Brzeg

Prezes PWiK w Brzegu: „Sytuacja jest dramatyczna”


Po wczorajszych, gwałtownych ulewach, które spowodowały zalanie wielu ulic w Brzegu, udało nam się porozmawiać z Prezesem Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Brzegu Arturem Stecułą, który przyznał, że sytuacja jest dramatyczna.

Artur Stecuła, Prezes PWiK w Brzegu: Wczoraj w internecie pojawiły się filmiki z niektórych ulic w Brzegu, które i tak nie oddawały w pełni tego co się faktycznie działo. Wczorajszego wieczoru dwukrotnie byłem osobiście, na ul. Konopnickiej i towarzyszyłem moim pracownikom, którzy pomagali mieszkańcom zalewanych posesji. W wyniku przepełnienia Potoku Kościelna, który jest tamtejszym odbiornikiem wód deszczowych, kanalizacja deszczowa praktycznie w ogóle nie funkcjonowała. Wszystko przelewało się do naszej kanalizacji sanitarnej, powodując powstawanie gejzerów w miejscu studni kanalizacyjnych i zalewało posesje mieszkańców. Krótko mówiąc sytuacja była dramatyczna. Niestety w ostatnich latach zwiększa się częstotliwość takich ekstremalnych zjawisk pogodowych. Z jednej strony występują okresy długotrwałej suszy, kiedy brakuje wody, a w momencie kiedy pojawiają się opady to mają one charakter niezwykle gwałtowny. Oczywiście trzeba też wiedzieć, że takie zdarzenia występują także w innych regionach Polski, gdzie tak jak w Zgierzu zalewane są np. szpitale, czy parkingi . Wracając do tych ostatnich opadów, to mieszkając w Brzegu już 50 lat, jeszcze takich nie widziałem.

Można oczywiście łatwo powiedzieć, że problem leży po stronie zarządców dróg, którzy nie czyszczą wpustów ulicznych, czyli elementów infrastruktury drogowej, przez które wody opadowe trafiają do kanalizacji deszczowej. Część zarządców robi to dobrze, na czas, a część niestety nie. Zamulone wpusty nie przyjmują wód opadowych, które zamiast spływać do kanału zalewają drogi.

Jednak zdecydowanie większym problemem jest wielkość tych opadów. Kanalizacja deszczowa nie jest projektowana na tak ekstremalne opady jakie wystąpiły 18 czerwca. Uwzględnienie takiego napływu przełożyłoby się na nieracjonalne przewymiarowanie infrastruktury, w efekcie czego nie spełniałaby ona swojej funkcji w normalnych warunkach. Przy np. 2-metrowej rurze woda będzie praktycznie stała i zagniwała emitując odory. Nie można jednocześnie zaprojektować i wybudować rurociągu, który funkcjonuje tak samo dobrze w warunkach normalnych jak i ekstremalnych. Duże średnice to ponadto ogromny koszt budowy i problemy w eksploatacji.

Jak można walczyć z takimi problemami? Poprzez budowę miejsc, których opady deszczu mogą być w jakiś sposób retencjonowane, czyli przetrzymywane. Adaptacja do zmiany klimatu musi polegać na tym, że nie zezwalamy na spływ wód deszczowych po utwardzonych trasach, tylko próbujemy ją przetrzymać i wykorzystać. W Skandynawii na przykład, często buduje się takie zielone miejsca, gdzie występują rowy chłonne i tworzy to swoisty mikroklimat. Zieleń z jednej strony retencjonuje wodę w czasie okresów suchych, z drugiej pochłania ją w momencie intensywnych opadów.

Kolejną kwestią jest to, że mieszkańcy muszą w końcu zacząć odłączać nielegalnie podłączone do kanalizacji sanitarnej rynny i odwodnienia podjazdów. Walczymy z tym już od wielu lat. Takie podłączenie jest, przypomnę, niezgodne z prawem i nikt nie ma prawa wprowadzać do kanalizacji sanitarnej wód opadowych. Ostatnia sytuacja utwierdza nas w przekonaniu, że problem nielegalnych podłączeń jest aktualny i kolejny raz musimy sprawdzić naszą kanalizację sanitarną pod kątem istnienia takich przyłączy.

Jak można wywnioskować z wypowiedzi prezesa, problem jest skomplikowany oraz wielowarstwowy a temat wywołuje wiele emocji. Będziemy monitorować poczynania władz miasta i informować naszych czytelników o krokach podjętych w celu poprawy sytuacji.

2091 views