Aktualności
Felieton
Historia

Krótka historia fotografii


Fotografia zajmuje w historii człowieka ostatnie 180 lat. W dziejach ludzkości jest to bardzo krótki okres, jednak w tym czasie fotografia oddała człowiekowi nieocenione usługi, wchodząc do wszystkich dziedzin jego działalności. Trudno sobie bez niej wyobrazić dzisiejszy świat. Zapotrzebowanie na ilustrację istniało od zarania dziejów. W obecnych czasach, kiedy dzięki rozwojowi technologii każdy z nas może w ułamku sekundy zamienić się w fotografa (wystarczy sięgnąć po telefon komórkowy), a wszelkiego rodzaju media „atakują” nas obrazami z każdej strony i nie zdajemy sobie sprawy, co legło u podstaw powstania tej dziedziny życia.

Ustalenie dokładnej daty powstania fotografii jest rzeczą niezmiernie trudną, a nawet zgoła niemożliwą. Powszechnie jako datę „narodzin” fotografii przyjmuje się dzień 19 sierpnia 1839 roku, gdyż w tym właśnie dniu wynalazek fotografii został oficjalnie zatwierdzony, na publicznym posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk.1 Termin fotografia pochodzi od greckiego wyrazu „fos”, drugi przypadek „fotos” – piszę, został użyty po raz pierwszy 14 marca 1939 r. przez Jana Fryderyka Wilhelma Herszela, jednakże nie od razu termin ten został przyjęty.2

Początkowo nie nazywano jej nawet fotografią, lecz dagerotypią od nazwiska wynalazcy, którym stał się oficjalnie Francuz Louis Mande Daguerre (1787-1851), malarz i dekorator teatralny z zawodu.3

Początkowo nie nazywano jej nawet fotografią, lecz dagerotypią

Twierdzenia, że Daguerre wniósł duży wkład w powstanie i rozwój fotografii jest bezsporne, jednakże przypisywanie mu całej sławy byłoby chyba krzywdzące wobec innych ludzi, którzy w znaczny sposób przyczynili się do jej powstania. Zjawisko przenoszenia obrazów za pomocą światła fascynowało już starożytnych. Już w starożytności przeprowadzano doświadczenia z soczewkami optycznymi, stwierdzono działanie światła na związki srebra, znana też była „camera obscura” (ciemnia optyczna) – pierwowzór współczesnego aparatu fotograficznego „…legenda głosi, że historia aparatu fotograficznego sięga 350 lat przed naszą erą, kiedy to Arystoteles w czasie zaćmienia słońca zauważył, że promienie przedostające się między liśćmi drzew tworzą obraz słońca w postaci sierpa…” 4, jednakże pierwszy dokładny opis ciemni optycznej pozostawił Leonardo da Vinci, on też stworzył teorię powstawania obrazu na przeciwległej ścianie camery. Kolejnym krokiem było udoskonalenie camery przez Giovanni Battista della Porta (1538-1615), fizyka z Neapolu, który udoskonalił camerę, uzbrajając ją w soczewkę i używając w jej otworze przysłony, co opisał w dziele Neapolitani magia naturalis wydanym w 1588 roku. Przez długie lata po nim kamery obscura chętnie używali malarze, jako pomoc do szkicowania. Dla potrzeb malarzy budowano kamery o różnych rozmiarach i kształtach, z zachowaniem jednak zasady ciemni optycznej. W połowie XVIII wieku jest już powszechnie znane i często stosowane przez malarzy. Mamy już więc pierwowzór dzisiejszego aparatu fotograficznego, ciągle jednak nie udaje się utrwalić obrazu powstającego przy pomocy światła.

