Aktualności

Kolejny rok szkolny w cieniu koronawirusa. Rozmawialiśmy z uczniami, rodzicami i pedagogami


Rozpoczęcie nowego roku szkolnego ponownie przeżywamy w cieniu koronawirusa. Postanowiliśmy sprawdzić co w przededniu myślą uczniowie, rodzice i pedagodzy. Bez większego zdziwienia odkryliśmy, że wszyscy są podenerwowani, panuje niepewność, a momentami jest dużo żalu do rządzących, że system się nie sprawdza.

Niezależnie od poziomu edukacji, ludzie są zdezorientowani i podenerwowani. Z mediów napływają rozmaite informacje i tak naprawdę nikt nie wie, co się wydarzy. Budujące jest to, że nasi rozmówcy w większości wypowiadają się z szacunkiem o pracy nauczycieli i wychowawców, a za kłopoty, niedoróbki i brak informacji winią raczej system i rządzących. Dla wszystkich jednak największą zmorą było nauczanie zdalne i wynikająca z niej izolacja dzieci i młodzieży.

Uczniowie mają wiele problemów i obaw. Głównymi bolączkami są dla nich: brak wycieczek szkolnych i wyjazdów do kina oraz ograniczenie kontaktu z rówieśnikami, Z kolei dla roczników zdających egzamin ósmoklasisty i matury głównym powodem do obaw są ewentualne utrudnienia w przygotowaniach.

- Kiedy chodziliśmy do szkoły, było dużo lepiej, bo codziennie widziałem się z kolegami, można było porozmawiać, gdzieś razem pójść. Były normalne wycieczki i wyjazdy do kina – mówi uczeń jednej z brzeskich podstawówek.

- W tym roku zaczynam ósmą klasę i martwię się, czy dam radę przygotować się dobrze do egzaminu, bo chciałabym dostać się do wymarzonej szkoły – mówi brzeska uczennica.

- Widziałam, jak maturę zdawali moi znajomi ze starszych klas i wcale nie było im łatwo. Bardzo się denerwowali, bo do końca nie wiadomo było, jak będzie odbywała się matura. Jeszcze rok, a ja już się bardzo denerwuję. Moi rodzice też – relacjonuje przyszłoroczna maturzystka.

Rodzice są zdecydowanie bardziej konkretni w określaniu swoich obaw i oczekiwań. Bezwzględnie wytykają też słabe punkty w działaniu systemu. Chętnie dzielili się swoimi opiniami. Przeważają głosy zrozumienia w stosunku do pedagogów, a za kiepską realizację edukacji w poprzednich miesiącach epidemii ganione jest Ministerstwo Edukacji. Jest też duży opór przed szczepieniami dzieci i młodzieży.

- Przed czym mam obawy? Przed tym, że znów po miesiącu zostaną zamknięte szkoły. Obawiam się również zmuszania rodziców do szczepienia dzieci, a na to z pewnością nie wyrażę zgody. Oczekuję, aby szkoła starała się, żeby dzieci jednak uczyły się stacjonarne, co w przypadku mojej starszej córki jest uzasadnione. Ona ma przedmioty zawodowe i nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. Lekcje online nie wpłynęły dobrze na dzieci, bo wiedza jest na pewno niższa, a uczniowie idą na łatwiznę. Pomijam już, że ślęczenie przed komputerami nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. To na dłuższą metę jest złe... Szkoda tych dzieci! – mówi pani Małgorzata, mam dwóch uczennic.

- Powiem w ten sposób: tak dla WF, ale zdecydowane nie dla głupich decyzji urzędników i szczepień w szkole. Na szczepionki przyjdzie czas, gdy ktoś w końcu powie, że bierze za to pełną odpowiedzialność. Marzy mi się mniej religii w szkole, a zamiast niej podstawy ekonomii, więcej fizyki, chemii, informatyki. Chciałbym, żeby stawiano na kreatywność dzieci, a nie formowanie wszystkich do jednego schematu.

