Kultura
Muzyka

W Opolu będę miała bardzo fajną konkurencję! – wywiad z Anną Jurksztowicz


Piosenkarka i producentka muzyczna Anna Jurksztowicz w tym roku świętuje swoje 35-lecie. 4 września ukaże się jej nowy album „Jestem taka sama”, z zupełnie nowymi piosenkami. A dzień później artystka ponownie stanie na deskach legendarnego, opolskiego amfiteatru i powalczy o zwycięstwo w koncercie Premier.

Marcin Wolniak, Marcin Śpiewa z Gwiazdami: To nie będzie pierwszy opolski festiwal, ani też pierwszy konkurs Premier w Twojej karierze. W 1985 roku zdobyłaś 1. nagrodę za piosenkę „Diamentowy kolczyk”. Później wielokrotnie wracałaś do Opola. Który festiwal wspominasz ze szczególnym sentymentem i czy Opole to ważny etap na Twojej muzycznej drodze?

Anna Jurksztowicz: No bardzo ważny. Dlatego też chciałam tam w tym roku szczególnie pojechać. Od tamtego czasu minęło już 35 lat, więc to mój jubileusz. Nie wiem, czy to jest „diamentowy jubileusz”, ale jest [śmiech]. Opole zawsze mi się kojarzy z dobrą piosenką, a także z takim cudownym, towarzyskim spotkaniem. Oprócz występów to także ważny element, żeby się spotkać, posiedzieć razem i pogadać. To zawsze było święto naszej branży. Te festiwale w latach 80. i na początku lat 90. nie były jeszcze takie komercyjne. I właśnie dlatego wspominam je najprzyjemniej.

MW: Na tegorocznym koncercie Premier wystąpisz z utworem „Jestem taka sama”. To jest bardzo delikatna, przyjemna ballada. Bardzo też osobista w treści. Skąd taki pomysł, żeby właśnie z tą piosenką wystąpić w Opolu? Wiem, że za moment ukaże się Twoja nowa płyta, więc miałaś chyba duży wybór?

AJ: Gdy się produkuje płytę, to pojawiają się takie piosenki, które jawią się jako single. Tworzyliśmy ten album wraz z  producentem i kompozytorem Krzysztofem Napiórkowskim i stwierdziliśmy, że właśnie ta piosenka ma potencjał. Bardzo chcieliśmy, żeby ktoś ważny, jakiś wybitny autor piosenek, napisał słowa do tej kompozycji. Pomyśleliśmy o Jacku Cyganie, a Jacek bez wahania się zgodził i napisał te piękne słowa. Tam się wszystko zgadza, doskonale napisany tekst. Gdy już mieliśmy muzykę i słowa, a nagranie w studio wyszło również bardzo fajnie, uznaliśmy z Krzysztofem, że to jest bardzo mocny numer. Ja w ostatniej chwili zgłosiłam tą piosenkę do Premier. Termin upływał jakoś w południe, a ja wysłałam zgłoszenie za piętnaście dwunasta. To trochę jak kupić los. My także bierzemy udział w różnych konkursach.

MW: I los okazał się szczęśliwy. W opolskich Premierach wystąpisz obok takich artystów jak: Stanisława Celińska, Sławek Uniatowski, Sanah, Lanberry, czy też Kombii. Dodajmy, że to Kombii przez dwa „i” na końcu. Czy uważasz, że konkurencja jest spora i czy ktoś jest faworytem do zwycięstwa? W ogóle czy wygrywanie w takich konkursach ma jeszcze dla Ciebie  znaczenie?

AJ: Ma znaczenie spotkanie z publicznością. Ma to też znaczenie dla promocji naszych piosenek. Przecież my piosenki robimy po to, żeby były grane na różnych antenach i żeby ludzie je znali. Więc takie pokazanie się na festiwalu z nową piosenką jest ważne. Wszystkich wykonawców, których wymieniłeś, bardzo lubię i to jest dobre towarzystwo dla naszego utworu. Uważam, że jest bardzo fajna konkurencja. A przecież skoro jest konkurs, to konkurencja musi być.

MW: Przeskoczę na moment do lat 90.. Właśnie w tamtej dekadzie zaśpiewałaś tytułową piosenkę z serialu fabularnego „Matki, żony i kochanki”. To były takie polskie „Gotowe na wszystko”, chociaż serial osadzony był w polskich realiach i nakręcony wcześniej niż ten amerykański. À propos matek i żon, to przecież jesteś prywatnie żoną słynnego kompozytora i dyrygenta Krzesimira Dębskiego, a także matką bardzo uznanego już twórcy – Radzimira Dębskiego. Swoją drogą Jimek maczał palce przy produkcji utworu „Jestem taka sama”. Czy to jest wyzwanie mieć tylu artystów w rodzinie? Z czym to się wiąże?

AJ: Wiąże się to z tym, że wszyscy musimy się bardzo szanować. Wszyscy uprawiamy muzykę, ale każdy ma swój własny styl i swoje sprawy. Czasami nasze muzyczne projekty się zazębiają, ale najczęściej nie i musimy uszanować to, że każdy ma swoje do zrobienia. To jest zresztą chyba najtrudniejsze w takich rodzinach muzycznych, ale jakoś dajemy radę.

MW: A czy zdarzyły się takie piosenki, kompozycje Krzesimira Dębskiego, o które miałaś żal, że nie trafiły do Ciebie? Czy miałaś takie poczucie, że to właśnie ty je powinnaś śpiewać, a nie jakaś inna wokalistka?

