Aktualności
Kultura

Podróż w czasie do kina w Lipowej


Od 1 do 3 czerwca w kinie w Lipowej można było obejrzeć film pt. „Szatan z siódmej klasy”. Na ten seans niestety nieco się spóźniliśmy. Konkretnie o trzy dni i pięćdziesiąt dziewięć lat. Bo żeby udać się na tę projekcję, musielibyśmy cofnąć się w czasie do roku 1962. 

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych na terenie całego kraju obok kin miejskich funkcjonowały wiejskie kina: stałe, półstałe i ruchome. Pieczę nad nimi sprawował Wojewódzki Zarząd Kin, który w naszym przypadku miał siedzibę w Opolu. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w Lipowej Śląskiej funkcjonowało Wiejskie Kino Stałe (WKS).

Przeglądając domowe archiwum, natrafiłem przypadkiem na teczkę: „Kino w Lipowej”. To pamiątka po moim ojcu, który przez kilka lat był operatorem WKS w tej miejscowości. Sprawozdania, okólniki, analizy, protokoły i wreszcie wisienka na torcie, terminarze wyświetlanych filmów. Zdziwiła mnie stosunkowo duża liczba produkcji zagranicznych i nie mam tu na myśli filmów radzieckich, czy z innych demoludów, chodziło mi raczej o te zza żelaznej kurtyny. 

Jak wynika z analizy terminarzy filmowych, w okresie od 7 grudnia 1957 roku do 7 czerwca 1962 roku wyświetlono 41 filmów francuskich, 37 radzieckich, 26 polskich, 15 włoskich, 12 produkcji RFN, 11 czeskich i 10 angielskich. Były również filmy z innych krajów całego świata, jednak to pojedyncze przypadki. Liczba terminarzy jest wprawdzie niekompletna (brak kilku terminarzy z 1961 roku), daje jednak pewien pogląd.

Poszedłem tropem domowego archiwum. W lipowej spotkałem Pana Władysława Górnego, który tak wspomina: Kino w Lipowej istniało, odkąd pamiętam. Pamiętam też trzech Panów, którzy pracowali tam jako operatorzy: Michał Stala, Czesław Warowy i Julian Pasieczny. W niedzielę wyświetlano poranki dla dzieci, na które chętnie chodziłem od około piątego roku życia.  Po południu (o godz. 18.00) był seans dla dorosłych, tam już dzieci nie wpuszczano, ale czasami udało nam się podglądać przez uchyloną zasłonę. Kino cieszyło się bardzo dużym powodzeniem. Szczególnie lubiliśmy westerny. Każdy chciał zobaczyć dziki zachód. Jak wyświetlano „Winnetou“, to całą młodzież można było spotkać na seansie. Wtedy była epoka wielkich produkcji. Pamiętam do dziś takie filmy jak: „Kleopatra”, „Ben Hur”, „Spartakus”, „Przybycie Tytanów”, „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi”. To były filmy fantastyczne i fantastycznie się je oglądało. Czasem zdarzało się, że było bardzo dużo chętnych i brakowało miejsc na sali. Organizowano wtedy dodatkowy seans. 

Kino to było nasze okno na świat, pozwalało nam zobaczyć kawałek innej rzeczywistości, doświadczyć czegoś, czego nie mogliśmy zobaczyć w naszym prostym życiu. W tamtych czasach domów nie zamykaliśmy na klucz, bo byliśmy bogaci jedynie w dzieci i inwentarz, nie było czego ukraść. Nasze życie było przaśne, ale potrafiliśmy się nim bardziej cieszyć. Świetlica to było centrum kulturalne wsi, tu zawsze coś się działo. Miała zwykłe dziurawe deski na podłodze, ale działo się w niej więcej niż obecnie. Często organizowane były zabawy taneczne. Przygotowywali je strażacy, piłkarze, a nawet koło gospodyń wiejskich. Nikt się nie bał, że porysuje parkiet i nawet jeżeli zdarzały się sprzeczki, czy bójki, to za dwa tygodnie wszyscy godzili się na następnej zabawie i razem się bawili. Interwencja milicji nie była nigdy potrzebna. Świetlica rzeczywiście wtedy żyła. Były występy artystyczne, bardzo dużo młodzieży grało na różnych instrumentach, mieliśmy własny zespół muzyczny. Przez pewien czas funkcjonował nawet w Przylesiu kabaret, o czym już dziś nikt nie pamięta. W świetlicy potrafiliśmy przesiadywać do późnych godzin nocnych, grając w ping-ponga i robiąc różne ciekawe rzeczy, jakie tylko młodzież mogła wymyślić.

Jak wynika z analizy dokumentacji, do Lipowej filmy trafiały z WKS Młodoszowice, a po wykorzystaniu wysyłano je do WKS w Przylesiu Dolnym. Przylesie jest oddalone od Lipowej ok. 2 km i obie wioski miały własne kina. Skoro przy tak nieznacznej odległości między miejscowościami było zapotrzebowanie na kino, to musiało się ono cieszyć bardzo dużym powodzeniem. 

W dzieciństwie często uczestniczyłam w seansach – mówi Krystyna Lipa vel Stala – mój ojciec był pracownikiem kina, sprzedawał bilety, operatorem był Szczotka. Do kina przychodziło bardzo dużo ludzi. Sala była zawsze pełna, zwłaszcza jak wyświetlano nowy film.

Skąd taka duża popularność kina i świetlicy wiejskiej? Po prostu na wsiach żyło wtedy więcej ludzi. Ponadto nie było platform filmowych, gier komputerowych, czy popularnych obecnie multikin, a i możliwości przemieszczania się były znacznie mniejsze. Do tego w telewizji był tylko jeden program. Nic więc dziwnego, że świetlica (w tym również kino) skupiała wokół siebie mieszkańców.  Lipowa nie jest tu chyba wyjątkiem.

 Font, Poster, Advertising, Electric blue

Okres świetności świetlic przypadał na lata 50.i 60. – mówi obecny sołtys wsi Grzegorz Kuśmierczyk. Życie kulturalne był na o wiele wyższym poziomie niż obecnie. Byłem jeszcze dzieckiem, ale doskonale pamiętam, jak wokół świetlicy skupiało się życie mieszkańców wsi. W okresie mojej młodości świetlica zaczęła podupadać, nic się w niej nie działo. 

Sam budynek, w którym się mieściła, wyglądał kiedyś inaczej: wysokie gotyckie okna, scena była drewniana z wejściem po obu stronach. Na scenie operator rozkładał ekran na czas seansu, projektor był umieszczony na stałe w oddzielnym pomieszczeniu. Obok był jeszcze drugi budynek, w którym znajdowała się kawiarnia.

Później podjęto próbę odbudowy świetlicy, dostosowując jej wygląd do możliwości finansowych. Budynek, w którym znajdowała się kawiarnia, wyburzono, okna wymieniono na mniejsze i proste.

Teraz próbujemy przywrócić znaczenie temu obiektowi. Coś drgnęło, ale pandemia nas przystopowała. Mam nadzieję, że jak wszystko wróci do normy, to uda nam się przywrócić świetlicy jej rolę i zaktywizować mieszkańców. 

Rozwój telewizji przyniósł kres wiejskich kin. Z dzieciństwa pamiętam, jak ojciec zabrał mnie na seans do Lipowej. Było to pod koniec lat sześćdziesiątych. Tato rozłożył ekran, jednak seans nie odbył się, bo przyszedł tylko jeden człowiek. W telewizji leciał „Winnetou”.