Aktualności
Sport

Kulturysta z Brzegu na Mistrzostwach Świata


W dniach 3-8 listopada w Hiszpanii odbywają się Mistrzostwa Świata w Kulturystyce. Bierze w nich udział również mieszkaniec Brzegu, Grzegorz Drozd, który reprezentuje LZS KS Olszanka-Pogorzela. Jest to już trzeci jego występ na Mistrzostwach Świata. Nasz reprezentant zgodził się udzielić wywiadu dla Głosu Powiatu. 

Janusz Pasieczny: Jedziesz na Mistrzostwa Świata po raz trzeci, a przez trzy lata z rządu byłeś wicemistrzem Polski? 

Grzegorz Drozd: Tak. Cztery razy byłem wicemistrzem polski. W tym przez ostatnie trzy lata. Na Mistrzostwach świata w Hiszpanii przed dwoma laty zająłem jedenaste miejsce 

J.P. Sądziłem, że kulturystyka jest sportem ludzi młodych. Jednak ty, mimo że rozmieniłeś szósty krzyżyk, wciąż wyglądasz imponująco i odnosisz sukcesy. Jaki wiek jest najlepszy dla kulturysty?

G.D. Każdy wiek jest odpowiedni. Można zaczynać w wieku młodym. Dzisiaj młodzi ludzie mają bardzo dobre warunki do treningu. Tylko nie można dać się zwariować. Ja zacząłem ćwiczyć mając siedemnaście lat, zresztą zawsze ćwiczyłem różne sporty. Kulturystyka towarzyszyła mi przez całe życie, jest moją pasją, ale nigdy nie zwariowałem na jej punkcie. Zawsze na pierwszym miejscu była rodzina, musiałem też pracować. Były takie okresy, że nie ćwiczyłem. Dopiero jak już dzieci dorosły, mogłem wrócić do swojej pasji. 

J.P. Sądziłem, że jest to sport, który można uprawiać do późnego wieku, pod warunkiem, że się nie zaniedbuje treningów. Byłem w błędzie?

G.D. Kulturystyka jest jak dobra żona. Nawet jeżeli czasem pójdziesz gdzieś na lewo, to zawsze cię przyjmie, przytuli i będzie wszystko ok.

J.P. No właśnie, a co na to żona? Trening zabiera ci chyba sporo czasu. Nie jest zazdrosna o swoją „rywalkę”?

G.D. Żona zawsze bardzo mnie wspierała i wspiera, chociaż faktycznie sporo czasu poświęcałem na trening. W tej chwili trenuję już mniej niż za młodu – półtora godziny co drugi dzień. 

J.P. Wróćmy do twoich początków. Kulturystykę z tamtych czasów i tą dzisiejszą dzieli przepaść?

G.D. Tak jak wspomniałem, zacząłem ćwiczyć w wieku siedemnastu lat. Trenowałem wtedy kolarstwo. Przyjechał kolega, który był w OHP i uprawiał kulturystykę. Jak ja go zobaczyłem, to pomyślałem, że to jest to, co chcę robić. Też chciałem tak wyglądać. Porobiłem sobie ciężarki z betonu, dorwałem jakieś zaciski tokarskie i zacząłem ćwiczyć. Nie miałem trenera ani dietetyka, był za to zapał. Z czasem kolarstwo musiało ustąpić. Kiedy miałem trzydzieści jeden lat, zająłem drugie miejsce na Pucharze Polski. Przegrałem z wicemistrzem Europy.

J.P. Bardziej podoba ci się kulturystyka dzisiaj, czy ta siermiężna sprzed lat?

G.D. Bardziej podoba mi się tamta kulturystyka. Dzisiaj młody człowiek, który zaczyna trenować, weźmie gazetę i zobaczy kulturystę, takiego jak np.: Big Ramy, to od razu wie, że bez dużych nakładów finansowych nigdy taki nie będzie. Kiedyś jak zobaczył Franka Zane, czy Schwarzeneggera to wiedział, że taki może być. Kiedyś mieliśmy tylko mleko i Portagen. Dziś jest bardzo duża presja na wynik. Za każdym zawodnikiem stoi sztab ludzi, trenerzy, dietetycy, odżywki, suplementy diety, doping.

J.P. A jak to się odbija na zdrowiu?

G.D. Widziałem już kulturystów, którzy schodzili ze sceny i od razu pod tlen. Ten mięsień sercowy jest tak rozrośnięty, że zawodnik męczy się przy samym pozowaniu. Myślę, że to nie tędy droga.

J.P. Gdybyś dziś był młody, miałbyś możliwości i taką wiedzę, jaką masz dziś, to nie zdecydowałbyś się na nowoczesne metody treningu, żeby zrobić karierę?

G.D. Jaką karierę? Ja tam żadnej kariery nie widzę.

J.P. A czy ty masz jakąś pomoc? Oczywiście oprócz wsparcia żony.

G.D. Wspomaga mnie GREDAR i KRYSPAK. Nie pod względem finansowym, bo nie trenuję dla pieniędzy, ale ułatwiają mi pewne rzeczy, takie jak na przykład treningi.

J.P. Ludzie na mieście rozpoznają cię?

G.D. Tak, zdarza się nawet, że przechodząc obok sklepu monopolowego, stojący tam dżentelmeni zaczepiali mnie, gratulowali. Miałem wtedy chwilę zwątpienia. Pomyślałem, że ich też nie mogę zawieść.

J.P. Co uważasz za swój największy sukces?

G.D. Pierwszy wyjazd na mistrzostwa świata, trzy lata temu. Najpierw chciałem wystąpić na mistrzostwach Polski. To było dla mnie coś nieosiągalnego, ale wystartowałem w końcu na Pucharze Polski. Na pierwszych Mistrzostwach Polski, w których wystartowałem, zająłem trzecie miejsce. To było w kategorii dla weteranów powyżej pięćdziesięciu lat (50 do 59 lat).

J.P. Czego spodziewasz się po mistrzostwach w Hiszpanii?

G.D. Chciałbym wejść do pierwszej dziesiątki. Na mistrzostwach przed dwoma laty startowałem w kategorii 50+, rywalizowałem ze znacznie młodszymi zawodnikami. W tej chwili startuję w kategorii 60+

J.P. Myślałeś może o emeryturze?

G.D.  Przyznam, iż myślałem o tym, że może odpuszczę, jak skończę sześćdziesiątkę. Jednak kiedy na mistrzostwach świata spotkałem zawodnika z Japonii, który w tym roku powinien mieć osiemdziesiąt pięć lat, to mi przeszło. Trzeba ćwiczyć do końca.

J.P. Chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?

G.D. Mam apel do rodziców i opiekunów. Jeżeli młody człowiek chce ćwiczyć, to pozwólcie mu. Nie bójcie się, że coś sobie zrobi. To wzmacnia ciało i charakter.

J.P. Trzymamy oczywiście kciuki i dziękuję za rozmowę.

G.D. Dziękuję również.