Aktualności
Muzyka
Wywiad

Nie robię muzyki dla krytyków, tylko dla siebie i moich słuchaczy!


Wywiad z Krzysztofem Zalewskim przy okazji premiery albumu „Zabawa”

Marcin Wolniak: Na Twoim najnowszym albumie „Zabawa” słyszymy, że koniec jest blisko, a Ty jednak zapraszasz do tańca. To taki taniec na koniec świata, taniec na zgliszczach. Jak ta płyta powstawała i kiedy wpadłeś na pomysł, żeby dużo było na niej elektroniki i żeby oprzeć ją na beatach?

Krzysztof Zalewski: Czy ja wiem, czy tam jest dużo elektroniki? Dla mnie to jest rockowa płyta. Użycie syntezatorów w muzyce rockowej jest powszechne od 70-tych lat i nawet pospolite bym powiedział. Nie opowiadałbym tu, że to jest jakaś disco płyta. Natomiast faktycznie jest trochę więcej syntezatorów. Może dlatego, że kilka gitar już posiadam, a ostatnio w zespole obkupiliśmy się w syntezatory. Zawsze nowy instrument inspiruje do tego, żeby szukać nowych dźwięków i nowych pomysłów. Pewnie dlatego syntezatorów jest więcej, niż na poprzednich płytach. A skąd koniec świata? No cóż, z informacji, które dochodzą do nas z zewnątrz.

MW: Czy Ty ten album tworzyłeś w trakcie pandemii? Wiem, że teksty powstawały trochę wcześniej, a przecież są tak bardzo teraz aktualne. Właściwie to można je z łatwością dopasować do obecnego czasu. 

KZ: Tak, można. Faktycznie pisałem je, zanim koronawirus rozprzestrzenił się na cały świat i zanim wszyscy wpadliśmy w spiralę strachu. Natomiast naukowcy czy ekolodzy od wielu lat grzmią, że czas Ziemi, takiej, jaką znamy, dobiega powoli końca. Jeżeli nie zrobimy czegoś szybko, to być może czeka nas katastrofa klimatyczna. Stąd jakaś taka podświadoma myśl o zbliżającej się katastrofie, która wychodziła na powierzchnię, gdy pisałem teksty. 

MW: W piosence „Na apatię” śpiewasz takie słowa: „na apatię zim, na nerwicę lat, na niepokój wielkich miast, na zbyt gęsty mrok, na za krótkie sny znalazłem broń”. Jaką broń znalazłeś? Jest jakiś złoty środek na bolączki współczesnego świata?

KZ: To jest taka ironiczna piosenka. Tekst ewidentnie jest trawestacją utworu „Piosenka jest dobra na wszystko” z Kabaretu Starszych Panów. Często łapiemy się na takie proste rozwiązania. Zamiast dostrzec skomplikowaność i złożoność świata, wiele odcieni szarości, wolimy wierzyć w jakieś łatwe rozwiązania. To się wiąże z tym, że niektórzy wierzą w spiskowe teorie dziejów. Dla mnie ewidentnie rzeczą, która trzyma mnie przy życiu i poprawia humor, jest muzyka. Ten numer kończy się jednak trochę niepokojąco, bo okazuje się, że nie tyle „znalazłem broń”, ile „kupiłem broń”. Przeczytałem gdzieś takiego newsa, że w momencie, kiedy wybuchł Covid-19, na świecie z półek znikał papier toaletowy, a w Stanach Zjednoczonych zniknęły wszystkie pistolety i karabiny ze sklepów. Ja ten tekst pisałem wcześniej, więc nie wiem skąd mi się to wzięło. Pojawiła mi się w głowie taka myśl, że na potencjalne zagrożenie jakąś wielką katastrofą można kupić broń i schować ją pod poduszkę. I już się czujemy bezpieczniej. Wydało mi się to zarazem śmieszne i tragiczne. To zainspirowało mnie do napisania tego numeru. 

MW: W piosence „Zabawa” natomiast śpiewasz o tym, że „życie to nie zabawa, tylko zawody”. Czy Ty się często ścigasz? Na przykład rywalizujesz z kolegami z branży o kolejne Złote i Platynowe płyty, czy o Fryderyki? A może sam ze sobą się ścigasz?

KZ: Ja zawsze się ścigam sam ze sobą. Pozwalam w tym numerze słuchaczom zajrzeć do mojej głowy. Pozwalam im zobaczyć, co tam się dzieje. Czasami zdarza mi się mieć taki spokój ducha w sobie. Bywam wyważony i po prostu normalny. Nie muszę się wtedy ścigać z całym światem i mogę na metę przybiec drugi. Czasami jednak ten demon ambicji bierze górę i każe mi stawiać sobie niewykonalne, wygórowane cele i ścigać się cały czas ze sobą. Nawet największą frajdę potrafię zamienić w rywalizację. To jest bardzo autobiograficzny numer. 

