Aktualności
Felieton
Powiat brzeski

Powrót do szkół nie będzie łatwy. Spodziewajcie się chaosu!


Powrót dzieci do szkół. Spodziewam się wielkiego chaosu, wielu nerwów, stresu dla uczniów i nauczycieli, a finalnie zapewne powrotu do edukacji zdalnej – przynajmniej częściowo. Każdy z tych elementów to zło, bo kolejny rok szkolny, miast upływać na zdobywaniu wiedzy i poszerzaniu horyzontów, będzie walką o przetrwanie.

A więc – niezależnie czy dajecie wiarę w epidemię, czy też twierdzicie, że to bujda, kłopotów z edukacją będzie bez liku.

Potrzebne są jasne kryteria ustalone centralnie, żeby nie było żadnych wątpliwości. To jest największa bolączka, że zaproponowane opcje są fakultatywne, ktoś może, ale nie musi.

Nikt nie wie, jak na liczbę zachorowań wpłynie masowy powrót dzieci i młodzieży do szkół. Gdy zamykano oświatę w ramach izolacji spowodowanej koronawirusem, dzienny poziom zakażeń w Polsce był bardzo niski. Dzisiaj zbliżamy się do tysiąca dziennie, a specjaliści mówią, że otwarcie szkół spowoduje lawinę. I to nie tylko wśród uczniów, bo dołączą do nich rodzice, opiekunowie, znajomi, nauczyciele, personel placówek, itd.

Powstała lista zaleceń dla szkół. Ich realizację, rząd zepchnął na samorządy i szkoły. Dyrektorzy, zamiast szykować się do rozpoczęcia nauki, walczą o środki finansowe i dostęp do materiałów dezynfekujących.

Wymogów do spełnienia jest wiele, a większość została określona ogólnie, czyli tak, że ewentualne trudności zostają po stronie samorządowców i ludzi „na dole”. Jak coś się nie uda, zawsze można stwierdzić, że wytyczne były podane dużo wcześniej i trzeba się było przygotować.

Niedomówienia sprawiają, że będzie tyle interpretacji przepisów, ilu ludzi je stosujących. O samym otwarciu placówek ma decydować samorząd do spółki z sanepidem i dyrekcją. Oznacza to, że nawet w obrębie jednej miejscowości szkoły nie muszą wystartować jednocześnie. Przekłada się to na opóźnienia z realizacją materiału, koniecznością organizacji pracy zdalnej, szukaniem przez rodziców opiekunek, kombinacjami z urlopem, braki sprzętu itd.

Przepisy mówią, że uczeń z gorączką ma być odsyłany do domu. Nikt jednak nie pokwapił się, żeby określić jaki pułap podwyższonej temperatury należy uznać, za zagrożenie. Znowu luka do dowolnej interpretacji.

Dyrektorzy zamiast szykować się do rozpoczęcia nauki, walczą o środki finansowe i dostęp do materiałów dezynfekujących

Nikt nie mówi, jak dyrektorzy mają sobie poradzić lokalowo, bo trzeba dbać o dystans społeczny. Większość szkół pękała w szwach jeszcze przed koronawirusem, borykając się z problemami lokalowymi. Co się będzie działo teraz? Można sobie tylko wyobrażać.

Jak mają poradzić sobie szefowie szkół i innych placówek w razie braków kadrowych, spowodowanych chorobami w szeregach personelu?

Jak zapewnić nauczycielom z tzw. grupy ryzyka komfort pracy i choćby podstawowe zapewnienie dystansu społecznego?

Jak w związku z tym zabezpieczyć dyżury nauczycielskie, skoro będą braki i kto zadba o bezpieczeństwo uczniów?

Jak zorganizować bezpieczne przyprowadzanie i odbieranie dzieci, zwłaszcza młodszych, skoro klasy są dość liczne i jest ich kilka? Przecież to jest nie do ogarnięcia w tak licznych zbiorowiskach ludzi?

Co z zajęciami „wuefu” – myślę o szatniach itp.?

Jak zapewnić dezynfekcję ławek, toalet, sprzętów, komputerów w pracowniach, klamek itd. Nikt o tym nie wspomina, a jednocześnie w każdej restauracji jest taki obowiązek. W szkole już nie ma potrzeby?

Kto, jak, gdzie i kiedy będzie mierzył temperaturę uczniom, nauczycielom i pozostałemu personelowi? Dopóki jest ciepło można działać na zewnątrz, ale jak przyjdą chłody, deszcze lub mrozy…

Polskie szkoły będą potrzebować 4 mln maseczek

Sprawa maseczek – dyskusja rozpętała się teraz, bo w zaleceniach ministerstwa nie ma o nich mowy. Myślę, że wynikało to z faktu, iż ktoś uznał, że zagrożenie będzie niewielkie, a więc nie ma się co nimi przejmować. Teraz liczba zakażeń rośnie. Co, jeśli maseczki będą konieczne? Policzono już, że polskie szkoły będą potrzebować 4 mln maseczek. Na jeden dzień! Kto za to zapłaci? Nikt nie ma pojęcia.

Wszystko trzeba było dostosować do bazy. Są szkoły, gdzie powierzchnia i liczba uczniów umożliwia dystansowanie się czy robienie przerw o różnych porach. Jednak są też placówki z taką liczbą uczniów, gdzie nie da się tego zrobić. Tam powinno się myśleć o nauce hybrydowej, czyli część uczniów w klasach, a reszta w domu. Bo tylko wtedy da się wprowadzić w życie ograniczenia. Może się okazać, że w powiatach czerwonych (oznaczenie resortu zdrowia dla tych miejsc, gdzie przypadków zakażeń jest najwięcej i gdzie panują najsilniejsze obostrzenia) nauki w szkołach nie powinno być. Tam jest przecież dużo nowych przypadków, a dzieci będą tylko nasilać ten stan.

Życzę wszystkim, którzy będą musieli przez to przechodzić, dużo zdrowia, siły, wzajemnego zrozumienia i wyrozumiałych pracodawców.

Reklama
288 views