Film

Komedia Netflixa rekompensuje fanom odwołaną Eurowizję


Recenzja filmu „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” reż. David Dobkin

Eurowizja to ukochane show telewizyjne Europejczyków. Od 64. lat kreuje gwiazdy piosenki i przeboje, które są nucone przez całe pokolenia. Od 2015 roku stałym uczestnikiem konkursu jest także Australia, a od 2016 roku show transmitowane jest w Stanach Zjednoczonych. Eurowizja potrafi zgromadzić przed telewizorami nawet 200 milionów telewidzów i pomimo wieloletniej krytyki ze strony mediów czy krytyków muzycznych, wciąż ma się dobrze. No może nie do końca dobrze, ponieważ pokonał ją koronawirus. Pandemia stała się przyczyną odwołania konkursu w tym roku, pomimo organizacji wewnętrznych eliminacji w uczestniczących krajach i wyboru reprezentantów. Ten los spotkał także reprezentantkę Polski Alicję Szemplińską, która jeszcze w lutym cieszyła się ze zwycięstwa w eurowizyjnym wydaniu Szansy na sukces i planowała wyjazd do Rotterdamu. Organizowany przez EBU (Europejska Unia Nadawców Radiowo-Telewizyjnych) koncert Europe Shine A Light, dedykowany wszystkim tegorocznym wykonawcom i stęsknionej publiczności, nie spotkał się zbytnio z pozytywnym odzewem. Pojawiło się wiele opinii, że była to nieudana próba zastąpienia ulubionego widowiska. Z pomocą przyszedł jednak Netflix, na którego platformie 26 czerwca zadebiutowała komedia „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”.

Za najnowszy film ze stajni Netflixa odpowiedzialny jest Will Ferrell, amerykański komik i aktor, który nie tylko zagrał w filmie główną rolę, ale także współtworzył scenariusz. Do zrobienia filmu fabularnego o Eurowizji Ferrell przygotowywał się przez lata. Pierwszy raz zobaczył bowiem konkurs na żywo w Kopenhadze, w 2014 roku. To wówczas na eurowizyjnej scenie szok wywołała „kobieta z brodą” czyli Conchita Wurst przynosząc Austrii pierwsze od 48. lat zwycięstwo. Wystąpił wówczas także m.in. mężczyzna w gigantycznym kołowrotku (Ukraina 2014) czy ubijające masło Słowianki, oczywiście w strojach ludowych (Polska 2014). Ferrell, chociaż doświadczony występami w wielu amerykańskich komediach, czy na oscarowych galach, musiał być i tak mocno zszokowany i podekscytowany tym, co zobaczył na estradzie. O ile bowiem u nas Eurowizja jest corocznym szaleństwem, do którego był czas przywyknąć, o tyle przecież Amerykanie nie mieli bladego pojęcia o tym, jakich rozmiarów jest to widowisko i jakie popisy wokalno-artystyczne można zobaczyć na scenie. I tak powstał koncept komedii o dwójce islandzkich artystów-amatorów, którzy marzą o reprezentowaniu swojego kraju na Eurowizji. Inspiracją dla Larsa i Sigrit, tworzących duet Fire Saga jest szwedzka Abba, która przecież wygrała Eurowizję w 1974 roku. Na skutek szczęśliwego zbiegu zdarzeń dostają się do krajowych eliminacji i ostatecznie trafiają na główny konkurs w barwach swojej ojczystej Islandii. Ale dość spojlerów. Sami zobaczycie.

