – Kamila Wójcika. 

Najbliżej zdobycia bramki gracze Fit-Morningu Gredar byli w 9. minucie, kiedy to fantastycznie uderzenie Lifanova zatrzymał Kamil Kucharski, momentalnie ruszając z piłką do przodu i strzelając w słupek bramki AZS-u. 

Niewykorzystane sytuacje zemściły się boleśnie na brzeskiej ekipie niespełna dwie minuty później. Synowiec sfaulował na prawym skrzydle Bartosza Przyborka, a Klaus zdecydował się na mocne uderzenie z rzutu wolnego, które odbił przed siebie Budych, dobijał Przyborek, ale raz jeszcze obronił Budych, jednak piłka po jego interwencji odbiła się od głowy Synowca i trafiła wprost pod nogi Victora Diego, który wbił ją pomiędzy nogami brzeskiego bramkarza, wyprowadzając ekipę gości na prowadzenie 1:0. 

Tak rozpoczął się dramat Gredaru… 

W 16. minucie Przemysława Matejko z dziecinną łatwością okiwał Radosław Marcinkowski i uderzając w lewy róg bramki, bezradnego w tej sytuacji Budycha, podwyższył na 2:0 dla gości. 

Nie minęła nawet minuta, a po wznowieniu od bramki, Klaus posłał dalekie podanie do Lifanova, który z prawego skrzydła dośrodkował do, będącego bez opieki, Nahornego, a ten wpakował piłkę do siatki, robiąc sobie urodzinowy prezent i wyprowadzając AZS na trzybramkowe prowadzenie…

Zawodnicy Fit-Morningu Gredar próbowali gonić wynik…

Przy stanie 0:3 brzeska drużyna musiała ruszyć ostro do ataku i gonić wynik. Sygnał do tego dał Kucharski, który jeszcze przed przerwą, w 19. minucie, po kontrze rozpoczętej przechwytem Jose Pepo i jego strzale wybronionym przez Wójcika, skutecznie dobił, zdobywając pierwszego gola dla brzeżan w tym spotkaniu. 

Po przerwie brzeski zespół nie przerywał ataków. Już w pierwszych sekundach drugiej odsłony futbolówkę, wykopaną przez golkipera przyjezdnych, przejął Kucharski i popędził z nią do przodu, uderzając mocno z lewego skrzydła, ale dobrą interwencją popisał się Wójcik. 

Ofensywna gra zawsze jest ryzykiem i w 23. minucie niezwykle groźną kontrę, po przechwycie Nahornego, wyprowadzili warszawianie, jednak tylko Radosław Marcinkowski wie, jak mógł przestrzelić, mając po genialnym dośrodkowaniu od Klausa, przed sobą pustą bramkę. 

Nie minęła nawet minuta i sytuacja się powtórzyła. Gredar miał rzut rożny, który zakończył się stratą Witka, a zawodnicy AZS-u wyszli z kontrą, w której Jakub Budych został sam przeciwko trzem rywalom. Kolejny raz fatalnie przestrzelił jednak Marcinkowski. 

W 30. minucie, po wznowieniu piłki z autu, piekielnie mocne uderzenie posłał na bramkę rywala Victor Andrade, ale świetną paradą popisał się Wójcik. 

Wzmożone ataki brzeżan dały efekt w 35. minucie. Wtedy piłkę Nahornemu wybrał Kamil Kucharski, ruszając w rajd lewym skrzydłem i zagrywając w pole karne do Rojka, futbolówkę przeciął Victor Diego, który jednak wbił ją do swojej bramki i w Brzegu wróciła nadzieja na wyszarpanie chociaż jednego punktu przez gospodarzy, którzy przegrywali już tylko 2:3. 

W końcówce brzeskim futsalistom brakowało jednak precyzji. Najpierw w 36. minucie, po genialnym przerzucie Rojka, sytuację sam na sam z bramkarzem gości zmarnował Witek, który strzelił prosto w niego. Następnie w 38. minucie Kucharski doskonale minął Pikiewicza, ale ponownie… gości po jego strzale uratował słupek.

W 40. minucie brzeska drużyna miała kolejne dwie doskonałe okazje na wyrównanie. Najpierw po rzucie wolnym, kiedy fantastycznie piłkę zagrał Victor, ale piłka po strzale Jose Pepo odbiła się od nogi Pikiewicza, co uratowało zespół gości, a chwilę później z rzutu rożnego Kucharski doskonale wypatrzył, kompletnie niepilnowanego w polu karnym, Witka, który jednak nie trafił czysto w piłkę…

Tym samym, osłabiony brakiem Pawła Boczarskiego, Mateusza Miki i Michała Grochowskiego, Fit-Morning Gredar Futsal Brzeg przegrał niesamowicie ważne starcie beniaminków Statscore Futsal Ekstraklasy 2:3 i pozostaje w strefie spadkowej.

Przed podopiecznymi trenera Jarosława Patałucha teraz dwa arcytrudne spotkania z głównymi kandydatami do medali. Najpierw, 11 listopada, udadzą się do Lubawy, na mecz przeciwko tamtejszemu Constractowi, a następnie już trzy dni później podejmą u siebie Piasta Gliwice. 

Reklama
143 views