Ważne jest też, żeby urzędnicy jak najmniej wtrącali się nauczycielom do pracy. Postawić im cel, a drogę do niego niech sobie sami wypracują. Nauczyciele gonią z programem, nie ma czasu na ciekawostki i inicjatywy, bo muszą być wyniki na teście, bo szkoła musi dobrze wypaść w rankingu.

Pracuję w fundacji z młodymi ludźmi, pełnymi pasji i pomysłów. Jak sami mówią, szkoła uczy tylko reguł i do testów. Ich zdaniem ostatnia klasa, tzw. maturalna to zmarnowany rok nauki. dzieli się swoimi spostrzeżeniami Roman Sachaj, który jak widać ma w zasadzie gotowy plan działania dla oświaty.

A co w przedszkolach? Wystarczyła jedna wizyta, aby dowiedzieć się, co czują rodzice oraz pracownicy placówek. Także tutaj wszyscy tęsknią za normalnością.

- Obostrzenia obostrzeniami. Trzeba jednak pamiętać, że w tym całym covidowym szaleństwie najważniejsze są ludzkie postawy i stosunek do dzieci. Nic nie zastąpi serdecznego, troskliwego i czułego pedagoga – mówi mama oczekująca na swoją pociechę przed przedszkolem.

- Mam pełne zaufanie do pań zajmujących się moim synem na co dzień. Zaufanie jest najważniejsze. Wiem, że starają się zapewnić opiekę na najwyższym poziomie, mimo tego szaleństwa... I niejednokrotnie abstrakcyjnych zaleceń – dodaje inna z mam.

Nauczycielki w przedszkolu robią, co mogą, chociaż można wyczuć, że są przytłoczone sytuacją, ale też dostrzegają bezsensowne przepisy i zalecenia.

- Przyznam, że sala przedszkolna bez dywanu, maskotek, szmacianych lalek i wózków (bo to nie są materiały dezynfekowalne) nie wygląda niestety tak przytulnie, jak kiedyś. Dodam, że odzieży na dzieciach też nie dezynfekujemy… Wytyczne, których realizację weryfikuje sanepid podczas kontroli, są z kosmosu. Przepisy tworzą ludzie, którzy nie mają pojęcia o pracy w takich miejscach jak przedszkola i szkoły. O dzieciach, ich potrzebach i problemach. O możliwościach placówek – mówi jedna z nauczycielek w przedszkolu.

Szkoły znowu stają przed gigantycznym wyzwaniem. Zdecydowanie trudniejszym niż rok temu. Zdają sobie z tego sprawę dyrektorzy, na których spoczywa odpowiedzialność za koordynację działania placówki w taki sposób, żeby mogły się odbywać zajęcia, a uczniowie i personel czuli się możliwie komfortowo i bezpiecznie. Zdają sobie jednak sprawę, że nie będzie łatwo, bo sporo jest niewiadomych i na pewno będą padać trudne pytania ze strony rodziców.

- Jestem za stacjonarnym rozpoczęciem roku szkolnego od 1 września, ponieważ zauważam zaniedbaną w czasie nauczania zdalnego społeczną funkcję szkoły. Szkoła bez uczniów to nie szkoła to tylko budynek. Jak każdy dyrektor mam obawy, czy ktoś z uczniów, nauczycieli, personelu zachoruje, ale chcę, żeby szkoła funkcjonowała normalnie i dlatego już 1 września na pierwszych spotkaniach, wychowawcy obejrzą filmy edukacyjne ze swoimi uczniami. Chcemy w pierwszym tygodniu również spotkać się z rodzicami i przedstawić funkcjonowanie szkoły w czasie pandemii, poinformować o możliwości szczepień, odpowiedzieć na nurtujące ich pytania. Musimy się nauczyć żyć z tą chorobą i zacząć wracać do funkcjonowania sprzed pandemii – powiedziała Wioletta Frankiewicz, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Brzegu.

