Aktualności

List otwarty do Rady Miasta Brzeg


Mieszkaniec Brzegu złożył w naszej redakcji list otwarty do Rady Miasta Brzeg. Zwraca się w nim o pomoc w rozwiązaniu ciągnącej się latami sprawy nieruchomości, jego rodzinnego domu, która jest przedmiotem sporu z Urzędem Miasta w Brzegu.

List otwarty do Rady Miasta Brzeg

Szanowni Radni Miasta Brzeg, 

zwracam się publicznie – do Was, jako do organu Miasta, ale także do każdego z Was z osobna – o  pomoc w rozwiązaniu mojej sprawy. Sprawa ta jest szczególnie istotna dla mnie (dotyczy mojego rodzinnego domu) jednak jej polubowne rozwiązanie leży także w interesie Gminy Brzeg.

Niestety, wszelkie dotychczasowe próby rozmów, mediacji, wymiany pism, a także bezpośrednie prośby kierowane do Burmistrza (Jerzego Wrębiaka) okazały się nieskuteczne. 

Po kilku latach rozmów prowadzonych z Gminą poprzez urzędników, zastępców Burmistrza, a nawet po kilkukrotnych bezpośrednich rozmowach z panem Burmistrzem – pomimo składanych mi przez nich wielokrotnie deklaracji o gotowości do rozwiązania mojej sprawy – mogę z całą mocą powiedzieć, że wszystkie te osoby działały podstępnie. Faktycznie jednak nigdy nie miały woli rozwiązania mojej sprawy, przeciągały ją, torpedowały wszystkie podejmowane działania, licząc na to, że utracę swoje prawa. 

Niniejszy list nie pozwala mi na opisanie wszystkich zawiłości wieloletniego sporu i przebiegu rozmów prowadzonych z Gminą. Pokrótce wyjaśnię jednak istotę problemu –  w konsekwencji nieuczciwych działań Burmistrza, w ubiegłym roku zostałem zmuszony do złożenia pozwu przeciwko Gminie o zapłatę kwoty 300.000 zł. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Opolu i ma sygnaturę I C 1086/20. Powództwo to zostało złożone, jako ostateczność. Moją wolą było porozumienie się z Gminą. 

Wyjaśniam dalej, że jeśli doszłoby do porozumienia pomiędzy mną, a Gminą - to w miejsce obowiązku zapłaty przez Gminę na moją rzecz kwoty 300.000 zł, to ja byłbym zobowiązany do wpłaty na rzecz Gminy kwoty około 200.000 zł.

Istota sprawy dotyczy mojego domu rodzinnego. Do 2010 r. byłem użytkownikiem wieczystym nieruchomości gminnej. Prawo to nabyłem, jako spadkobierca, po moich rodzicach. Utraciłem je jednak wskutek błędnych rad otrzymywanych od urzędników Gminy. Od 2010 r. podejmuję więc starania o odzyskanie prawa do tej nieruchomości. Dodam, że w związku z utratą własności budynków, które znajdują się na tej nieruchomości, mam prawo żądać od Gminy wynagrodzenia. Z tym właśnie roszczeniem związana jest trwająca obecnie sprawa sądowa.

W 2018 r. Gmina wystąpiła do mnie z pomysłem rozwiązania tej sprawy. Oświadczono mi wówczas, że Gmina wyraża wolę sprzedaży na moją rzecz tej nieruchomości. Wskazano również, że mi, jako byłemu użytkownikowi wieczystemu tej nieruchomości, możliwe będzie jej sprzedanie  bez konieczności przeprowadzania przetargu. Rozwiązanie to wydawało się idealne z punktu widzenia obydwu stron. Gmina odnosiła w ten sposób korzyść finansową. Zamiast zapłacić na moją rzecz kwotę 300.000 zł, w związku ze sprzedażą nieruchomości otrzymałaby kwotę około 200.000 z. Ja natomiast zachowałbym własność domu – w którym moja rodzina mieszka od połowy XX wieku. 

Od 2018 r. działania Gminy (według składanych mi deklaracji), jak i moje, były nastawione na rozwiązanie sprawy zgodnie z pomysłem Gminy – tak mi się przynajmniej wydawało. Obecnie wiem już, że działania Gminy były pozorowane. Burmistrz nigdy nie miał woli sprzedaży tej nieruchomości na moją rzecz. Przeciągał jedynie sprawę, licząc - zdaje się - na to, że po jakimś czasie, nastąpi przedawnienie i utracę możliwość sądowego dochodzenia mojego roszczenia o zapłatę. 

