Aktualności
Brzeg
Powiat brzeski

Lekcje on-line. Czy sprawdzają się w praktyce?


No i stało się! Wirus CONVID-19 przybył i zaskoczył nas wszystkich jak zima drogowców. Niby wszyscy spodziewali się, że nadejdzie, a jednak kiedy się pojawił, obnażył nasz brak przygotowania. Problem nie ominął również szkół i innych placówek oświatowych. Ich zamknięcie wymusiło umiejętność nauczania na odległość.

Ministerstwo Edukacji w rozporządzeniu z 20 marca przedłużyło kwarantannę wszystkich placówek związanych z oświatą do 10 kwietnia (na razie). W kolejnym rozporządzeniu z 25 marca uściśliło zasady nauczania na odległość. Wydano odpowiednie dyrektywy i sprawa została rozwiązana. Przynajmniej w teorii. Od decyzji dotyczących działań do ich realizacji wiedzie czasem wyboista droga. Postanowiliśmy przyjrzeć się jak w praktyce wygląda nauczanie na odległość. W tym celu przeprowadziliśmy kilka rozmów z nauczycielami, a także rodzicami. Oto co usłyszeliśmy:

Nauczycielka matematyki w jednej ze szkół: Jest bardzo ciężko. Pracę zaczynam przed godz. 7.00. Samo przygotowanie zajęć zajmuje mi 3 – 4 godziny. Lekcje przygotowuję tak jakbym prowadziła je w szkole. Owszem korzystamy z e-podręcznika, ale żeby wybrać odpowiedni program edukacyjny muszę najpierw przejrzeć kilka z nich i wybrać właściwy, a to zajmuje mnóstwo czasu.

Sprawę komplikuje fakt, że nie wszyscy uczniowie mają dostęp do Internetu, dla nich muszę tworzyć osobne zadania. Bywają przypadki, że w domu jest jeden komputer, a korzysta z niego kilka osób. Internet często się zawiesza. Lekcje kończę po godz. 13.00, a jeszcze muszę sprawdzić zadania i znów przygotować zajęcia na następny dzień.

Rodzice bardzo się starają, nauczyciele też, mamy wsparcie dyrekcji. Słuchamy głosu rodziców i szukamy nowych rozwiązań. Byłoby prościej gdyby każdy uczeń miał laptopa i dostęp do Internetu. Można by było prowadzić lekcje na zasadzie telekonferencji.

Małgorzata Mianowany – Małecka Dyrektor Zespołu Szkół Ekonomicznych w Brzegu: Na początku zobligowałam wszystkich wychowawców do ustalenia czy każdy uczeń ma dostęp do komputera. Do tej pory nikt nie sygnalizował problemów w tym zakresie. Gdyby jednak takie były, możemy naszym uczniom wypożyczyć sprzęt. Z uwagi na specyfikę naszej szkoły (kilka pracowni komputerowych, laptopy) jesteśmy na to przygotowani. Zachowaliśmy dotychczasowy rozkład zajęć. Z tym, że lekcje zaczynają się od godz. 9.00. Nauczyciel podaje w e-dzienniku temat, a uczeń, w miarę możliwości sieciowych, odznacza obecność. Muszę przyznać, że frekwencja jest wysoka. Lekcje skróciliśmy do pół godziny, przerwa trwa od 15 do 20 min. Ostatnie zajęcia kończą się o godz. 14.55, przy czym nauczyciele są dostępni praktycznie cały dzień. Takie rozwiązania wynikają z realiów, uczniowie muszą mieć czas na uporządkowanie materiału, a zbyt długie przebywanie przed monitorem nie jest wskazane, zwłaszcza dla młodzieży. Zdarzają się przeciążenia sieci internetowej. Staramy się więc wykorzystać wszelkie dostępne formy komunikacji. Nie ma możliwości żeby którykolwiek z naszych uczniów nie uzyskał pomocy. Najważniejsze, żeby młodzież uczestniczyła w zajęciach. Chcemy przede wszystkim pomóc młodym ludziom przejść przez ten trudny czas. Bardziej zależy nam na dobru uczniów niż na realizacji programu nauczania.

 Dyrektor jednej z brzeskich Szkół Podstawowych: Początkowo każdy z nauczycieli chciał jak najlepiej zrealizować materiał. Stąd też uczniowie mogli być bardziej obciążeni nauką. Obecnie wychowawcy w porozumieniu z nauczycielami przedmiotowymi rozkładają treści równomiernie, aby mniej obciążać uczniów. Zrezygnowaliśmy też z treści nadprogramowych, ograniczając się jedynie do realizacji minimum programowego.

Mieliśmy od rodziców sygnały, że nie każde dziecko ma dostęp do komputera. W niektórych domach na trójkę dzieci przypadał tylko jeden. W takiej sytuacji mamy możliwość użyczenia sprzętu (głównie tabletu), co zresztą czynimy. Mamy wystarczającą liczbę tabletów, aby zaspokoić potrzeby naszych uczniów w tym zakresie.

Wykorzystujemy różne platformy do komunikowania się z uczniami i rodzicami. Niestety łącza są często przeciążone (nie były z pewnością przewidziane do pracy w takich warunkach).