Nauczyciele mają świadomość, że nie jest dobrze. Mają świadomość, że uczniowie w izolacji stracili bardzo wiele i nie chodzi tu tylko o wiedzę. Podkreślają, że ogromne szkody wyrządził brak kontaktu i socjalizowania się młodych ludzi. Przepadło wiele więzi, przyjaźni. Trudno będzie to teraz odbudować, zwłaszcza że nie ma pewności, jak będzie wyglądał kolejny rok szkolny.

- Gdzie jest opieka psychologiczna dla dzieci i młodzieży, które przez 1.5 roku funkcjonowała w oderwaniu od życia w realu? To powinny być priorytety. Rozpoczęcie roku szkolnego odbywa się stacjonarnie. Cieszmy się, chociaż z tego – mówi nauczycielka z brzeskiej podstawówki.

Nauczyciele mówią też o własnych frustracjach, zmęczeniu siedzeniem przed komputerami i bezsensie tego typu nauczania. Niektórzy stwierdzają wprost, że ten model po prostu nie działa i nie można bez końca obarczać rodziców koniecznością „douczania” dzieci i młodzieży w domu.

- Nowy rok szkolny to kolejne wyzwanie. Jest to teraz praca z uczniem, który mia co rusz przerwę w nauce, w nawiązywaniu kontaktów i przerwę w pracy z nauczycielami na żywo. Jeśli będziemy mogli być konsekwentni i będziemy mieć jasne zasady pracy w tym roku, to podołamy. Jeśli jednak scenariusz się powtórzy, a młodzi ludzie prześpią ten czas przy komputerach lub w łóżku, to skończy się to naszą wspólną porażką.

Już po ostatnim roku zauważyliśmy bardzo dużo osób, które potrzebują stałego kontaktu z psychologiem, a nie dostaną tej pomocy, ponieważ nie mamy psychologów w szkołach, a nie wszyscy rodzice są w stanie prywatnie zapewnić dziecku taką pomoc. Prawdę mówiąc, to większość jej nie zapewnia, nie tylko ze względów finansowych, ale i technicznych brak dostępności, brak współpracy czy chęci ze strony młodego człowieka. Nauczyciele mają dużo planów wspólne wyjazdy, integracja na początek ale boimy się, co z tego wyniknie… Chcielibyśmy, żeby wszystko wróciło do normalności i żeby pozwolono nam pracować. Jednak niepewna rzeczywistość może wszystko pokrzyżować. Nie wiem, czy dam radę kolejny rok przy komputerze. To ponad moje siły. Ograniczony kontakt z uczniem, przy największych chęciach nauczyciela, nie zastąpi prawdziwego, choćbyśmy spędzili kolejne godziny na szkoleniach z kolejnych świetnych metod pracy online. To po prostu nie działa! – opowiada mi Nauczycielka z Brzegu.

- W nauczaniu zdalnym problem polega na tym, że uczeń musi sam się zdyscyplinować do pracy. Dotychczas była to rola nauczycieli i wychowawców i w jakiejś części też rodziców. Teraz młody człowiek musi tę chęć wykrzesać z siebie samodzielnie. Czy to jest możliwe? Tak, ale tylko u niewielkiej części osób. Przy egzaminie ósmoklasistów wzięto to pod uwagę, przy maturze również, ale egzaminy zawodowe w technikach zostały w pierwotnej postaci. Ktoś to potrafi wytłumaczyć? Ile dzieci i młodzieży „zgubimy” w tym roku? Ile osób będzie nas oszukiwać, że pracuje, grając w tym samym czasie na komputerze? Ile osób się podda, a my nic nie będziemy umieli zrobić? Skąd mamy czerpać siły na takie problemy? Jak je rozwiązywać? Czy będziemy mieli jakąś dodatkową pomoc? Jest wiele pytań – wylicza nauczycielka jednej z brzeskich szkół średnich.

Jak widać, rzeczywiście jest wiele problemów, ogromna niepewności i mnóstwo pytań. Trudno w takiej atmosferze o spokój. Pozostaje tylko życzyć wszystkim dużo wytrwałości i siły oraz wzajemnego zrozumienia w tym trudnym czasie.