Pierwszym człowiekiem, któremu udało się tego dokonać, był francuski nauczyciel, a przy tym zamiłowany badacz Nicephore Nipce (1765-1833) – ten były oficer napoleoński na trop wielkiego odkrycia fotografii trafił przypadkowo w 1814 r. Prowadząc próby zastąpienia kamienia litograficznego (przedmiotem jego zainteresowań było początkowo drukarstwo i litografia) zauważył, że cienka warstwa asfaltu w stanie płynnym, nałożona na metalową płytkę i poddana działaniu światła, traci swą rozpuszczalność w olejach lotnych. Pierwsze fotografie uzyskał przy pomocy camery obscura na polerowanych płytkach miedzianych po naświetleniu trwającym około 10 godzin i kąpieli w oleju lawendowym, otrzymał obraz utworzony przez proszek asfaltowy na jasnym tle płytki. Po wytrawieniu kwasem azotowym powstała klisza drukarska (negatyw), która następnie została poddana działaniu pary jodu, zaczerniającej naświetlone partie. Po usunięciu asfaltu Nipce otrzymał obraz pozytywowy, który był jednak nietrwały. Swój wynalazek nazwał Nipce heliografią.5

Jak wynika z powyższych przykładów, Daguerre nie był pierwszym wynalazcą, który interesował się fotografią, był on zresztą bardziej człowiekiem interesu niż wynalazcą. Do zainteresowania się pracą badawczą w poszukiwaniu materiału światłoczułego zmusiła go sytuacja. Prowadził on w Paryżu przedsiębiorstwo widowiskowe pod nazwą „Diorama”, w którym przy pomocy różnego rodzaju podświetleń demonstrował publiczności obrazy przedstawiające różne interesujące sceny. Do przygotowania takiego widowiska potrzebny był cały sztab malarzy zawodowych, których wynagrodzenie kosztowało Daguerre‘a zbyt dużo, aby mógł sobie pozwolić na częstą zmianę obrazów. Z tego też powodu diorama zaczęła stopniowo tracić na atrakcyjności. Tak więc w obawie przed bankructwem Daguerre porzucił pędzle i zamknął się w laboratorium w poszukiwaniu materiału światłoczułego, który miał mu zastąpić pracę malarzy. Początkowo praca badawcza nie przyniosła pożądanych efektów i nie wiadomo, jaki byłby kres tych zmagań, gdyby nie do spotkania ze wspomnianym wcześniej Niceforem Nipcem. Do spotkania tego doprowadził znany paryski optyk inż. Gabriel Chevalier w 1827 r., a już w dwa lata później, w dniu 14 grudnia 1829 r. podpisują umowę i zakładają spółkę – „Nipce-Daguerre”. Niestety 1833 r. Nicephore Nipce umiera i dalsze badania Daguerre prowadzi sam. Co prawda potrafi już otrzymać obraz na srebrnej płytce pokrytej związkami jodu, obraz ten jest jednak bardzo nikły. Podobno w osiągnięciu sukcesu wynalazcy pomogła żona. W czasie sprzątania w laboratorium stłukła ona naczynie z rtęcią w szafie, do której Daguerre schował na noc krótko naświetloną płytkę. Nazajutrz okazało się, że pod wpływem oparów rtęci obraz uległ znacznemu wzmocnieniu. Dalsze badania Daguerre prowadzi w tym kierunku – naświetlone płytki umieszcza w szczelnym pudełku, na którego dnie umieszcza naczynie z rtęcią podgrzaną do temp. 60-80 stopni; para rtęci osiada w miejscach naświetlonych, tworząc amalgamat srebra, stanowiący jasne partie obrazu, w ten sposób otrzymany obraz utrwala następnie w roztworze soli kuchennej (później do tego celu używa tiosiarczanu sodu, wynalezionego w 1819 r. przez Johna Fredericka Wiliama Herszela).

W roku 1837 Daguerre zawiera umowę z synem Nicephore‘a Nipce‘a (Izydorem). W wyniku tej umowy syn zmarłego współwynalazcy za udział ze sprzedaży zrezygnował z praw do nazwiska na wynalazku, który będzie nosił nazwę dagerotypii.