A zobaczyć to musicie bo warto! Wprawdzie wielu eurowizyjnych fanów skrytykowało film twierdząc, że obśmiewa konkurs i utrwala powtarzane przez lata stereotypy, że na Eurowizji to tylko kicz i muzyczna wiocha, przebierańcy i nic wartościowego tam nie ma prawa się zdarzyć. Absolutnie się nie zgadzam z tymi opiniami. Po pierwsze film jest komedią, komedią z gatunku tych slapstickowych. Bazuje na grotesce, absurdalnych sytuacjach, przerysowaniu. Do tego rodzaju komedii przyzwyczaił nas zresztą Will Ferrell swoimi wcześniejszymi filmami. Will-owi na ekranie partneruje wdzięczna Rachel McAdams, aktorka nominowana do Oscara za drugoplanową rolę w głośnym „Spotlight”. Na drugim planie mamy byłego Jamesa Bonda, czyli Pierca Brosnanaw roli ojca Larsa, Demi Lovato w roli islandzkiej wokalistki pop Katiany, a także Dana Stevensa w roli Alexandra Lemtova, reprezentanta Rosji. Dan Stevens jest w swojej roli wyborny. Jego Lemtov to skrzyżowanie Liberace z Ałłą Pugaczovą. Przepych jego rezydencji, stroje, wreszcie sceniczny występ podczas konkursu dają powody do wielu uśmiechów na twarzach widzów. Oddają też w pełni rodzaj artystycznego wyrazu oraz charakter piosenek, które można było usłyszeć na prawdziwej Eurowizji wielokrotnie, zwłaszcza wśród reprezentantów krajów byłego Bloku Wschodniego. Szczególnie polecam odszukać na youtube występy Białorusi z 2005 i 2007 roku, bądź też Rosji w latach 1995, 1997, 2014 czy 2016. Film jest prawdziwą gratką dla fanów i telewidzów, którzy co roku zasiadają przed telewizorami by Eurowizję obejrzeć z jeszcze jednego powodu. W scenie wspólnego śpiewania podczas imprezy w wilii Lemtova pojawiają się prawdziwi Eurowizyjni wykonawcy, wśród nich m.in.: Loreen (zwyciężczyni dla Szwecji w 2012 roku z hitem „Euphoria”), Alexander Rybak (zwycięzca dla Norwegii 2009), Jamala (zwyciężczyni dla Ukrainy 2016), Conchita Wurst (austriacka zwyciężczyni z 2014), Netta (zwyciężczyni dla Izraela 2018), John Lundvik (reprezentant Szwecji w 2019), Bilal Hassani (reprezentant Francji 2019) czy też Elina Nechayeva (reprezentująca Estonię w 2018 roku). W jednej z najpiękniejszych scen filmu, gdy duet Fire Saga przyjeżdża na miejsce organizowanego konkursu, w tle słyszymy natomiast utwór „Amar Pelos Dois” Salvadora Sobrala, zwycięzcy dla Portugalii z 2017 roku. Scena przywodzi na myśl klasyczne komedie romantyczne, a kończy się udziałem samego Salvadora w roli ulicznego grajka. W mojej opinii „Amar Pelois Dois” to jedna z najlepszych piosenek, które kiedykolwiek wygrały Eurowizję, dlatego też dobrze się stało, że twórcy filmu postanowili ją wykorzystać w ścieżce dźwiękowej. W filmie nie ma bowiem zbyt wielu eurowizyjnych przebojów, oczywiście pomijając kultowe „WaterlooAbby czy „Ne partez pas sans moi”, od którego zaczęła się światowa kariera Celiny Dion. Twórcy postawili głównie na covery znanych przebojów, bądź też oryginalne piosenki stylizowane na te, które pojawiają się na Eurowizji. W piosenkach także mamy przerysowanie – są one do bólu kiczowate, sztampowe i tandeciarskie, ale powiedzmy sobie szczerze, w każdym roku znajdą się takie piosenki w prawdziwym konkursie. Sztuką jednak jest spośród całej masy chały i tandety wyłapywać prawdziwe perełki, a takie, zapewniam, na każdej Eurowizji się znajdą. Taką perełką w filmie jest postać Sigrit, której umiejętności do komponowania i pisania piosenek są ciągle tłamszone przez stanowczego Larsa, ale tylko dlatego by dać pretekst do pięknego, wzniosłego finału z happy endem. Polski oddział Netflixa chyba pozazdrościł twórcom filmu udanego eurowizyjnego mash-up’u bo szybko zaangażował do reklamy Michała Szpaka, naszego reprezentanta ze Sztokholmu 2016. Szpak genialnie wcielił się w rolę Edyty Górniak, zespołu Lordi, Abby, Conchity Wurst i bohaterów filmu – Sigrit i Larsa, śpiewając jedną z najbardziej zabawnych, oryginalnych piosenek z filmu „Volcano man”. Zapewniam was, że ten utwór nie wyjdzie wam z głowy przez najbliższe tygodnie.

Podkreślam, że „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” to nie jest film skierowany tylko do fanów Eurowizji. Zwłaszcza nie jest skierowany do tych, którzy odbierają eurowizyjne show śmiertelnie poważnie i wdają się w niekończące się debaty w sieci na temat tego jak ważna jest Eurowizja. Oczywiście Eurowizja to jest impreza, która jednoczy ludzi z wielu stron Europy i  świata, która daje ludziom radość i rozrywkę ponad podziałami, wytchnienie w trudnych czasach. Są to także muzyczne igrzyska, w których stają w szranki nie tylko wykonawcy, ale autorzy piosenek, firmy fonograficzne, wreszcie szefowie stacji telewizyjnych z różnych krajów. Jest to wysokobudżetowa produkcja i ogromna platforma do promocji. I chyba nie o samo wygrywanie tu chodzi, a raczej o bycie zauważonym i zapamiętanym. Czy Amerykanie mogli zrobić ten film lepiej? Nie sądzę. Przez 2 godziny seansu dostajemy bowiem esencję tego czym jest udział w konkursie, podaną w przekomiczny sposób. Jest to więc typowy feel good movie z wartką akcją, od którego zrobi wam się weselej i przyjemniej, nawet jeśłi czasem przejdą wam po plecach ciarki żenady. Będziecie chcieli do niego wracać, a samo wspomnienie scen z filmu czy jego fragmenty zobaczone w sieci spowodują uśmiech na waszych twarzach. Czy nie tym samym jest Eurowizja?

Ocena filmu : 7/ 10

Marcin Wolniak

290 views