AJ: Nie można tego pytania rozważać w kategorii żalu, ponieważ ja także jestem producentką. A producent to jest taka osoba, która wybiera artystów do swoich projektów –  wokalistów, muzyków, składy różnych zespołów. Producent ma wpływ na wyraz artystyczny, bo w zależności od doboru artystów do projektu osiąga się konkretne brzmienie. Trudno więc bym miała żal, jeśli coś sama wybierałam i pomagałam to wszystko zorganizować. Oczywiście, że zdarzają się takie sytuacje, że aspirujemy do jakiegoś projektu, ale nam to nie wychodzi i ktoś inny go otrzymuje. Cóż, taki jest show-biznes.

MW: W Opolu zaśpiewasz utwór „Jestem taka sama”, ale Twój najnowszy album zwiastuje także inna piosenka. Mówię tu o duecie z Andrzejem Piasecznym „Kochanie, ja nie wiem”. Skąd pomysł na taki duet? Podejrzałem trochę w mediach społecznościowych, że wy się od lat kolegujecie.

AJ: Tak, to prawda. Wspomniałam już, że ta płyta jest przy okazji mojego jubileuszu. A więc jest taka bardziej odświętna. Dlatego chciałam mieć na tej płycie gości. W związku z tym zaprosiłam kilka pięknych głosów. Zaprosiłam Andrzeja Piasecznego, zaprosiłam także do jednego utworu Andrzeja Seweryna, a także Krzysztofa Napiórkowskiego, który śpiewa ze mną 2 duety na tym albumie. O Andrzeju Piasecznym pomyślałam, ponieważ to jest taki love duet, przepiękna piosenka o miłości. A Andrzej bardzo pięknie śpiewa romantyczne piosenki.

MW: Chciałem na moment wrócić do Twojego poprzedniego albumu, do płyty „O miłości, ptakach i złych chłopakach” z 2018 roku. To była dla mnie bardzo zaskakująca płyta. Tam jest dużo oryginalnych brzmień, zabawy słowem, żartu w tekstach. Bardzo energetyzujący album. Tym razem postawiłaś jednak na bardziej sentymentalne, nostalgiczne brzmienia?

AJ: Tamta płyta była w całości autorskim projektem dwóch autorów: Michała Zabłockiego i Andrzeja Bonarka.  W sferze tekstowej napisał ją w całości Michał Zabłocki, który jest znany z tego, że pięknie operuje słowem, a jego teksty są bardzo zabawne. Ja z przyjemnością przyjęłam te piosenki. Założenie przy produkcji tamtej płyty było takie, żeby można było tańczyć do tej muzyki. Tam są taneczne rytmy i ten album ma charakter taki popowo-vintage’owy. Natomiast przy moim najnowszym albumie mieliśmy bardzo klasyczne podejście. W ogóle na tej płycie nie ma elektroniki. Wszystko grają żywi muzycy. W zaledwie dwóch utworach pojawia się stary syntezator Yamaha DX7, którego Krzysiu, jak sam mówił, użył na pamiątkę. Poza tym wszystko jest zagrane na żywo, przez akustyczne instrumenty, więc jest to płyta brzmieniowo bardzo klasyczna. I proszę mi uwierzyć, że takie rzeczy najlepiej przetrwają próbę czasu. I nigdy się nie zestarzeją.

MW: Tak, ponieważ taka muzyka zawsze jest w trendach. Najlepiej o tym świadczy, chociażby najnowsza płyta Taylor Swift „folklore”, która święci teraz takie triumfy na całym świecie.

AJ: Tak, ja lubię Taylor Swift i też już przesłuchałam jej nowy album. Podejrzewam, że jeszcze wiele wokalistek na całym świecie, w trakcie tej izolacji, tworzyło nowe rzeczy. Ona na nowy album napisała 16 piosenek i ja też mam ich tak dużo. To jest taka klęska urodzaju i to jest sytuacja, która dotknęła chyba większości artystów na świecie, że strasznie dużo napisali.

MW: To chyba jedyne co jest pozytywne w tej całej epidemii, że był czas by tworzyć, a zabrakło takiego pędu codzienności. A czy lubisz, kiedy kolejne pokolenia sięgają po Twoje starsze przeboje? Na ostatnim albumie Dody „Dorota” pojawił się Twój hit sprzed lat „Stan pogody”.

AJ: Niech sobie grają, przecież piosenki są po to, żeby były grane. Zawsze się cieszę, gdy ktoś sobie gra i śpiewa moje rzeczy. To było bardzo miłe ze strony Doroty. Ona wprawdzie powiedziała, że to jest ulubiona piosenka jej babci… [śmiech]

MW: Z tego co wiem, to wszystkie piosenki były tam dedykowane jej babci, taki był zamysł tej płyty. Ostatnio podczas takiej przedwyborczej nagonki na środowiska LGBT udzieliłaś wsparcia tym osobom. Napisałaś na instagramie, że gdyby nie geje to nie miałabyś prawdziwych przyjaciół. Chciałem spytać, czy rzeczywiście tak jest i jak jest w takim układzie z babską przyjaźnią i kobiecą solidarnością? Jest tak kiepsko?

AJ: Nie! Oczywiście, że nie. Dziewczyny też są prawdziwymi przyjaciółkami. Mam fajne grono koleżanek. Ja miałam na myśli taką przyjaźń z mężczyzną. Właściwie z mężczyznami heteroseksualnymi trudna jest taka bezinteresowna przyjaźń. Zdarza się, ale bardzo rzadko. Natomiast z gejami przyjaźń pozbawiona jest tego pierwiastka erotycznego i to jest bardzo fajna przyjaźń. Jak z braćmi. Mam taką paczkę znajomych, bardzo lubimy się od lat i są wspaniałymi kompanami.

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak – dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

Reklama
252 views