Reklama

Od tej pory fotografia wyszła z laboratorium i stała się faktem

W dniu 7 stycznia 1839 r. na posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk wybitny francuski fizyk, a zarazem sekret aż Francuskiej Akademii Nauk Francois Arago ogłasza światu wynalazek Daguere‘a. Zostaje powołana specjalna komisja do zbadania nowego odkrycia, a w dniu 18 sierpnia 1839 r. wyniki badań komisji zostają obwieszczone światu na publicznym posiedzeniu Akademii. Od tej pory fotografia wyszła z laboratorium i stała się faktem, rozpoczyna się jej dynamiczny rozwój. Louis Mande Daguerre otrzymuje 6000 franków rocznej pensji, a Izydorowi Nipce przyznano dożywotnią pensję, dalszą zaś pracą nad wynalazkiem kieruje rząd francuski.

Dagerotypia jest powszechnie uznawana za pierwszą technikę fotograficzną, należy jednak przyznać, że jest to metoda bardzo kosztowna i bardzo pracochłonna, poza tym nie daje ona możliwości powielania obrazów – dagerotypy były unikatami.

Niemalże w tym samym czasie powstała inna technika zdejmowania obrazów za pomocą światła zwana kalotypią lub talbotypią (od nazwiska jej autora). Wynalazcą tej metody jest Anglik William Henry Fox Talbot (1800-1877). Talbotypia polegała na zastosowaniu papierowego negatywu. Papier nasączany był jodkiem potasu, a następnie azotanem srebra, w wyniku czego w porach papieru wytwarzał się światłoczuły jodek srebra. Naświetlony papier wywoływany był w roztworze kwasu galusowego z dodatkiem azotanu srebra, powstały w ten sposób negatyw utrwalany był w tiosiarczanie sodu, co powodowało usunięcie nienaświetlonego jodku srebra. Po wypłukaniu i wysuszeniu negatywu wykonywano z niego pozytyw metodą stykową. Wiadomość o swoim odkryciu Fox Talbot przesłał do Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie w dniu 30 stycznia 1839 r. prawdopodobnie w odpowiedzi na wystąpienie Francois Arago. Talbotypia była metodą znacznie tańszą i mniej pracochłonną od dagerotypii, ponadto pozwalała na powielanie zdjęć dzięki zastosowaniu papierowego negatywu. Jednakże również talbotypia ma pewną wadę – włóknistość papieru sprawia, że wymaga ona żmudnego retuszu, co zraża do tej metody wielu fotografów. Obie wymienione powyżej metody były stosowane niemalże równolegle aż do momentu wynalezienia metody kolodionowej.

Metoda ta powstała w wyniku próby zastąpienia papierowego negatywu negatywem o podłożu przeźroczystym. Próby takie podjął już w roku 1847 Claude Nipce de St. Viktor (siostrzeniec współwynalazcy dagerotypii). Zamiast podłoża papierowego użył on płyt szklanych, które powlekał kurzym białkiem, a następnie zanurzał w jodku srebra. Po naświetleniu zdjęcia były wywoływane w kwasie galusowym i utrwalane w roztworze tiosiarczanu sodowego. Sukces w tej metodzie odnieśli dopiero Francuz Gustaw Le Gray w 1850 r. i Anglik Frederic Scot Archer w 1851 roku, którzy opracowali metodę kolodionową. W metodzie tej jako emulsję dla materiału światłoczułego użyto kolodium (roztwór bawełny strzelniczej w alkoholu i eterze). Po wyparowaniu z kolodium eteru płytę zanurzano w 10% roztworze azotanu srebra, w wyniku czego powstawał jodek srebra. Tak przygotowaną płytę należało natychmiast naświetlić i wywołać, gdyż po wyschnięciu traciła czułość. Do wywoływania używano kwasu pirogalusowego lub siarczanu żelaza, a do utrwalania używano cyjanku potasu lub roztworem tiosiarczanu sodowego. Metoda ta była bardzo kłopotliwa, dawała jednak bardzo dobre odtworzenie szczegółów i pozwalała na znaczne skrócenie czasu naświetlenia, co sprawiło, że wyparła ona dwie poprzednie metody.

