Aktualności

Na ratunek sowie Matyldzie


Przed paroma dniami na „Czerwonych Koszarach” miała miejsce akcja ratowania sowy uszatki. W Polsce ten gatunek objęty jest ścisłą ochroną. Pisklę wypadło z gniazda i z dużej wysokości spadło na maskę zaparkowanego samochodu. Na pomoc młodej sowie pospieszyła Pani Agnieszka Budzińska, znana lokalnej społeczności z sympatii dla naszej pierzastej fauny. 

O młodej uszatce, która wypadła z gniazda dowiedziałam się od sąsiadki. Zdawałam sobie sprawę z faktu, że hałas w otoczeniu gniazda nie jest dobry, ale nikt oprócz straży nie dysponuje dostatecznie długą drabiną, żeby móc dostarczyć pisklę do gniazda. Na dole zginęłoby pod kołami samochodu albo w pazurach kota. Do tego niepokoiła mnie gniazdująca w pobliżu sroka. Obawiałam się też, że nieobecność pisklęcia, na czas pobytu u weterynarza, może spowodować jego porzucenie przez rodziców. Jednak pisklę spadło z dużej wysokości na maskę samochodu i zachodziła obawa, że ma obrażenia wewnętrzne. Na szczęście pisklę nie było uszkodzone, a rodzice go nie porzucili. Mam nadzieję, że za kilka dni Matylda (tak nazywa się młoda sowa) nauczy się latać – mówi Agnieszka Budzińska.

Straż pożarna, wizyta u weterynarza – całe to zamieszanie wokół gniazda mógłby doprowadzić do porzucenia pisklęcia przez rodziców. Przecież normalną rzeczą jest, że sowa uszata, jeszcze zanim nauczy się latać, wychodzi z gniazda na pobliskie gałęzie. W tym okresie jest pod opieką rodziców, którzy chronią pisklę/podlota i karmią je. Jednak ponieważ w życiu nie ma sytuacji szablonowych, udałem się na miejsce i co zobaczyłem: wysokie drzewo wśród blokowiska z wysoko przyciętymi gałęziami, przypominające bardziej fryzurę sarmaty, niż kryjówkę dla sowy. W takich warunkach pisklę nie za bardzo ma na czym zawiesić szpony. Na domiar złego maleńki skwer pod drzewem, a wokół niego samochody, nie czynią dla sowy dogodnej kryjówki. No może pod którymś z zaparkowanych aut, ale gdy kryjówka nagle ruszy… Do tego obecność jednego z przedstawicieli krukowatych w bezpośrednim sąsiedztwie gniazda nie wróży nic dobrego. 

Pani Agnieszka świadomie podjęła decyzję, słuszną jak sądzę. Dzięki pomocy strażaków pisklę wylądowało w koronie rodzinnego drzewa w specjalnie przygotowanym koszu. 

Po zbadaniu okazało się, że sowie nic nie dolega. Zachowywała się prawidłowo, próbowała szczypać. Nie miała żadnych złamań. Po zbadaniu poleciłem umieścić ją jak najszybciej w koszu. Zwłaszcza że, jak się dowiedziałem, w pobliżu gniazda znajduje się jeden z rodziców. Cała akcja trwała nie dłużej jak 10 min więc młoda sowa szybko wróciła do swojego środowiska. To jedyny sposób na ratowanie pisklęcia, które wypadło z gniazda. Pomoc człowieka może być co najwyżej doraźna i chwilowa. Jeżeli młody ptak nie ma żadnych zwichnięć i innych urazów, to powinien jak najszybciej powrócić do swojego naturalnego środowiska. Człowiek nie jest w stanie zastąpić rodziców – mówi Jerzy Pankiewicz lekarz, który badał sowę Matyldę.

Wrażliwość i chęć niesienia pomocy dobrze o nas świadczy. W tym przypadku okoliczni mieszkańcy bardzo chętnie pospieszyli na ratunek. Straż pożarna jak zwykle stanęła na wysokości zadania, niejednokrotnie zresztą, bo do Matyldy strażacy wyjeżdżali jeszcze dwa razy. Pamiętajmy jednak, żeby zawsze zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli nie ma podejrzenia, że pisklę/podlot nie ma wewnętrznych obrażeń, nie jest ranne lub chore to nie „ratujmy” go. 

Jedyne co możemy zrobić w takiej sytuacji, to przeniesienie ptaka w bezpieczne miejsce. Pamiętajmy jednak, aby zbytnio się nie oddalać, utrudniłoby to rodzicom odnalezienie młodego.

Jeżeli jednak ptak jest ranny, wygląda na chorego lub może mieć obrażenia wewnętrzne, jak najszybciej należy go zabrać do weterynarza lub skontaktować się z Ośrodkiem Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Do przetransportowania rannego ptaka najlepiej nada się tekturowe pudełko. Rozmiar pudełka powinien być tak dobrany, aby ptak swobodnie się w nim mieścił, ale żeby nie mógł w nim podskakiwać czy trzepotać skrzydłami. Pudełko musi mieć otwory, które zapewnią dopływ powietrza.

Lubimy mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, być może chcemy w ten sposób wynagrodzić naturze całe zło, jakie nasz gatunek wyrządził planecie. Uważajmy jednak aby przez chęć czynienia dobra nie wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Foto: Agnieszka Budzińska