Żeby nie być gołosłownym wyjaśnię, że w związku z propozycją Gminy i po ustnych ustaleniach dokonanych pod koniec 2018 r., złożyłem do Gminy formalny wniosek o dokonanie sprzedaży tej nieruchomości na moją rzecz. W odpowiedzi zostałem wezwany do uzupełnienia braków, co wykonałem. Następnie wezwany zostałem do uzupełnienia kolejnych braków – co znów wykonałem. Gdy wszelkie braki wniosku zostały już uzupełnione, Burmistrz wysłał pismo, w którym poinformował mnie, że otrzymał opinię prawną (od prawników Gminy), zgodnie z którą nie ma możliwości sprzedaży tej nieruchomości bez przetargu. Poprosiłem o okazanie mi tej opinii. Burmistrz odmówił twierdząc, że nie jest to informacja publiczna. Po moich stanowczych naleganiach na jednym z kolejnych spotkań wyjaśniono mi, że Burmistrz nie posiada pisemnej opinii prawnej w tej sprawie, a podstawą wysłanego do mnie pisma była jedynie ustna informacja przekazana Burmistrzowi przez jednego z prawników. W konsekwencji tego spotkania ustalone zostało, że stanowisko prawne przedstawione w rzekomej „opinii” (której faktycznie nie ma) jest błędne i czynności administracyjne ruszyły dalej. Gmina wezwała mnie do przedstawienia pełnomocnictw od mojego rodzeństwa. Niezależnie od tego, że wyjaśniałem w Gminie, że rodzeństwo zrzekło się na moją rzecz wszelkich praw zwianych z nieruchomością już w 2013 r. (wszystkie dokumenty tego dotyczące zostały Gminie przekazane), a pełnomocnictwa przedstawiałem już wcześniej – aby nie dać urzędnikom wymówki do dalszego wstrzymywania sprawy – dostarczyłem ponownie dokumenty, o które mnie proszono. W tym momencie wydawało się, że Gmina ma już wszystko, co jest potrzebne do rozpoczęcia procedury sprzedaży. 

W grudniu 2019 r. otrzymałem ostateczną odpowiedź podpisaną przez Burmistrza Jerzego Wrębiaka. W tym piśmie Burmistrz – nie mając już dalszych wymówek – ujawnił faktyczne cel dotychczasowych działań Gminy. Pomimo dotychczasowych wielu deklaracji sprzedaży nieruchomości na moją rzecz w trybie bezprzetargowym, w grudniu 2019 r. Burmistrz napisał:

„Wyjaśniam, że Burmistrz jako organ wykonawczy, gospodarujący mieniem gminnym, w ramach uprawnień właścicielskich decyduje czy daną nieruchomość przeznaczyć do zbycia. Skoro zatem nieruchomość przy pl. D. (nazwa do wiadomości redakcji) nie została przeznaczona do sprzedaży, nie ma więc przedmiotu sprzedaży, który mógłby być procedowany przez Radę Miejską.”. Pismo to nosi sygnaturę urzędu GN.6840.26.2018.  

Ostatecznie zatem okazało się, że jedynym faktycznym problemem, który stoi na przeszkodzie sprzedaży tej nieruchomości na moją rzecz, jest wola i decyzja Burmistrza Jerzego Wrębiaka. Dlaczego zatem przez lata Burmistrz podejmował działania pozorowane, podstępnie oświadczał mi, że chce sprzedać nieruchomość na moją rzecz, że rozumie położenie moje i mojej rodziny, która, mimo że dysponuje środkami, na skutek szeregu absurdalnych, formalnych nieporozumień i błędów może zostać pozbawiona dachu nad głową? Konsekwencją tej arbitralnej decyzji Burmistrza  była konieczność wytoczenia przeze mnie sprawy o zapłatę przeciwko Gminie. 

Gdzie w tym logika, rozsądek i dbałość o finanse Gminy? Gdzie uczciwość wobec mieszkańców? 

Na koniec dodam, że działania Burmistrza są o tyle niezrozumiałe, że zarówno urzędnicy, jak i sam Burmistrz w rozmowach oświadczyli mi, że nieruchomość ta nie jest Gminie do niczego potrzebna. Ponadto sami zwracali uwagę, że jeśli Gmina nie sprzeda tej nieruchomości, to będzie zmuszona eksmitować mnie z mojego domu i znaleźć dla mnie oraz mojej licznej rodziny lokal zastępczy – których Gmina po prostu nie posiada.   

Nadal jest czas, szansa i istnieje sposób na to, aby rozwiązać spór z korzyścią dla obydwu stron.  

Wyrażam nadzieję, że moja sprawa zainteresuje Radnych i niniejszy list będzie impulsem do uzyskania od Burmistrza potrzebnych informacji i podjęcia rozmów/działań w celu rozwiązania sporu polubownie – co będzie korzystne zarówno dla mnie, jak i Gminy. Zarówno w wymiarze moralnym, jak i czysto finansowym. 

Jeśli Radni będą zainteresowani uzyskaniem dalszych informacji w sprawie bardzo proszę o kontakt z moim pełnomocnikiem radcą prawnym Błażejem Karnatowskim, który od wielu lat pomaga mi w tej sprawie, zna jej szczegóły i którego upoważniłem do udzielania wyjaśnień Radnym Miasta Brzeg. 

Mieszkaniec Gminy Brzeg

(nazwisko do wiadomości redakcji)