Aktualności
Kultura

Nie jestem i nigdy nie będę Arturem Orzechem!


Wywiad z Aleksandrem Sikorą, polskim komentatorem Eurowizji 2021 w Rotterdamie.

Marcin Wolniak: Jaka teraz atmosfera jest w Rotterdamie? Czy Holendrzy stanęli na wysokości zadania i udało im się, w tym wciąż pandemicznym czasie, przygotować Eurowizję w 100%?
Aleksander Sikora: Jak najbardziej. Mam porównanie do dwóch Konkursów Piosenki Eurowizji, na których byłem – w Kijowie i w Lizbonie. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Miałem wcześniej prognozy, że tegoroczny konkurs będzie zupełnie inaczej zorganizowany ze względu na panującą pandemię. Okazało się, że organizatorzy zrobili absolutnie wszystko, żeby można było chociaż na chwilę się oderwać i zapomnieć o obostrzeniach i pandemii. Oczywiście bardzo tu się dba o nasze bezpieczeństwo. Jedyną zauważalną zmianą jest fakt, że co 24h wszyscy wchodzący do obiektu muszą wykonać testy. Pierwszy raz zresztą zetknąłem się z testami wydechowymi, natomiast one trochę zawodzą, dlatego większość z nas poddawana jest testom rapidowym. Muszę pochwalić organizatorów, ponieważ to jest zorganizowane naprawdę na najwyższym poziomie. To jest jedna z większych produkcji telewizyjnych na świecie. Cieszy mnie, że ten konkurs mimo wszystko się odbywa. Z wiadomych przyczyn nie ma tych wszystkich spotkań integracyjnych, imprez, które zawsze towarzyszyły Eurowizji, ale w ogólnym rozrachunku organizację oceniam na szóstkę z plusem.

MW: A jakie są morale w polskiej ekipie? Bukmacherzy nie dają nam żadnych szans na awans do finału. Czy to wpływa na nastroje? I czy Rafał Brzozowski jest wciąż bojowo nastawiony do tego zadania?
AS: Rafał Brzozowski jest bojowo nastawiony. A notowania bukmacherów nie wpływają na morale naszej delegacji, ponieważ nie posiłkujemy się wszechobecnym hejtem. Oczywiście każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii, natomiast musimy przyznać, że po próbach nieco zmieniła się narracja, szczególnie jeśli chodzi o notowania zagraniczne. Mamy bardzo dobry odbiór, nie tylko ze strony zagranicznych dziennikarzy, ale także przede wszystkim fanów, którzy bardzo pozytywnie wypowiadają się na temat utworu „The Ride”. Rafał wygląda na wyluzowanego i ja jestem pod ogromnym wrażeniem naszego reprezentanta. Nasze morale i humory są absolutnie fantastyczne. Jesteśmy bardzo dobrze nastawieni i nie pozwalamy sobie na żadną dyskredytację z powodu pojawienia się paru nieprzychylnych komentarzy, czy publikacji. Staramy się śledzić to, co dobre, by nie demotywować się przed drugim półfinałem, podczas którego Polska będzie miała okazję zaprezentować się na eurowizyjnej scenie.

MW: Masz już swoje doświadczenia eurowizyjne i pewnie znasz niejedną eurowizyjną piosenkę, więc chciałbym spytać, które tegoroczne piosenki Tobie najbardziej przypadły do gustu i wśród których upatrujesz zwycięzcę?
AS: Bardzo dobrze, że zadajesz mi to pytanie. Nie wiem, czy pamiętasz naszą poprzednią rozmowę, która miała miejsce parę miesięcy temu? Rozmawialiśmy wtedy o szlagierach eurowizyjnych i wówczas poprosiłeś mnie o zaśpiewanie jednego z nich. Pytałeś mnie także o to, który przebój wyjątkowo zapadł mi w pamięci. Pamiętasz co Ci odpowiedziałem?

MW: Chyba „Fuego”. Piosenka, która reprezentowała Cypr w 2018 roku.
AS: Dokładnie tak. Nie wiem, co jest grane, ponieważ nigdy nie byłem na Cyprze. Chyba muszę się tam wybrać. Może darzę jakąś wielką sympatią ten kraj albo podświadomie myślę o podróży w te rejony. Otóż znowu bardzo podoba mi się Cypr. I to jest moje zdanie. Nie sugeruję się żadnymi notowaniami. Miałeś już okazję przesłuchać piosenkę „El Diablo”?

MW:  Tak. Słuchałem wszystkie tegoroczne piosenki i widziałem fragmenty prób. Mam takie wrażenie, że Cypr od kilku lat wysyła cały czas tę samą piosenkę... [śmiech]
AS: Też mam takie wrażenie i być może dlatego tak bardzo mi się ten utwór podoba. Chociaż „El Diablo” nie jest podobny do piosenki „Fuego”, którą śpiewała Eleni Fureira. Natomiast jestem bardzo ciekawy i chciałbym się Ciebie zapytać, czy ty dopatrujesz się pewnego podobieństwa cypryjskiej piosenki do jednego bardzo znanego utworu?

MW: Pewnie do jednej z piosenek Lady Gagi.
AS: Gdy jeszcze raz przesłuchasz ten numer, zwróć uwagę na pewne podobieństwa do piosenki Rity Ory Anywhere”. Jest bardzo zbliżony, a ja akurat bardzo lubiłem tamtą piosenkę. Teraz gdy usłyszałem "El Diablo", to dla mnie jest takie Anywhere” na bis. Może dlatego moja podświadomość mówi: „bierz tę piosenkę!” Poza tym ja naprawdę bardzo lubię „The Ride”. Bardzo wierzę w Rafała i mu kibicuję, ale uważam też, że sama piosenka naprawdę może zaznaczyć swoją obecność na europejskiej arenie.