Zmierzch metody koloidowej rozpoczął się dopiero w 1871 r. W tym właśnie roku angielski lekarz, a przy tym zamiłowany fotograf – amator dr Richard Leach Maddox opracował metodę wykonywania negatywu na suchej płycie szklanej, która była powleczona emulsją zawiesin bromku srebra w żelatynie. Wynalazek ten dał początek metodzie bromosrebrowo – żelatynowej, która z małymi udoskonaleniami przetrwała aż do dziś. Co prawda wynalazek Maddoxa nie był pozbawiony wad, dlatego też, zanim sucha płyta weszła do masowego użytku, musiało upłynąć jeszcze kilka lat. Jednak rok 1871 jest w historii fotografii rokiem przełomowym, gdyż sucha płyta umożliwiała fotografowanie w każdej chwili i w każdym miejscu. Właśnie ta cecha powoduje, że liczba zakładów fotograficznych gwałtownie rośnie. Również w zastraszającym tempie powiększa się grono miłośników fotografii. Dzięki suchej płycie każdy człowiek mógł teraz wyjść z aparatem fotograficznym z domu, czy wybrać się w daleką podróż – fotografowanie w plenerze nie pociągało już za sobą konieczności przewożenia ze sobą całego laboratorium, co było nieodłącznym atrybutem metody kolodionowej.

Metoda bromosrebrowo – żelatynowa otworzyła nową kartę w historii fotografii, powszechnie uważa się, że dała ona początek fotografii nowożytnej. Co prawda skład dzisiejszej emulsji światłoczułej różni się znacznie od tej z roku 1871, jednakże jest to tylko wciąż udoskonalany wynalazek Maddoxa. Sam Maddox okazał się osobą mało zapobiegliwą, gdyż nie opatentował on swojego wynalazku, kierowała nim jedynie chęć popularyzacji fotografii oraz ułatwienie fotografowania zwłaszcza dla amatorów. Rzeczą znamienną jest, że ten człowiek, któremu w dużej mierze zawdzięczamy burzliwy rozwój fotografii, a firmy produkujące materiały światłoczułe na jego wynalazku zbudowały swoje imperia, długie lata swojego życia spędził w nędzy i zapomnieniu. Odszukano go dopiero po latach, gdy zaczęto się zastanawiać nad przyczynami rozwoju fotografii. Fotoamatorzy angielscy zebrali dość pokaźną sumę pieniędzy, którą przekazali wynalazcy jako honorową subwencję. Polscy fotografowie również wzięli udział w uhonorowaniu wynalazcy: Lwowski Klub Miłośników Sztuki Fotograficznej przesłał mu dyplom członka honorowego. 6

Wynalazek Maddoxa rozpoczął nową erę w historii fotografii

Wynalazek Maddoxa rozpoczął nową erę w historii fotografii, co prawda w ciągu stu lat, które upłynęły od wynalezienia suchej płyty, fotografia uległa stopniowej ewolucji, zostało wprowadzonych wiele ulepszeń zarówno w technice, jak i technologii fotografowania jednakże to właśnie Maddox nadał fotografii właściwe oblicze, określając kierunek jej dalszego rozwoju.

Kolejną rewolucją w dziejach fotografii było zastosowanie technologii cyfrowej. Większość z nas kojarzy ten fakt z początkiem XXI wieku, lub co najwyżej z końcem XX wieku. Jednak pierwsza fotografia cyfrowa powstała w 1957 r. Dokonał tego zmarły przed ośmioma dniami amerykański informatyk Russell Kirsch. Wykonał on skan kadru filmowego, na którym widnieje portret jego syna. Dzięki temu Kirsch przeszedł do historii fotografii jako ojciec obrazowania cyfrowego.

