Aktualności
Brzeg

Schody donikąd…


W budynku przy ul. Jana Pawła II pojawiła się nowa atrakcja architektoniczna. Raczej unikalna w skali Brzegu, a może i całego powiatu. Ich powstanie spowodowała najstarsza cecha, towarzysząca rodzajowi ludzkiemu – złośliwość.

Z pewnością nie raz mieliście okazję wchodzić do tego budynku, bo mieści się tam oddział dziecięcy Miejskiej Biblioteki Publicznej w Brzegu, siedzibę mają wędkarze, znajduje się tam kilka innych firm oraz biuro firmy Bieniek. Zarządzanie, Administrowanie Nieruchomościami. To właśnie za sprawą tego ostatniego doszło do powstania tej dziwacznej sytuacji.

Może ona nawet rozbawić czytających, ale już mniej wesoło jest drugiej stronie sporu, czyli właścicielom firmy Hurtmet, których pozbawiono dostępu do jednego z lokali, znajdującego się w ich budynku. I to całkowicie!

Sporna była klatka schodowa, znajdująca się w łączniku. To tam znajdują się tytułowe schody. O ile przejście przez szafę ze słynnej powieści prowadziło do magicznej Narnii, to schody w budynku na ul. Jana Pawła II skierowane są obecnie wprost w ścianę. Widać jedynie, że były tam kiedyś drzwi.

Taki cud architektury powstał po zamurowaniu dwóch wejść do lokali, znajdujących się co prawda w sąsiednim budynku, ale dostępnych właśnie tędy. Dodajmy, że dostępnych w najłatwiejszy i najbardziej oczywisty sposób.

Nie trzeba być budowlańcem ani architektem, żeby stwierdzić, że feralny łącznik przynależy do sąsiedniego, wybudowanego w czasach słusznie minionej epoki, budynku biurowego. Stał się on z czasem własnością firmy Hurtmet, podobnie jak zabudowania i plac na tyłach. Klatka schodowa powstała w latach 70. i stanowiła łącznik między starym budynkiem a późniejszą dobudówką.

Jednak Pani Bieniek postanowiła zmienić ten stan rzeczy. Z czasem, na skutek jej nieustępliwych działań, łącznik z całkiem schludnego miejsca, stał się obskurny. Remont klatki schodowej i korytarzy nie objął spornej klatki schodowej, mimo że wykonujący go zarządca uznaje go za swoją własność.

Jeśli nie byliście nigdy w środku, zapewniamy, że nie jest to ekskluzywny lokal, który można przekształcić w zarabiające krocie pomieszczenie. Mówiąc najkrócej, składa się on głównie ze schodów, których mimo odcięcia od pomieszczeń, do których pierwotnie prowadziły, nie można wyburzyć, gdyż naruszy to konstrukcję. W związku z tym Zarządcą budynku nie mogła powodować nawet chęć zysku, bo jedyne co tam można zrobić, to schowek na miotły. A więc co? Złośliwość?

Dodatkową ciekawostką jest fakt, że właściciele firmy Hurtmet, zostali w ten sposób pozbawieni dostępu do jednego z pomieszczeń, znajdującego się na pierwszym piętrze. Tak, dobrze myślicie! Jedno z zamurowanych wejść, prowadziło właśnie do niego i było jedynymi drzwiami i sposobem, żeby się tam dostać. Oznacza to, że pojawia się drugi niespotykany obiekt, bo poza schodami donikąd, jest tam także pomieszczenie zawieszone w powietrzu, z dostęp jedynie po drabinie.

Zastanawiające jest, co trzeba mieć w głowie, żeby zablokować właścicielom dostęp do lokalu. Odciąć go, zamurowując jedyne wejście i nie dać żadnych szans na rozwiązanie tej sprawy. Co w razie zalania, pożaru albo innych wypadkach losowych?

Co ciekawe, Zarządca nie widzi nic złego w tym, żeby ludzie przyjeżdżający do firm działających w budynku przy ul. Jana Pawła (tj. budynek biblioteki) pozostawiali swoje pojazdy na parkingu i drodze dojazdowej należących do Hurtmetu. Nie ma tam innego parkingu, a więc to jedyne miejsce jest oblegane przez cały dzień. Właściciele zmuszeni są wypraszać parkujących, gdyż nie mieszczą się tam ich klienci.

Podsumowując… Złośliwość zarządcy budynku przy ul. Jana Pawła doprowadziła do zablokowania pomieszczeń, konieczności błyskawicznej przeprowadzki firmy tam działającej oraz wyczarowała wspomniane wyżej atrakcje. Z nieśmiesznych rzeczy warto podkreślić, że wspomniany łącznik jest przedmiotem wieloletniego sporu, nerwów i sąsiedzkiego konfliktu, a jak wiadomo, te nigdy nie prowadzą do niczego dobrego.

Reklama
1956 views