Rodzice chętnie współpracują ze szkołą. Większość z nich reaguje bardzo szybko, inni radzą sobie trochę gorzej. Przypadki, w których rodzic nie jest zainteresowany współpracą ze szkołą, są bardzo rzadkie.

Bardzo duża jest rola rodziców. Zwłaszcza w młodszych klasach, kiedy dziecko nie jest jeszcze samodzielne. Starsi uczniowie są bardziej samodzielni – wszyscy mają pozakładane konta, potrafią się zalogować i można się z nimi kontaktować bezpośrednio.

Wszyscy cały czas się uczymy i szkoła i rodzice. Mamy duże wsparcie ze strony Urzędu Miasta, zwłaszcza w zakresie doradztwa. Szukamy nowych rozwiązań. Wykorzystujemy informacje zwrotne od rodziców. Telewizja proponuje programy edukacyjne, być może wkrótce będziemy do nich odsyłać.

Iwona Makarewicz Dyrektor Przedszkola nr 10 w Brzegu: Już od pierwszych dni kwarantanny założyliśmy na Facebooku grupę zamkniętą, do której chętnie przyłączyła się większość rodziców. Wymienialiśmy się pomysłami.

Po wejściu w życie Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z 20 marca 2020 r. sytuacja została doprecyzowana.

Codziennie przygotowujemy propozycję zajęć i zabaw dla dzieci – niektórzy rodzice czynnie uczestniczą od samego początku, inni od początku byli tylko obserwatorami. W przypadku przedszkoli poziom zadań dydaktycznych musi być dostosowany do wieku dziecka. 

Wykorzystujemy wszelkie dostępne formy komunikacji, na które rodzice wyrazili zgodę. Staramy się aby zajęcia były realizowane w sposób przyjazny dla dziecka, rodziców i nauczyciela. W naszym przedszkolu od wielu lat wykorzystywane są nowe technologie w pracy z dziećmi i w komunikacji, było to dla nas ogromnym ułatwieniem by odnaleźć się w aktualnej sytuacji. Mimo to, praca na obecnych zasadach pochłania nam bardzo dużo czasu.

A co na to rodzice?

Jedna z mam: Niestety to nie dzieci robią 70% zadań, tylko ich rodzice i bliscy. Patrząc na codzienne wiadomości w e-dzienniku z ilością zadań dla dziecka w 5 klasie to jest jakaś masakra. I nie dlatego, że rodzicom nie chce się tłumaczyć dzieciom, czy dzieciaki są leniwe, a rodzice pobłażają, tylko dlatego że jest tego bardzo dużo.

Opinie rodziców są jednak podzielone. Inna mama mówi: Mam córkę i syna w wieku 13 i 14 lat. Oboje uczęszczają do PSP nr 3 w Brzegu. Moje dzieci są samodzielne i nie mamy większych problemów. Same odbierają zadania i oddają na określoną godzinę. Pomoc moja lub męża jest potrzebna tylko przy trudniejszych zadaniach, ale tak było wcześniej. Pierwszy tydzień był najcięższy – było więcej materiału. Współczuję nauczycielom – nikt nie przygotowywał ich do pracy w tych realiach.

Samotna matka: Mam dwóch synów, w pierwszej i piątej klasie szkoły podstawowej. O ile w przypadku młodszego z nich sytuacja jest stosunkowo prosta – materiału jest mniej i jest on łatwy, o tyle w przypadku starszego lekcje są trudniejsze i bardziej obszerne, więc syn wymaga wsparcia i czasem oczekuje pomocy. Dla osoby pracującej i samotnie wychowującej dzieci jest to uciążliwe. Problem jest z pobieraniem materiału z e-dziennika, system jest przeładowany i przez parę dni nie można się zalogować. Niektórzy nauczyciele szukają innych sposobów dotarcia do ucznia (kontakt telefoniczny lub WhatsApp).

Różne opinie skłaniają do refleksji: sytuacja jest trudna tak dla nauczycieli, jak i dla dzieci i ich rodziców. Niewątpliwie wszyscy woleliby żeby lekcje wróciły do szkoły. Nauczyciele nie byli przygotowani do prowadzenia zdalnych zajęć, a rodzice z trudnością odnajdują się w nowej roli – roli nauczycieli swoich dzieci.

Ograniczenie materiału do minimum programowego wydaje się być dobrym pomysłem. Może warto również zmienić podejście do tradycyjnej klasyfikacji – zrezygnować z ocen cząstkowych, na rzecz udzielenia promocji do następnej klasy bez oceniania.

Rozwiązań jest wiele, dobrze sprawdziłyby się lekcje prowadzone w formie telekonferencji. Sprawę komplikuje jednak fakt, że nie każde dziecko ma dostęp do komputera czy tabletu. Sieć internetowa ma często zbyt małą wydajność. Szkoły starają się wyjść naprzeciw tym problemom użyczając sprzęt potrzebującym, a także wykorzystując inne formy komunikacji. Może jednak dobrym rozwiązaniem byłoby wyposażenie każdego ucznia w tablet w ramach szkolnej wyprawki, zamiast 300 zł do ręki.

Ważne w tym wszystkim jest żeby nie przerzucać się nawzajem winą, a raczej wspólnie poszukiwać rozwiązań.

412 views