Kultura
Muzyka

Próbowałam dostać się do „Mam talent” czy „The Voice of Poland”, ale może fałszowałam? – wywiad z Sanah


Sanah, czyli Zuzanna Jurczak, to wokalistka, skrzypaczka i songwriterka. Debiutowała zaledwie w ubiegłym roku, a dziś jej singiel „Szampan” pokrył się platyną. Jej debiutancki album zdobył szczyt listy sprzedaży Olis i już ma status Złotej Płyty. Ma też na koncie 3 nominacje do tegorocznych Fryderyków. Z piosenką „No sory” 6 września wystąpi w koncercie Premier na tegorocznym Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.  

Marcin Wolniak: Cześć Sanah!  

Sanah: Cześć! Bardzo mi miło. Pozdrawiam wszystkich czytelników „Głosu Powiatu”.  

M.W.: Masz już tak duże sukcesy na koncie, a jesteś praktycznie na samym starcie. Osiągnęłaś praktycznie wszystko, o czym może marzyć debiutująca wokalistka. Chyba możesz już otwierać szampana i świętować? 

SanahSzampan właściwie się wylał jakiś czas temu [śmiech]. Właściwie to ciągle się wylewa. Rzeczywiście mam co świętować. Dziwię się, że jeszcze się nie zmarnował. 

M.W.: Spodziewałaś się takich sukcesów? Przeczuwałaś to, kiedy powstawały Twoje piosenki? 

SanahWłaściwie to pisałam te piosenki tylko dla siebie. Jakiś czas temu, gdy powstawały te kompozycje, to myślałam o tym, że może nagram płytę. Miałam jednak przypuszczenia, że nie będzie jakaś bardzo zauważona na naszym rynku muzycznym. Chciałam nagrać płytę tylko z pianinem. Ja śpiewająca swoje balladki i pianino w tle. Okazało się jednak, że to bardzo szybko poszło do przodu. Ogromny wpływ na to mieli producenci, których spotkałam i ludzie z wytwórni. Na pewno nikt się takiego sukcesu nie spodziewał.  

M.W.: Niektórzy nazywają Cię już polską Billie Eilish i chyba coś w tym jest. Chociażby biorąc po uwagę, takie wejście z impetem na rynek muzyczny, ilość sukcesów. Jacy artyści są dla Ciebie muzyczną inspiracją? Skąd czerpiesz wzorce?  

SanahJeśli chodzi o polskich wykonawców, to na pewno ogromną rolę w moim twórczym rozwoju odegrał Dawid Podsiadło. Album „Kayah & Bregović” miał także na mnie olbrzymi wpływ, choćby pod względem tekstów. To, że ktoś porównuje mnie do Billie Eilish, to jest dla mnie duży komplement. Szczerze mówiąc, to jest mi ciężko choćby myśleć o swojej muzyce w ten sposób. Doszukiwać się podobieństw. Natomiast jest to bardzo miłe. Wiem, że Billie bardzo lubi dużo chórków w piosenkach, ja to także uwielbiam. Gdy nagrywam swoje utwory, to tych chórków w tle jest cała masa i często słyszę opinie: „Zuzia może już skończ?! Może już przestań? Już nawet nie ma miejsca na ścieżki do tych chórków”. 

M.W.: Jesteś także pierwszą polską wokalistką, która została zaproszona do projektu Vevo DSCVR. To jest taki międzynarodowy projekt platformy Vevo do promowania młodych talentów. Opowiedz kilka słów o tym projekcie i o piosenkach, które specjalnie dla Vevo DSCVR nagrałaś.  