MW: Chciałbym wrócić do drugiego singla promującego album „Zabawa”. Do piosenki „Annuszka”. Powstał bardzo ciekawy teledysk. Wyreżyserowała go Monika Brodka. To bardzo filmowy obraz, dużo w nim popkulturowych odniesień. Skąd pomysł na współpracę między Wami przy tym clipie? 

KZ: Clip faktycznie wyreżyserowała Brodka i Przemek Dzienis. Robili to w duecie. Ja od paru lat, gdy spotykałem Monikę przy różnych okazjach, wierciłem jej dziurę w brzuchu, że może zrobiłaby mi clip. Jestem pod wrażeniem jej umiejętności reżyserskich. Ona wyreżyserowała wcześniej 2 teledyski na swój album „Clashes”. Poza tym grałem z nią przez parę lat, więc wiem, że ma niesamowicie wrażliwy zmysł wizualny i chciałem to wykorzystać. W końcu udało się znaleźć czas i spotkaliśmy się. Monice spodobała się piosenka i znalazła na nią pomysł. Ewidentnie są tam odniesienia popkulturowe, głównie do Davida Lyncha, co robi dobrą robotę w połączeniu z takim niepokojącym tekstem: „co byś zrobił, gdyby zostało Ci 5 minut życia?”. 

MW: Czy któraś piosenka z tego albumu jest Ci szczególnie bliska i masz pewność, że będzie jednym z singli? Przesłuchałem ten album wielokrotnie i mam jedną faworytkę – „Wszystko będzie dobrze”. W takich pop-rockowych balladach jesteś absolutnym mistrzem.

KZ: Dziękuję bardzo. „Wszystko będzie dobrze” też będzie singlem. Planujemy jeszcze parę singli z tej płyty, a ta piosenka jest następna w kolejce. No cóż, czasami dobrze jest sięgnąć po klasyków i zmieszać trochę wrażliwości Freddiego Mercury’ego, Eltona Johna i Michaela Kiwanuki. Potem, przepuszczając to przez moją wrażliwość, wychodzi właśnie coś takiego jak „Wszystko będzie dobrze”. 

MW: W piosence „Dystans” natomiast śpiewasz, że nabierzesz w końcu trochę dystansu. Czy łatwo mieć dystans do swojej własnej twórczości? Jak Ty reagujesz na krytykę? Sam zawiesiłeś poprzeczkę bardzo wysoko poprzednimi albumami. Przeczytałem ostatnio w recenzji Newsweeka:  „w każdym utworze z tej płyty jest coś, co nie pasuje do całości. Problemem są banalne teksty i ckliwe refreny. Właściwie to Zalewski nie wie, czego chce i wciąż szuka własnego stylu”. Jak Ty się odnosisz do takich słów?

KZ: Przykro jest czytać takie słowa, ale z drugiej strony najlepszą recenzją dla mnie jest reakcja moich słuchaczy. Jeżeli okazuje się, że mimo Covid-19 nadal kupują bilety na moje koncerty i mogę im przynieść trochę radości, to jest dla mnie ważniejsze niż pełna chwalby recenzja jakiegoś krytyka. Oczywiście każdy ma prawo do swojej opinii. Na pewno nie jest to przyjemne czytać o „swoim dziecku”, że jest brzydkie. Natomiast ja nie robię muzyki dla krytyków, tylko robię ją dla siebie i dla moich słuchaczy. Jestem zadowolony z tej płyty, a feedback, który mam od swoich słuchaczy, jest bardzo pozytywny. To jest dużo bardziej wartościowe, niż to żeby dopieścić wszystkich krytyków. 

MW: W utworze „Ojcowie” śpiewasz, że przyszedłeś na świat w kryzysie świata mężczyzn. „Ojcowie jak dzieci albo ojców brak”.  Aż tak słabo jest teraz z mężczyznami? Wiem, że sam też jesteś już ojcem. Czy zmieniło Cię ojcostwo i czy miało wpływ na Twoją muzykę?

KZ: Na pewno miało wpływ. Gdyby nie to, że zostałem ojcem, nie napisałbym właśnie piosenki „Ojcowie”, czy piosenki dla mojego syna – „Grzeczny bądź”. Czy z facetami jest źle na świecie? Może nie jest źle, ale to jest moja obserwacja, z mojego środowiska. Szczególnie w środowisku muzycznym, artystycznym, wielu moich rówieśników pochodzi z niepełnych rodzin. Gdzieś ci ojcowie się zapodziali, wyszli po gazetę i nie wrócili. Trochę rozliczam się też z faktem, że ja się nie wychowywałem z ojcem. Poznałem go jak miałem 13 lat. Teraz mamy świetny kontakt, ale nie zawsze tak było. To jest takie rozliczenie z przeszłością. Rozliczenie z moim pokoleniem, które wychowywało się, w dużej mierze, bez ojców. A także trochę zaklinanie rzeczywistości, że może ja będę obecnym ojcem w życiu mojego syna.

