112
Aktualności

Pijany mężczyzna zaatakował ratowników medycznych i próbował zdemolować karetkę


Choć trudno w to uwierzyć, ratownicy medyczni są coraz częściej obiektami ataków słownych i niestety także fizycznych. Jak sami mówią, nie mogą i nie chcą do tego przywyknąć, bo wykonują na co dzień ciężką i bardzo ważną pracę, ratując wielu ludziom zdrowie i życie. Ostatnia napaść wydarzyła się w Brzegu, w środku dnia, a atakującym okazał się pijany mężczyzna.

Jest poniedziałek (16 sierpnia). Na ulicy leży upity do nieprzytomności mężczyzna. Dyspozytor wysyła karetkę. Po przybyciu zespół ratowniczy przenosi mężczyznę do karetki, żeby wykonać niezbędne badania i testy mające ustalić przyczyny jego stanu. W pewnym momencie zrywa się on z noszy, uderza ratownika i zaczyna demolować karetkę. Ponieważ medykom udało się opanować sytuację, postanawiają odstawić go nie do szpitala, a na komendę policji, żeby przekazać go patrolowi i zgłosić napaść.

Po przyjechaniu pod komendę policji mężczyzna odzyskuje energię i ponawia atak na zespół ratunkowy. Zaczyna ich także obrzucać obelgami i grozić. Ponieważ nie pojawił się patrol, ratownicy zmuszeni są samodzielnie obezwładnić awanturnika. Dopiero po tym pojawiają się funkcjonariusze, którzy zabierają pijanego mężczyznę.

Nie pozwolę, żeby moi podwładni byli obrażani, zastraszani czy też bici. To jest niedopuszczalne. O tym trzeba mówić, pisać i piętnować to zjawisko. Zwłaszcza że ciągle nabiera na sile, a sprawcy takich napaści czują się kompletnie bezkarni. Trudno się zresztą dziwić, skoro wymiar sprawiedliwości traktuje takie występki bardzo łagodnie, a sama policja próbuje zniechęcać nas do zgłaszania tego typu sytuacji — powiedział nam Mariusz Baran, kierownik Ratownictwa Medycznego BCM.

Skontaktowałem się z Komendą Powiatową Policji, żeby dowiedzieć się czegoś o zatrzymanym, pijanym mężczyźnie.

65-letni mężczyzna, który miał być wulgarny i agresywny wobec medyków został zatrzymany do wytrzeźwienia. Kolejnym naszym krokiem jest przyjęcie zawiadomienia od załogi pogotowia ratunkowego o znieważeniu i naruszeniu nietykalności funkcjonariuszy publicznych — powiedziała nam asp. Patrycja Kaszuba, oficer prasowy z Komendy Powiatowej Policji w Brzegu.

Policjanci mogli przystąpić do wykonywania czynności dopiero na drugi dzień po wydarzeniu, gdy zatrzymany wytrzeźwiał.

O problemie wezwań karetki do pijanych osób pisaliśmy już kilka razy. Jednak ludzie dość nonszalancko podchodzą do tego tematu. Wystarczy podejść do leżącej osoby i sprawdzić. Alkohol jest najczęściej wyczuwalny z dużej odległości. W przypadku gdy nie widzimy obrażeń, wyraźnie czuć alkohol, a osoba ta próbuje coś mówić, to w pierwszej kolejności trzeba powiadomić policję.

Sytuacja wyjazdów do nietrzeźwych nie jest niczym nowym. Już rok temu Mariusz Baran opowiadał mi, że w Brzegu jest mężczyzna będący „stałym klientem”. Niemalże codziennie wzywana jest do niego karetka i to czasami 2-3 razy.

Ludzie dzwonią, a my nie możemy odmówić wyjazdu. Trzeba sprawdzić. Często przy takich akcjach trzeba zaczekać na przyjazd patrolu policji, a na niego czeka się nawet kilkadziesiąt minut. Karetka jest wtedy zablokowana. W tym czasie mogą wydarzyć się poważne sytuacje, ale nie mamy czym reagować. Wtedy wyjeżdża straż albo wzywany jest śmigłowiec. – relacjonuje Mariusz Baran.

Jak podkreśla szef Ratownictwa Medycznego BCM, wyjazd do nietrzeźwej osoby to kilkadziesiąt minut, w których trakcie karetka jest zajęta i nie ma możliwości ruszyć do wypadków, poważnych urazów, czy nagłych zdarzeń. Ludzie denerwują się wtedy, że pomoc przybywa zbyt późno. Stąd apel o rozsądek i szacunek dla pracy ratowników.