SanahTo było dla mnie ogromne wyróżnienie. Kiedy jeszcze nie było wiadomo czy coś z tego wyjdzie, to myślałam, że to już jest naprawdę wielka rzecz, wykraczająca poza Polskę. Byłam w dużym szoku, kiedy okazało się, że wybrano mnie do tego projektu. Nagrałam dla nich 2 piosenki. Do „Siebie zapytasz” mam ogromny sentyment i właściwie do angielskiej wersji „Królowej dram” także. W sumie to była pierwsza wersja tej piosenki, gdy ją pisałam to właśnie w języku angielskim. Cieszę się, że przy okazji Vevo DSCVR mogłam pokazać angielski tekst, bo wcześniej jeszcze tego nie pokazywałam.  

Reklama

M.W.: Zdobyłaś 3 nominacje do tegorocznych Fryderyków. Czy te nagrody mają dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie? Czy może bardziej cenisz sobie nagrody od publiczności? I czy myślisz, że jesteś faworytką do zwycięstwa? Przypomnijmy, że tegoroczne Fryderyki ze względu na pandemię koronawirusa nie zostały wręczone. Wciąż nie znamy laureatów.  

SanahW ogóle się nie spodziewałam tych nominacji. Pamiętam, że tamtego dnia miałam próbę kwartetu smyczkowego na mojej uczelni. Nie wiedziałam, że w tym czasie są ogłaszane nominacje. Cały czas do mnie ktoś wydzwaniał i pisał. Nie wiedziałam co się stało. Miałam kilkanaście nieodebranych połączeń. I w końcu dostałam wiadomość, że mam jedną nominację, później kolejną i kolejną. Byłam w szoku i bardzo się z tego cieszę. Zawsze podziwiałam tych artystów, którzy byli nominowani i potem wygrywali Fryderyki. Natomiast wydaje mi się, że totalnie nie mam szans na Fryderyka. Mówię to zupełnie szczerze. Czuję się bardzo niedoświadczona, początkująca i świeżutka w tym wszystkim. Wygrana to byłby kosmos. Nominacja to jest dla mnie już ogromna nagroda i bardzo się cieszę.  

M.W.: Znajomi i przyjaciele mówią do Ciebie: „Zuzia”. A skąd wziął się pomysł na ten artystyczny pseudonim? 

SanahMam na imię Zuzia, a po angielsku to Susanah. Skróciłam to trochę i zostało Sanah. Bardzo mi się podoba to „h” na końcu. Później sobie uświadomiłam, że to jest bardzo zbliżone do Kayah. Zależało mi, żeby było to „h” na końcu, żeby to się nie odmieniało. Raczej wolę, gdy tego pseudonimu się nie odmienia.  

M.W.: Sama piszesz teksty i komponujesz. Jak się okazuje nie tylko dla siebie. W najnowszej piosence Natalii Zastępy jesteś też wymieniona jako autor. Czy tworząc, stajesz przed takim dylematem: które utwory zostawić dla siebie, a które oddać innym wykonawcom? 

SanahNie, gdy piszę piosenki to zawsze myślę o sobie. Teraz powoli uczę się pisać z myślą o kimś innym. Natomiast na pewno dużo bardziej komfortowo czuję się, gdy piszę dla siebie i o swoich uczuciach. Ta linia melodyczna także jest bardzo pode mnie. Dopiero później, gdy dochodzi cała produkcja, zastanawiam się czy te brzmienia pasują do mojego repertuaru, czy też nie. Dużą rolę odgrywa też kwestia czy chciałabym śpiewać daną piosenkę na koncertach. Czasem zdarza się, że napiszę coś, co powinna śpiewać osoba o większej skali głosu, bądź też o mocniejszym głosie. Wtedy, zamiast męczyć się na koncertach wolę oddać ten utwór komuś zdolniejszemu.  

M.W.: Twoja piosenka „Melodia” jest jedną z najczęściej odtwarzanych piosenek w polskich stacjach radiowych. W absolutnym topie. Pojawiają się głosy, że to byłaby idealna piosenka do reprezentowania Polski na Konkursie Eurowizji. Oczywiście, ze względów regulaminowych, ta piosenka nie mogłaby już nas reprezentować. Czy bierzesz jednak pod uwagę możliwość udziału w krajowych eliminacjach za rok? Śledzisz ten konkurs? 

