Aktualności

Rodzice wcześniaków nie muszą już jeździć na terapie z Brzegu do innych miast


Dzięki fundacji PRO OPEM dzieci przedwcześnie urodzone mogą uzyskać taką pomoc na miejscu. Jej siedziba w Brzegu została otwarta przy ul. Starobrzeskiej 16. Aby przybliżyć naszym czytelnikom cele fundacji, zadałem kilka pytań Agnieszce Kulbat, jednej z fundatorek.  

J.P.: Na czym polega wasza działalność?   

A.K.Nasza fundacja ma dwa oddziały i dwa cele. Pomoc dzieciom przedwcześnie urodzonym i pomoc sportowcom niepełnosprawnym. Fundatorów jest trzech: Jacek Miś z Krakowa, Bogusław Maślanka z Kanady i ja. Częścią sportową zajmują się Panowie. W Krakowie, w zaprzyjaźnionym klubie sportowym dosyć prężnie działa sekcja futbolu żeńskiego, jak również sekcja sportowa dla osób niepełnosprawnych dorosłych. Pan Bogusław Maślanka w Kanadzie prowadzi bardzo podobne działania – też dla sportowców, ale z krajów Trzeciego Świata. Nasz oddział w Brzegu zajmuje się wcześniakami, które potrzebują rehabilitacji. Ta rehabilitacja jest różna: ruchowa, logopedyczna, sensoryczna. Dzieci przedwcześnie urodzone z reguły potrzebują terapii, bardziej lub mniej intensywnej. Do tej pory rodzice takiego dziecka mogli pojechać na rehabilitację najbliżej do Oławy, ewentualnie do Opola lub do Wrocławia. Nie wszyscy rodzice są zmotoryzowani, nie wszyscy też mają na to środki. Zresztą podróż z takim małym dzieckiem to jest zawsze kłopot, strach i zawsze wiąże się z wielkim ryzykiem. Małe dzieci, a zwłaszcza wcześniaki mają słabą odporność. 

J.P.: Skąd pomysł, żeby zająć się właśnie tym problemem?  

A.K.: Z potrzeby serca. Temat dotyczący dzieci przedwcześnie jest mi znany osobiście. Tych wcześniaków rodzi się coraz więcej. Mają one kiepski start przez sam fakt, że urodzą się wcześniej, nawet jeśli nie mają dodatkowych chorób. Jeżeli te dzieci otrzymają odpowiednią pomoc we właściwym czasie, to ich życie będzie wyglądało inaczej. Jest to tak naprawdę inwestycja w nowe życie. 

J.P.: Nie ograniczacie się tylko do doradzania i finansowania?  

A.K.: Nie tylko. Wsparcie będziemy dopasowywać do potrzeb wnioskodawcy. Możemy dowieźć rodzica z dzieckiem do terapeuty lub też terapeutę do dziecka, jeżeli zajdzie taka konieczność. W najbliższej przyszłości w naszych dwóch pomieszczeniach powstaną salki rehabilitacyjne. Z uwagi na ograniczoną powierzchnię, będą one przeznaczone do rehabilitacji dzieci do drugiego, trzeciego roku życia. Czyli tak naprawdę w okresie, gdy dziecko potrzebuje tej pomocy najszybciej i najbardziej intensywnej, żeby te efekty były najlepsze. Jeżeli ten okres w rozwoju dziecka zaniedbamy to przy niektórych deficytach trudno jest nadrobić zaległości. Im młodsze dziecko, im wcześniej rozpoczniemy terapię to mamy większe szanse na osiągnięcie zadowalającego efektu. 

J.P.: Co rodzic musi zrobić, żeby uzyskać waszą pomoc?  

A.K.: Wnioskodawca, czyli rodzic albo prawny opiekun dziecka musi udokumentować dwa aspekty. Po pierwsze, że jego dziecko jest wcześniakiem oraz jaki ma deficyt zdrowotny. Drugi aspekt jest związany z sytuacją ekonomicznym w domu. Chcemy pomagać tym ludziom, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Są to ludzie niezamożni, którzy stanęli w sytuacji, że mają chore dziecko, a służba zdrowia nie jest w stanie sprostać ich potrzebom. Krótko mówiąc, na NFZ dostaną minimalną ilość godzin terapeutycznych. Dzieci potrzebują tej terapii więcej, potrzebują lepszych szczepionek, lepszych leków, innego jedzenia, czasami potrzebują sprzętu rehabilitacyjnego. Oczywiście w pewnym stopniu to wszystko nasza służba zdrowia zapewnia, ale tylko w podstawowym zakresie. Resztę rodzice muszą sami znaleźć i sfinansować. I tu jesteśmy do dyspozycji, żeby w miarę możliwości zapewnić tym dzieciom i ich rodzicom dodatkową pomoc, ochranę, wsparcie. 

J.P.: Od jak dawna jesteście na rynku?  

A.K.: Jesteśmy króciutko, bo od końca maja. Mieliśmy zamiar rozpocząć naszą działalność już dawno, natomiast badaliśmy rynek, żeby zorientować się, czego tak naprawdę mieszkańcy Brzegu potrzebują. To, że w Brzegu nie ma żadnej fundacji pomocowej dla dzieci przedwcześnie urodzonych, było dla mnie jasne już wcześniej. Natomiast szukaliśmy najlepszej formy działalności. Okazało się, że najlepsza będzie fundacja, gdyż umożliwia ona dotarcie do bardzo dużej grupy osób. Czas pandemii nie jest najlepszy, że by zaistnieć na rynku, niemniej mamy już dwójkę dzieci (chłopca i dziewczynkę), z którymi myślę, że już wkrótce rozpoczniemy terapię. 

J.P.: Jak wygląda wasza współpraca z miastem i innymi instytucjami?  

A.K.: Tak naprawdę stawiamy pierwsze kroki. Rozpoczęliśmy współpracę z paniami rehabilitantkami. Poinformowaliśmy wszelkiego rodzaju punkty medyczne, jak również urzędy, że jesteśmy. Brzeg wyszedł nam naprzeciw, udało nam się znaleźć dobry punkt, z miejscem parkingowym. 

J.P.: A czy w przyszłości możemy liczyć na rozszerzenie waszej działalności o sport?  

A.K.: Jak najbardziej. Z tym że jeśli chodzi o sportowców to będą to kwestie stricte finansowe. Czyli np.: stypendium dla dziecka, dołożymy się do festynów i innych wydarzeń sportowych, które mają na celu promowanie grupy dzieci, czy nawet jednego dziecka. 

J.P.: Środki na waszą działalność pozyskujecie z dotacji, czy macie jakieś inne sposoby na ich zdobycie? 

 A.K.: Zarabiamy na razie na siebie sami, ponieważ jesteśmy fundacją, która prowadzi własną działalność. Tak naprawdę robimy wszystko, żeby zarobić jakieś pieniądze np.: wypożyczamy sprzęt do karaoke, dodatkowe przychody z działalności remontowo-budowlanej, mamy też trochę ziemi, którą zamierzamy do tego celu wykorzystać. Jeżeli przedsięwzięcie rozwinie się tak, jak zaplanowaliśmy, to być może wystąpimy również o wsparcie do samorządów czy dotację z unii. 

J.P.: Czy chciałaby Pani przekazać coś jeszcze naszym czytelnikom? 

 A.K.: Zapraszamy. Każdy, kto do nas przyjdzie, nic nie straci, oprócz chwili na złożenie wniosku, czy też na opowiedzenie o swoich problemach. A zyskać może efektywną pomoc. 

J.P.: Dziękuję za rozmowę. 

Janusz Pasieczny 

945 views