Aktualności
Zdrowie

Oddech w połączeniu z ekspozycją na zimno i medytacją, czyli metoda Wima Hofa w praktyce


Wielu z nas ma ciarki na całym ciele na myśl o wyjściu w środku zimy na dwór bez kurtki. Jednak są również tacy, którzy w zimie czują się na dworze jak latem i nie potrzebują nawet koszulki. Co ich rozgrzewa? Jak to działa? Po odpowiedzi na nurtujące nas pytania udaliśmy się do Grzegorza Ożóga – opolskiego Icemana.

Bartosz Wojtkowski: Dlaczego akurat metoda Wima Hofa?

Grzegorz Ożóg: Na szkoleniu biegowym u Pana Jagody kupiłem książkę „Co nas nie zabije”. Zacząłem czytać, w międzyczasie oglądałem filmiki Wima z jego wyczynami. Skończyłem książkę i zacząłem praktykować metodę oddychania, chciałem sprawdzić, czy to na pewno działa. Już po pierwszym razie wiedziałem, że to jest to, co chcę robić codziennie.

B.W.: Jak wyglądały początki tej wspaniałej przygody?

G.O.: Styczność z zimnem miałem dużo wcześniej, bo już od kilku lat morsowałem. O Wimie rozmawiałem ze znajomymi i wiedzieli, że praktykuję tę metodę. Chciałem zorganizować szkolenie w Opolu w klubie crossfitowym Box88, tam gdzie trenuję, ale w międzyczasie coach Mati poinformował mnie, że jest jedna taka Ola w naszym klubie, która też chciałaby pogłębić tajniki metody Wima Hofa. No to do dzieła, znalazłem instruktora Michała Srokę, Ola zadzwoniła, zorganizowała nam indywidualne szkolenie w Zakopanem. Pojechaliśmy i te dni były dopełnieniem mojej pasji. Poznanie nowych metod oddychania, rozgrzewanie organizmu oddechem, bieganie w szortach po górach, medytacja i joga, wszystko dla ducha i ciała. Wtedy już byłem pewien na 100%, że to jest to.

B.W.: Ile lat zagłębia się Pan w tajniki wcześniej wspomnianej techniki oddychania?

G.O.: Metodę Wima Hofa praktykuję od trzech lat w różnych sytuacjach, codziennie z rana wykonuję 4 rundy oddechowe, które pobudzają jak mocne espresso, dają kopa i czystą głowę. Gdy wracam z pracy zmęczony, a trzeba iść na trening, to potrzebuję 10 min, żeby być gotowy i działać dalej.

B.W.: Może ma Pan jakieś ciekawe, śmieszne, czy budzące dreszcze na skórze historie związane z praktykowaniem metody Wima Hofa?

G.O.: Tak, jest taka jedna sytuacja. Pewnego razu wraz z żoną i grupą znajomych pojechaliśmy do Poznania na bieg Niepodległości 11 listopada. Jak to zwykle bywa, w listopadzie temperatura oscylowała w okolicach zera. Mieliśmy stosunkowo blisko z hotelu do sektora, z którego startowaliśmy, więc umówiliśmy się o 10 w recepcji, skąd mieliśmy ruszać. Wszyscy poubierani w termo aktywne ubrania, długie rękawy, a ja oczywiście tylko spodenki na sobie. Gdy wychodziłem z hotelu, zobaczyła mnie przechodząca obok kobieta. Była na tyle zaskoczona, że potknęła się i rozwaliła sobie łuk brwiowy… i taka to przykra przygoda.

B.W.: Jak to wygląda na szerszą skalę? Czy drogą Icemana podąża rzesza ludzi, tworząc stowarzyszenia i kluby? A może to zazwyczaj wolni strzelcy?

G.O.: To chyba pytanie nie do mnie tylko do Icemana. Ja robię to, co sprawia mi przyjemność. Zarażam pasją moją rodzinę, przyjaciół, znajomych i obce osoby, wszystkich, których spotkam na swojej drodze.

B.W.: Mógłby się Pan podzielić swoimi sukcesami i osiągnięciami związanymi z Pańską pasją?

G.O.: Moją pasją jest aktywność w każdym wydaniu. Lubię próbować nowych rzeczy. Sukcesem dla mnie jest wygrywanie ze sobą, przekraczanie swoje granicy, wyjście ze strefy komfortu.
Po rozpoczęciu trenowania crossfitu startowałem w zawodach bez żadnych sukcesów, ale nie to było najważniejsze. Kluczowy był fakt, że udało mi się dać z siebie wszystko na tyle, na ile byłem przygotowany. Zawsze daję z siebie 120%. Jak już miałem lepszą formę, zacząłem zapisywać się na zawody biegowe. Najpierw były to biegi po płaskim, na różne dystanse (5 km, 10 km, kilka półmaratonów), w końcu kolega namówił mnie na biegi górskie. Łącznie było ich kilkanaście, z czego najdłuższy to Bieg Rzeźnika na 80 km w Bieszczadach. Po drodze jeszcze triathlon, biegi OCR, a w 2019 zdobyłem statuetkę Weterana w Runmageddonie.
Jestem założycielem stowarzyszenia „Czarny skład”, gdzie prowadzę zajęcia bazujące na odważnikach typu kettlebell oraz treningu funkcjonalnym. W okresie zimowym wielką moją pasją jest adaptacja na zimno, chodzenie po górach w szortach, morsowanie w różnych miejscach, zdobywanie nowych gór w warunkach zimowych.

B.W.: Jakie rady powinien usłyszeć człowiek, który chce zostać Icemanem?
G.O.: Nie mogę powiedzieć, jak zostać Icemanem, ale wszystko róbcie powoli, stopniowo. Słuchajcie swojego ciała. To, że ktoś wszedł na Śnieżkę w szortach, nie oznacza, że Ty nie dasz rady. Jednak rób to z głową. Najpierw porządnie się przygotuj. Daj sobie czas na adaptację, wyrobienie kondycji, oczyszczenie głowy. Zacznij od krótkich medytacji i nie poddawaj się. Bądź przygotowany na gorsze warunki niż mają być, miej też świadomość powiedzenia „Stop. Zawracam. Jeszcze tu wrócę”.

B.W.: Dziękuję bardzo za wciągającą rozmowę. Życzę dużo sukcesów związanych z Pańską pasją.
G.O.: Dziękuję bardzo!

Kim jest Wim Hof?

Wim Hof. Urodzony w 1959 roku, z pochodzenia Holender. Znany jako „Iceman” („Człowiek lodu”). To ekstremalny sportowiec, posiadający niezwykłe umiejętności. Na swoim koncie ma ustanowienie wielu rekordów Guinnessa, m.in. w najdłuższej kąpieli w lodzie. W lutym 2009 Hof wspiął się w ciągu dwóch dni na szczyt Kilimandżaro, ubrany jedynie w szorty i buty. Przez dziesięciolecia samodzielnej eksploracji i przełomowych badań naukowych Wim stworzył prosty i skuteczny sposób stymulowania, głębokich procesów fizjologicznych i wykorzystania ich pełnego potencjału. Opracował własną metodę, która opiera się na trzech podstawowych filarach – oddechu, zaangażowaniu i wyjściu poza własną strefę komfortu oraz terapii związanej z zimnem.
(źródło: osmpower.pl)

Odwiedź stronę Stowarzyszenia „Czarny skład” na FB

Reklama
624 views