Na aparaty cyfrowe przyszło nam jednak poczekać do roku 1975. Pierwszy taki aparat zaprezentowała firma Kodak. Jego twórcą był inżynier Steven Sasson. Prototyp Sassona ważył około 4 kilogramy, a jego wymiary to 20/ 15/22 cm. Do jego zasilania użyto 16 baterii niklowo-kadmowych. Zdjęcia były zapisywane na taśmie magnetycznej, za pomocą magnetofonu kasetowego. Trwało to aż 23 sekundy. Powstawał czarny – biały obraz o rozdzielczości 0,01 megapiksela. Na jednej kasecie można było zapisać 30 zdjęć. Z czasem do Kodaka dołączyli inni producenci. Masowa produkcja aparatów cyfrowych rozpoczęła się na przełomie lat 80′ i 90′ XX wieku. Choć jeszcze w ubiegłej dekadzie sceptycy uważali, że technologia cyfrowa w fotografii się nie sprawdzi.

Programy do obróbki obrazów cyfrowych dały każdemu człowiekowi to, co twórcy fotografii obiecywali u jej zarania – możliwość zdejmowania obrazów z natury bez przygotowania plastycznego. Czy aby na pewno?

Reklama

Fotografia w kulturze i życiu codziennym

O tym, jak silna była chęć odzwierciedlenia rzeczywistości świadczą zarówno prehistoryczne malowidła na ścianach jaskiń, jak i również średniowieczne ryciny. To właśnie rysunek był najstarszą formą przekazywania informacji, stosowaną od zarania dziejów. Zapotrzebowanie na ilustracje wzrosło wraz z wynalezieniem przez Gutenberga druku; wprawdzie umożliwił on szybkie powielanie tekstów, czyniąc je bardziej przystępnymi dla ogółu. Jednak czasem zachodziła potrzeba pokazania obrazu tego, co autor chciał przekazać słowami. Oczywiście książki ilustrowano jeszcze przed wynalazkiem Daguerre’a, wykorzystując do tego celu drzeworyt. Jednak wartość poznawcza tych pierwszych ilustracji była co najmniej dyskusyjna i często zależała od wyobraźni autora. Ignacy Płażewski w swojej książce pt. „Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii” tak komentuje owe poczynania „Jakie to nieprawdy bywały ilustracjami dzieł, skądinąd naukowych, świadczy dostojna księga, wydana u schyłku XV wieku w Norymberdze, w której dla zilustrowania omawianych sześćdziesięciu dziewięciu miast świata użyto zaledwie dwudziestu dwu drzeworytów, a dla sportretowania pięciuset dziewięćdziesięciu sześciu wspomnianych osób wycięto tylko siedemdziesiąt dwa klocki zmyślonych ludzkich twarzy”.7 Jak wynika z powyższego przykładu, ilustracje książkowe miały bardziej charakter ozdobnika niż dokumentu, fotografia położyła temu kres. Tak pisze o tym Susan Sontag w swojej książce „On photography” „Wynalazek fotografii powitano entuzjastycznie, widząc w niej środek złagodzenia problemu narastającej informacji i wrażeń zmysłowych”.8 Wierność, z jaką fotografia oddaje rzeczywistość była jej podstawową zaletą. Z tej właśnie przyczyny nigdy nie krytykowano wartości obrazu fotograficznego jako dokumentu. Często natomiast, zwłaszcza w początkowym okresie jej istnienia, krytykowane były artystyczne walory fotografii. Przedstawiciele sztuk plastycznych (malarze, rzeźbiarze czy graficy) odmawiali uznania jej jako jednej z dziedzin sztuki, uznając kamerę za bezduszne narzędzie. Czy jednak takie stanowisko wypływało z rzeczywistego przekonania, czy też było efektem podświadomego poczucia zagrożenia ze strony ekspansji fotografii, tego dokładnie nie wiadomo. Interesujący natomiast jest fakt, że stanowisko to dręczyło i dręczy nadal wielu fotografów, stając się źródłem ich kompleksów w stosunku do innych sztuk plastycznych. Tak skomentował ten fakt Tadeusz Sumiński na łamach FOTO „… widocznie niezbyt pewni własnych