Aktualności
Kultura
Muzyka

Śpiewam o tym, że warto jest kochać tu i teraz – wywiad ze Sławkiem Uniatowskim


Marcin Wolniak: Właściwie od kilku już lat jesteś obecny na opolskim festiwalu. W tym roku w Premierach z utworem „Koniec świata”. Co sprawiło, że postanowiłeś znów wziąć udział w konkursie? W 2018 roku dostałeś tu nagrodę ZAIKS za piosenkę „5 rano”. 

Sławek Uniatowski: Stwierdziłem, że zbliża się nowy album „Wielki błękit” i chciałbym go już zacząć promować. To będzie bardzo ciekawa płyta, inna od „Metamorphosis”. Bardziej kolorowa, momentami bardziej skoczna i nowocześniejsza. A piosenka „Koniec świata” bardzo się wpisuje w ten czas, chociaż została napisana przeze mnie i Janusza Onufrowicza przed pandemią. Niekoniecznie też w tej piosence chodzi o koniec świata, bardziej o to, że warto jest kochać tu i teraz. Nigdy nie wiadomo co jest za rogiem.

MW: Zauważyłem, że często jesteś brany pod uwagę przy koncertach okolicznościowych. Śpiewałeś już w Opolu utwór Zbigniewa Wodeckiego, śpiewałeś też „Pod papugami” Niemena, czy „Radość o poranku” Grupy I. W tym roku pojawiłeś się w koncercie – hołdzie dla Romualda Lipki.

SU: Tak, zaśpiewałem „Dmuchawce, latawce, wiatr” z repertuaru Urszuli. Swoją drogą nie wiem dlaczego ludzie nie odmieniają nazwiska „Lipko”?

MW: Przecież zadeklinowałem!

SU: Tak. I to nazwisko się tak ładnie deklinuje. Znasz tą anegdotę o rozmowie Michała Rusinka z telemarketerką? Zadzwoniła do niego telemarketerka, pytając czy może rozmawiać z Panem Michałem Rusinek. Odpowiedział: „Tak, ale ja się deklinuję”. Na co ona odpowiedziała: „A to ja zadzwonię później” [śmiech]. A wracając do mojego występu z „Dmuchawcami”, to zmieniliśmy tekst z wersji żeńskiej na męską. Zamiast „do Ciebie po niebie szłam”,  zaśpiewałem „to do mnie po niebie szłaś”. 

MW: Jesteś znany publiczności już od wielu lat, ale teraz odnosisz wyjątkowo duże sukcesy i wydajesz już drugi solowy album. Ponoć dlatego, że wyrzeźbiłeś sobie klatę. Ty się zgadasz z tym stwierdzeniem? 

SU: A to ładne, że wyrzeźbiłem sobie klasę. Sam to wymyśliłeś teraz?

MW: Klatę! Słyszałem takie słowa od innego, polskiego wokalisty.

SU: Aaa klatę! [śmiech]. Bardziej trafne byłoby określenie, że wyrzeźbiłem sobie klasę. Bardzo poetycko to brzmi. A klatę można sobie oczywiście dopisać. Natomiast mój sukces na pewno zawdzięczam także temu, że mam lepszą kulturę fizyczną. Ludzie jak cię widzą, tak cię piszą. Po prostu zadbałem o siebie, ale ciężko jest cały czas trzymać tę klasę i klatę. Non stop się jeździ samochodem i siedzi w nim. Musiałem więc jeszcze bardziej się postarać. Zacząłem teraz biegać na czczo codziennie rano się i katować. W życiu nie sądziłem, że po takim biegu o godzinie 8 rano potem dzień zupełnie inaczej wygląda. Człowiek jest totalnie dotleniony, bardziej bystry i szybszy. No i kładzie się wcześniej spać. Teraz kładę się spać nie o drugiej w nocy, ale przed dwunastą.  

MW: Na swoich trasach koncertowych śpiewasz piosenki ze swojego repertuaru, ale jest też sporo cover-ów. Jeździsz w trasy także z utworami Grzegorza Ciechowskiego, Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Zauchy. Gdzie będzie można Cię zobaczyć tej jesieni?

SU: Wszędzie będzie można mnie zobaczyć z tymi piosenkami! Zagram ponad 40 koncertów. Koncerty, które miały być w marcu, kwietniu i maju nie przepadły, zostały tylko poprzekładane. Całe szczęście możemy sobie pograć. My tak bardzo lubimy grać z chłopakami, że bardzo nam tego brakowało. Niesamowicie jest wrócić na scenę. Na początku pandemii nie odczuwałem tego tak bardzo, ponieważ ja grałem non stop w ostatnim czasie. Natomiast po 3 miesięcznej przerwie bardzo już chciałem znów móc śpiewać. Ile można jeździć tym rowerem po górach? Na szczęście już wróciły koncerty i piękne emocje. My ludzi przenosimy w różne światy, prowadzimy też dialog z publicznością i między sobą na scenie. Czasami jest to komediodramat, czasami tragifarsa. Łączymy kabaret z muzyką. Ludzie płaczą na niektórych utworach, a innym razem cieszą się i śmieją. Mamy całą paletę atrakcji dla naszych widzów. Nawet gdy na koncert przyjdzie facet z dziewczyną, który mnie nie lubi, to po wyjściu będzie zadowolony. 

Rozmawiał: Marcin Wolniak
Marcin Wolniak dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

Reklama
550 views