SanahKilka lat temu bardzo chciałam reprezentować Polskę na Eurowizji. Wprawdzie nic się u mnie wówczas nie działo muzycznie, ale bardzo mi na tym zależało. Zwłaszcza że pisałam piosenki tylko po angielsku. Myślałam o tej Eurowizji i chciałam napisać jakiegoś hita, który by się tam dobrze przyjął. Teraz gdy już wydaję swoje piosenki, zauważyłam, że dużo bardziej wolę śpiewać po polsku niż po angielsku. Pomimo że po angielsku jest trochę łatwiej. Po polsku to są jednak zupełnie inne emocje. Zupełnie inaczej też pisze się teksty po polsku. Czuję, że jest dla mnie miejsce w polskiej muzyce. Natomiast w tych angielskich tekstach zawsze mam wrażenie, że może kogoś kopiuję czy naśladuję i że nie mam swojego stylu. Poza tym ja chyba bym się bardzo stresowała. To jest przecież ogromna odpowiedzialność. Bałabym się, że się potknę, albo zapomnę, jak się śpiewa, zapomnę, jakie są dźwięki i słowa w piosence. Takie mam okropne myśli, więc chyba to nie dla mnie. 

M.W.: Utarło się, że teraz najłatwiej zrobić karierę przez talent shows. Czy ty się zgadzasz z taką opinią? Czy sama próbowałaś swoich sił i startowałaś do takich programów telewizyjnych? 

SanahTak. Z tego, co liczyłam to aż siedem razy brałam udział w castingach do programów. Chodziłam na te precastingi. Chociażby do „Mam talent”, kilka razy próbowałam się dostać też do „The Voice of Poland”. Byłam nawet za granicą, w Londynie i tam także próbowałam się dostać do talent show. Jakaś byłam szalona i bardzo chciałam, żeby się udało. Niestety zawsze odpadałam już na samym początku. Może jakoś fałszowałam, czy co? Nie wiem, co tam się zadziało. To były dla mnie smutne przeżycia, bo myślałam, że to dla mnie szansa, a się nie udawało. Teraz jestem zadowolona, że to tak się potoczyło. Że właśnie tak wygląda moja droga muzyczna, a nie inaczej. Nie narzekam. 

M.W.: Czy prywatnie jesteś królową dram? 

SanahJestem królową dram, ale taką, którą bardzo wyolbrzymia i przejmuje się wieloma rzeczami. Jestem także trochę przewrażliwiona i dużo rzeczy biorę do siebie. Dlatego powstały te piosenki. Z moich małych kryzysów.  

M.W.: Osiągnęłaś już tak wiele, ale chyba masz jeszcze jakieś muzyczne marzenia? Z kim chciałabyś wystąpić w duecie? 

SanahMiałam jakiś czas temu takie marzenie, żeby wystąpić w Royal Albert Hall. Nie wiem, czy to jeszcze jest moje marzenie, muszę o tym pomyśleć. Bardzo chciałabym wystąpić w Filharmonii Szczecińskiej, a także w Teatrze Kamienica. Śpiewałam tam, jak byłam w liceum, miałam występ z orkiestrą. I na pewno chciałabym tam wrócić, bo to dla mnie ważne miejsce. A jeśli chodzi o duety, to chciałabym oczywiście zaśpiewać z Dawidem Podsiadło. Marzę też od jakiegoś czasu o występie z Igorem Herbutem. Uwielbiam jego wrażliwość i totalnie jestem jego fanką. O! I z Tomem Odellem też bym bardzo chciała śpiewać, ale nie wiem, czy kiedykolwiek go poznam i czy będę miała taką okazję.  

Rozmawiał: Marcin Wolniak  

Marcin Wolniak – dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.  

Reklama
809 views