racji, usiłując się dowartościować, podrabiając inne dyscypliny (malarstwo, grafikę), aby w ten sposób wejść jakby bocznymi drzwiami, na tereny zastrzeżone dla sztuk pełnokrwistych. Już sama nazwa tzw. technik szlachetnych obniża wartość takich poczynań”.9 Jest to tym bardziej interesujące, że pierwsi fotografowie wywodzili się właśnie z tych kręgów sztuki – byli to głównie artyści malarze, którzy świadomie porzucali paletę, widząc w fotografii nowe możliwości. Co zatem było przyczyną dyskryminowania fotografii jako sztuki? Jak pisze dalej Tadeusz Sumiński „Powodem był ty niewątpliwie brak społecznej akceptacji. Fotografię uznano nie za nową dyscyplinę plastyczną, ale za technikę dokumentacji mechanicznej. Ciekawe, że przesądził o tym nie sposób powielania dzieła (podobny przecież do grafiki), ale automatyzm rejestrowania obserwacji”. Pogląd ten wynikał ze stanowiska, podzielanego również przez wielu fotografów, że kamera jest jedynie bezdusznym narzędziem, od którego wymagano tylko wiernego odzwierciedlania rzeczywistości. Susan Sontag w swojej książce pisze „Pierwsi fotografowie mówili o aparacie fotograficznym jak o kopiarce, jak gdyby ludzie tylko poruszali tym urządzeniem, a aparat sam widział świat”. Szybko jednak okazało się, że ten sam motyw nigdy nie jest tak samo sfotografowany przez różnych autorów, stosunek do fotografii i fotografów musiał więc zostać zweryfikowany „O fotografie sądzono, że jest on bystrym, ale neutralnym obserwatorem – skrybą, nie poetą. Ponieważ szybko stwierdzono, że nikt nie robi takiego samego zdjęcia tego samego, przypuszczenia, że aparaty fotograficzne dostarczają bezosobowy, obiektywny obraz, ustąpiło wobec faktu, że zdjęcia dostarczają dowodów nie tylko na to, co jest na świecie, ale i na to, co jednostka widzi – nie zapisu, ale i oceny świata”. W 1955 r. Exposition Uniwersale w Paryżu miało miejsce wydarzenie, które wstrząsnęło opinią publiczną. Pewien niemiecki fotograf zaprezentował tam dwie wersje tego samego portretu: przed retuszem i po retuszu. Wiadomość o tym, że fotografia może kłamać, wywołało wielkie poruszenie. Od tej pory w fotografii zaczynają dominować dwie tendencje:

  • upiększanie – wywodzące się ze sztuk pięknych,
  • prawdomówność – ściśle związana z niezależnym dziennikarstwem i fotografią naukową.

Granica między sztuką a dokumentem jest bardzo płynna. O tym, czy obraz fotograficzny nosi treści artystyczne, czy nie decyduje nie tyle atrakcyjność tematu, ile sposób jego potraktowania przez a ściślej mówiąc jego postrzegania, przetwarzania i ekspresji rzeczywistości przez autora. To właśnie ten sposób postrzegania rzeczywistości stał się podstawowym atutem fotografii. Nowa procedura, zwana również nową rzeczywistością, której okres świetności przypada na lata międzywojenne, otworzyła przed fotografią nowe możliwości. Dzięki zastosowanym zbliżeniom fotografia wreszcie odnalazła swoją formułę. Odtąd obraz fotograficzny przestał być wzorowany na obrazach malarzy, to malarzy zaczęto pouczać, aby uczyli się patrzeć tak jak fotograficy (niektórzy zresztą z malarzy chętnie korzystali z usług fotografii już wcześniej, używając zdjęć jako etapu pośredniego, zamiast malować z natury). Od fotografii zaczęto wymagać nowego sposobu widzenia świata, dostrzegania piękna w tym, co pospolite, pokazywanie świata piękniejszego niż zdawał się dla przeciętnego człowieka. „Upiększanie świata przez aparat fotograficzny skończyło się takim sukcesem, że to fotografia raczej, a nie świat, stały się miarą piękna”.

