Felieton

Komar (fake)news?


Obserwując komentarze na lokalnych portalach oraz profilach facebookowych brzeskich influencerów (red. celebrytów) można odnieść wrażenie, że w ostatnich kilku tygodniach komentujący walczą o palmę pierwszeństwa w konkursie „Twój komar jest mniej ważny niż mój”. Mój znaczy lokalny, ten z dzielnicy, ulicy, a nawet konkretnej działki na popularnym w tym sezonie RODOS (Rodzinnym Ogródku Działkowym Otoczonym Siatką).

Początkowo wszystkich uśpiła sucha zima i wiosna. Mali krwiopijcy nie atakowali. Wszystko zmieniło się z nastaniem deszczowego początku lata. Liczba komarów zaczęła wzrastać wykładniczo, a wraz z nią w tym samym tempie przybywało internetowych porad. Czym odstraszyć owady? Środkiem w sprayu, spiralami, elektrycznym wkładem do gniazdka, chemicznymi środkami rozprowadzanymi metodą naziemną, a może użyć nalotów dywanowych przy pomocy samolotu?

W przeważającej liczbie komentujący opowiedzieli się za tym ostatnim rozwiązaniem. Można napisać – brzeżanie pokochali agrolotnictwo w wersji antykomarowej. Miłością tym większą, że nie spełnioną. Z utęsknieniem spoglądali na dwupłatowiec nisko przelatujący nad pobliskimi wioskami – Pawłowem, Skarbimierzem czy Żłobizną. Niestety samolot pomimo wielu zaklęć nie chciał nadlecieć. Niektórzy spoglądali jeszcze dalej, bo aż na niebo nad Oławą, gdzie jak wiadomo (w potocznej opinii) mają wszystkiego więcej niż w Brzegu, a przynajmniej mają McDonalda.

Niektórzy twierdzą, że ta nagła miłość wybuchła z powodu ograniczeń w lataniu i tęsknoty Polaków za widokiem samolotu wiozącego ich na ciepłe plaże Chorwacji czy Egiptu. Inni widzieli w tym nieźle pomyślaną lokalną kampanię PR-ową. Ten drugi kierunek może potwierdzać widoczna dysproporcja pomiędzy ilością komentarzy i publikowanych informacji dotyczących gryzącego problemu w Brzegu a liczbą podobnych materiałów mówiących o innych miejscowościach np. Lubszy, Lewinie Brzeskim, Grodkowie czy Olszance.

Pozostawiając jednak w oddali dywagacje nad politycznym aspektem afery komarowej, dyskusja nad tym tematem pokazała jeszcze raz, że szybkość i masowość internetowego komentowania niejednokrotnie odbija się na jakości dyskusji. Dopiero po kilku godzinach, a często i dniach pojawiają się komentarze fachowców oceniających nie tylko możliwość podejmowania pewnych działań, ale i ich prawdziwą skuteczność. Dość łatwo można znaleźć w przestrzeni medialnej informację o co najmniej dyskusyjnej wartości odkomarzania lotniczego w terenie miejskim, zarówno w gęstej zabudowie mieszkaniowej, jak i w parkach. Zdaniem ekspertów środek biobójczy osiada po prostu na dachach wysokich budynków czy koronach drzew i jest mało efektywny przy ziemi, gdzie gryzący problem jest największy.

Pojawiły się także komentarze mieszkańców terenów, gdzie takie opryski były stosowane. I tak na portalu Oława24.pl możemy przeczytać: „Bardzo prosimy, aby nie tylko przeleciał nad miastem, ale i potraktował komary. Po pierwszym locie zero efektu. Proszę powiadomić mieszkańców, które miejsca będą odkomarzane* oraz „G…o warte to odkomarzanie… Samolot latał, pryskał pewnie woda dla efektu placebo. Komary jak były tak są…„.* Natomiast na popularnym w powiecie brzeskim facebookowym profilu Polecam Nie polecam w Brzegu użytkownicy pisali: „Niestety, drugi dzień po odkomarzaniu a KOMARY mają się dobrze i znów atakują. Nie można posiedzieć na dworze. Coś słabe te opryski*, „Oby pomogło widowisko z okna dla dzieci przy okazji” i w odpowiedzi: „Angela … a gdzie tam, przedwczoraj niby kropli a dziś nie można w miejscu stanąć*.

Bądźmy więc świadomymi komentatorami w internecie i przed włączeniem się w dyskusję poszukajmy sprowadzonych źródeł informacji.

Już za dwa tygodnie zajmiemy się tematem z pogranicza marketingu i socjologi pod roboczym tytułem: Jak dobrze mówić i pisać o przyłączeniu pobliskiej krainy mlekiem i miodem płynącej?

*Pisownia komentarzy internautów oryginalna.

Reklama
613 views