MW: Po przetasowaniach politycznych w radiowej Trójce, napisałeś publicznie, że nie życzysz sobie, żeby Twoje piosenki były tam grane. Czy uważasz, że artyści powinni w obecnej sytuacji politycznej bojkotować media publiczne? Dlatego nie było Cię też na tegorocznym festiwalu w Opolu? 

KZ: Wtedy to był bardzo emocjonalny okres. Przykro mi, że moje ulubione radio, na którym się wychowywałem, zostało przez władzę zniszczone. Zaledwie w ciągu kilku miesięcy. Od paru lat były tam coraz większe naciski polityczne. Serwisów informacyjnych nie dało się już słuchać, ale cały czas dziennikarze muzyczni trzymali wysoki poziom. Nagle okazało się, że w skandaliczny sposób władza pozbyła się Marka Niedźwieckiego. Potem zaczęli odchodzić stamtąd znakomici dziennikarze muzyczni. W tej chwili już z tej Trójki niewiele zostało. Dzisiaj myślę sobie, z perspektywy czasu, że jeżeli mają ochotę grać moje numery, to niech sobie grają. Ja też mam ochotę dotrzeć do jak największej liczby słuchaczy. Natomiast na wywiady do Trójki nie chodzę. Tak samo myślę sobie o Telewizji Publicznej. Na Opolu nie grałem, bo też nikt mnie nie zaprosił, ale gdyby mnie zaprosili, to na pewno bym odmówił. Wydaje mi się, że to jest niebezpieczne, żeby tam się pokazywać. Potem mogą wykorzystać Twój udział w jakiś swoich politycznych celach albo też wyciągnąć jakąś wypowiedź z kontekstu i przedstawić ją w zupełnie innym świetle. To już się zdarzało. Media publiczne nie są już publiczne, tylko są tubą propagandową władzy. Dlatego bezpieczniej się tam nie pokazywać. 

MW: Ostatnio kilkukrotnie pokazałeś swoje wsparcie dla środowiska LGBT, podczas takiej politycznej nagonki na to środowisko. Czy uważasz, że takie wsparcie wciąż jest potrzebne i że trzeba głośno mówić o dyskryminowaniu?

KZ: Myślę, że nawet jest konieczne. Myślę, że dochodzimy do ściany. Rząd znalazł sobie w społeczności LGBT jakiegoś kozła ofiarnego, którym wcześniej byli uchodźcy. Uchodźcy, których w Polsce w ogóle nie widać. Może dlatego, że społeczność LGBT jest bardziej widoczna. Może dlatego, że są w dużej mniejszości, łatwiej zrobić z nich cel. Rządzący cynicznie używają strachu ludzi, żeby odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów ekonomicznych, które za chwilę nas czekają w związku z pandemią i w związku z nierozsądną polityką redystrybucji dóbr. Te cyniczne działania mogą skutkować tragediami. Mogą skutkować wzrostem nienawiści wobec osób LGBT, a także tym, że młodzi ludzie, którzy dopiero odkrywają swoją seksualność, mogą nie wytrzymać presji i targnąć się na swoje życie. W głowie mi się nie mieści, że w 2020 roku słyszymy z ust rządzących słowa, że LGBT to nie ludzie, tylko ideologia. W dodatku jeszcze, jako wisienkę na torcie, skrajnego homofoba i człowieka pełnego pogardy, mianuje się ministrem edukacji. To mi się nie mieści w głowie. Trzeba o tym mówić, trzeba pokazywać solidarność z ludźmi LGBT. Trzeba przypominać im o tym, że połowa Polaków nie podziela poglądów obecnej władzy i nie chce takiego języka. Myślę, że takich ludzi w Polsce jest dużo więcej. Nawet jeżeli ktoś popiera władzę ze względu na świadczenia socjalne, to wciąż jest zaledwie margines ludzi, którzy naprawdę są homofobami. Nie wyobrażam sobie, jak ciężko musi się teraz żyć ludziom LGBT w Polsce. Jedyne co mogę zrobić, to wychodzić z flagą na każdym koncercie i mówić o tym, że ja tak nie myślę, wyrażam solidarność z nimi, a miłość to miłość, po prostu. 

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak – dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji. 

Reklama
245 views