Granica między sztuką a dokumentem jest bardzo płynna

Dzisiaj, gdy fotografia weszła na stałe do „świątyni sztuki”, trudno jest podważyć jej walory artystyczne. Wzajemny wpływ fotografów i innych przedstawicieli sztuk plastycznych na siebie jest faktem niezaprzeczalnym, różnią się oni natomiast sposobem postępowania w trakcie procesu twórczego „…malarz konstruuje, a fotograf odsłania…”10 Fotografia jest, dzięki swojej masowości i łatwej dostępności, najbardziej demokratyczną wśród sztuk plastycznych. Wiąże się z tym oczywiście pewne zagrożenie – owa łatwa dostępność jest często przyczyną sprofanowania fotografii. Fakt, że po aparat może chwycić każdy, jest przyczyną powstawania ogromnej ilości fotografii, a ponieważ ilość nie zawsze przechodzi w jakość poziom artystyczny, jest różny. Jest to cena, jaką fotografia musi płacić za łatwą dostępność. Z drugiej jednak strony to owa masowość włącza widza w proces twórczy, przygotowując go do lepszego zrozumienia sztuk plastycznych. W ten sposób fotografia wpływa na podniesienie ogólnego poziomu kultury narodowej.

Niewątpliwym sprzymierzeńcem fotografii jest czas. Fotografia sama w sobie jest świadectwem upływającej chwili. Te zatrzymane w kadrze chwile, stanowiące odrębną jednostkę czasową, mogą uchwycić rzeczywistość lepiej niż ruchomy film. Z kolei fakt, że do utrwalenia rzeczywistości wystarczy czasem ułamek sekundy, sprawia, że przewyższa ona, pod wieloma względami, malarstwo. Upływ czasu nobilituje fotografię również pod innym względem, sprawia, że fotografią nabiera wartości starego wina – w miarę upływu czasu wzrasta jej wartość historyczna.

Podsumowując powyższe rozważania, zacytuję jeszcze raz Tadeusza Sumińskiego „Dychotomia zjawiska fotografii nieuchronnie lokuje ją w sferze plastyki, gdzie jest dyskryminowana skutkiem piętna dokumentu, lub bliżej dyscyplin, których wartością jest treść i rzetelność relacji”.

Janusz Pasieczny

W tekście wykorzystałem fragmenty „Monografii Wrocławskiego Towarzystwa Fotograficznego”  mojego autorstwa.

Przypisy:

1 Ignacy Płażewski, Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii, Warszawa 1982, s. 43

2 Tadeusz Cyprian, Fotografia, technika, technologia, Warszawa, 1955, str. 9

3 Wacław Żdżarski, Zaczęło się od Daguerre`a, Warszawa, 1997, str. 6

4 Jan Mierzanowski, Camera obscura, „Magazyn Fotograficzny” kwiecień 1996, str. 12

5 Wacław Żdżarski, Zaczęło się od Daguerre`a, Warszawa 1977, str. 7

6 Ignacy Płażewski, Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii, Warszawa 1982, s. 110.

7 Ignacy Płażewski, Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii, Warszawa 1982, s.14

8 Susan Sontag, On photography, w: kwartalniku fotografia 1/82, s.2

9 Tadeusz Sumiński, Fotografia – sztuka czy dokument? „ FOTO”, nr 2/92.

10 Susan Sontag, On photography, „Fotografia”, nr 2/81,s.3.

Reklama
151 views