MW: Nie tylko Rafał ma przed sobą teraz duże zadanie, ponieważ Ty w tym roku skomentujesz Eurowizję dla polskich widzów wraz z Markiem Sierockim. Czy to jest dla Ciebie ciężkie zadanie po tylu latach, gdy w tej roli był Artur Orzech? Czy to jest dla Ciebie nagroda, czy raczej twardy orzech do zgryzienia?
AS: Piękna gra słów! Powiem szczerze, że jest to dla mnie trudne zadanie, ponieważ każdy od razu przywołuje nazwisko Artura Orzecha. Zaznaczam, że bardzo lubię Artura Orzecha, szanuję jego warsztat i pracę. Chciałbym jednak podkreślić, że ja nie jestem Arturem Orzechem i nigdy nie będę. Artur Orzech był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. A właściwie jest, ponieważ to, że nie komentuje tegorocznej Eurowizji, nie oznacza że nie będzie aktywny zawodowo na innych płaszczyznach. Ja podkreślam, że nazywam się Aleksander Sikora, a nie Artur Orzech. Nie będę nawet próbował „wejść w jego buty”. Oczywiście jest to ogromne zadanie, ponieważ on zawsze kojarzył mi się z Eurowizją. Natomiast jeśli powierzono mi to zadanie, to je przyjąłem i jest to dla mnie ogromna nobilitacja. Tym bardziej jest to dla mnie wyzwanie i wielki zaszczyt, że mogę to zrobić w towarzystwie Marka Sierockiego. Marek Sierocki jest dla mnie autorytetem i wzorcem do naśladowania. I prywatnie, i zawodowo po prostu go uwielbiam. Mieliśmy parokrotnie przyjemność spotkać się przed moim wylotem do Rotterdamu. Wstępnie planowaliśmy pogadać w temacie Eurowizji, żeby chociażby podzielić się rolami, ale nasze rozmowy zawsze schodziły na inne tory. Marek jest genialnym człowiekiem i czuję się wspaniale, że robię to razem z nim. On daje mi także takie poczucie bezpieczeństwa, bo nie ukrywam, że jest to dla mnie nowa rola. Nie chcę też sobie podcinać skrzydeł, obawiając się, że coś mogłoby mi pójść nie tak. Najpierw spróbuję swoich sił, a później wystawię sobie recenzję. A uwierz mi, że jestem najbardziej szczerym i surowym recenzentem wobec pracy, którą wykonuję.

MW: A jak się przygotowujesz do tego zadania? Czy Ty masz już przygotowany jakiś scenariusz? Notujesz sobie jakieś ciekawostki o każdym uczestniku? Masz gotowe żarty, czy stawiasz na pełen spontan?
AS: Na pewno nie spontan. Chciałbym, żeby to brzmiało spontanicznie, natomiast spontaniczność nie ma miejsca w przypadku gdy będę łączył się z Markiem Sierockim w Warszawie, podczas gdy ja będę w Rotterdamie. Musimy być przygotowani na wszelkie problemy techniczne, które mogą się wydarzyć. Nie chodzi o to, że rozpiszemy sobie wszystkie teksty, ale muszę być bardzo dobrze przygotowany. Muszę mieć pełną wiedzę na temat tego konkursu. Oczywiście mam duże ułatwienie ze strony organizatorów. Nie jest tajemnicą, że oni na kilka dni przed półfinałami wysyłają nam gotowy scenariusz. Nie powinienem być specjalnie zaskoczony tym, co będzie dziać się na scenie. Natomiast muszę mieć jakąś bazę, dlatego czytam o wszystkich artystach, wertuję wszystkie zasady dotyczące Eurowizji. Dowiaduję się szczegółowo jak przebiega głosowanie i jak polscy widzowie będą mogli głosować. Prawdą jest też, że spontaniczność jest świetna, ale w telewizji sprawdza się tylko ta kontrolowana. Ci, którzy znają zasady działania telewizji, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Muszę się więc przygotować merytorycznie. Co do żartów, to ich nie planuję wcześniej. Uważam, że żarty napisane wcześniej nie zawsze się sprawdzają. Nie zamierzam też być w tej roli ironiczny. Nie jestem takim człowiekiem prywatnie, więc nie będę udawać kogoś, kim nie jestem. Miałem też przyjemność spotkać się z kilkoma zaufanymi osobami, które od lat śledzą Eurowizję i się nią ekscytują. Mój serdeczny kolega, przed moim wylotem do Rotterdamu, powiedział mi: „zastanawiałem się jakie rady Ci dać, ale stwierdziłem, że dam Ci tylko jedną – bądź sobą. Będziesz wtedy najbardziej wiarygodny i najbardziej zyskasz”. I ja właśnie taki będę. Oczywiście nie zadowolę każdego, ale chciałbym być w zgodzie ze sobą po wyjściu z budki komentatorskiej.

MW: Uważasz, że Polska w przyszłym roku powinna także wybrać wewnętrznie swojego reprezentanta, czy jednak Krajowe Eliminacje są lepszym pomysłem? O to od wielu lat toczy się spór.
AS: Tak naprawdę nie mam swojego zdania jeśli chodzi o to, jak ten wybór powinien wyglądać. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten konkurs nie jest tylko pojedynkiem państw. To jest konkurs nadawców telewizyjnych. To czy będzie to wybór telewidzów w danym kraju, czy też wewnętrzna decyzja nadawcy, to już naprawdę nie jest moja rola i nie chciałbym być tu recenzentem. Tę decyzję pozostawiam swojej stacji matce – Telewizji Polskiej.

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak - dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, fan Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji