Aktualności
Kultura

Wybieram tango!


Co roku o tej porze zastanawiamy się, jak najlepiej spożytkować czas do następnej kanikuły. Początek roku szkolnego, czy też zakończenie sezonu urlopowego, to dobry czas na nowy początek, nową pasję. W 18. numerze naszej gazety ukazał się artykuł „Dlaczego tańczymy tango” autorstwa Andrzeja Sikorskiego. Postaci tej nie trzeba chyba brzeżanom przedstawiać – wraz z żoną od lat prowadzą jedyną szkołę tanga w naszym mieście. W artykule padło jednak kilka stwierdzeń, które – sądząc po komentarzach – wymagają doprecyzowania.

J.P. Andrzeju, przeczytałem twój artykuł z uwagą. Wydaje mi się, że gdyby nie fakt, że jestem już częścią  grupy zafascynowanej tym tańcem, to nie byłbym chyba do końca przekonany. Spytam więc ponownie, dlaczego tango? 

A.S. Mógłbym zapytać: „A dla kogo ten wywiad?”. Dla tych, którzy już tańczą, czy dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z tangiem, choć nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Nie chodzi tu o przekonywanie kogoś. Nic na siłę. Ja raczej chciałbym trafić do tych, którzy chcą tańczyć, ale jeszcze o tym nie wiedzą. Ja zaczynałem tańczyć w wieku czterdziestu czterech lat i uwierzcie mi, że do tego czasu nie słyszałem o prawdziwym tangu. Myślę, że można przeżyć całe życie, nie wiedząc, że coś takiego istnieje. Dlatego raczej chciałbym pomóc tym, którzy mają ciekawość w sobie, chcą coś zmienić i dać sobie szansę.

J.P. Co miałeś na myśli pisząc, że tango jest najbardziej ludzkie?

A.S. Mówiąc ludzki, miałem na myśli nasz krąg kulturowy. Nie mam nic przeciwko salsie, bachacie, ale ich nie czuję. Tango ma tę nutę, która jest dla mnie bardzo bliska. Emigranci z Europy Środkowej mieli duży wkład w jego powstanie. Ja jestem z pokolenia, które słuchało Stachury, Okudżawy. U nich był ten rodzaj nostalgii, który znalazłem w tangu. Może dlatego tak łatwo było mi w nie wejść.

J.P. Twoim zdaniem w innych tańcach zdarza się chora rywalizacja, presja, poganianie. Faktycznie masz takie doświadczenia? 

A.S. Myślę, że należałoby najpierw doprecyzować: co to jest taniec?, tańczymy dla siebie czy dla tych, którzy nas oglądają? Czy tak samo będę tańczył w jednym i drugim przypadku? Z premedytacją użyłem takich wyrazistych określeń, żeby pokazać, że odpowiedź na to nie jest taka prosta i jednoznaczna, że może jest tu jakieś drugie dno, którego na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy. Nie zapomnę, jak kiedyś stałem przy scenie na turnieju tańca towarzyskiego. Emocje, które towarzyszyły tancerzom, były skrajnie „nietowarzyskie”.

J.P. Napisałeś, że ci, którzy nigdy nie spróbowali tanga, uważają je za staromodne. Czy tango cały czas ewoluuje?

A.S. To jest powiązane z poprzednim pytaniem. Tango w Polsce jest postrzegane jako przedwojenne. Utrwaliły to również stare filmy. Patrzenie to jednak za mało, żeby zrozumieć. Dopiero jak się zatańczy, widać różnicę. Nie wiem jaka droga czeka tango, ale coraz częściej widzę pary pokazowe z przygotowaniem baletowym. Dla takich ludzi tango jest dobrą niszą. To nie moja opinia, ale starego milonguero, że ci, co w balecie nie znaleźli miejsca, idą w tango. Czy to tangu służy? Zobaczymy. Moim zdaniem bardzo dobrze muzyce tangowej służy mix dźwięków instrumentów klasycznych połączony z efektami elektronicznymi. Tego się naprawdę dobrze słucha i tańczy. Dla mnie tango to idea. Proszę, nie proś mnie teraz o rozwinięcie tego. Dlatego myślę, że ewolucja w tangu może polegać raczej na lepszym i pełniejszym zrozumieniu, czym ono jest. Każdy tango musi odkryć dla siebie.

J.P. Kiedy patrzymy na parę tańczącą standard (walca angielskiego, czy slowfoxa) to jest ona bardziej elegancka. Salsa, czy kizomba sprawiają wrażenie może nawet bardziej energetyczne. Czym zachęcisz ludzi, którzy tanga argentyńskiego nigdy nie spróbowali, ale tamtych tańców też nie?

A.S. Na tym polu przyznaję się do porażki. Od piętnastu lat uczę tanga. Myślę, że to ja jestem nieprzekonujący. Szkoda mi tylko tych, którzy z tego powodu nie odważyli się spróbować. Pierwsze zajęcia, które rozpoczynają nowy kurs, są bezpłatne. Opowiadamy o tangu, pokazujemy, czym jest, odpowiadamy na pytania. Chcemy wzbudzić ciekawość. Może to jest klucz. Rozbudzić w sobie ciekawość: do czego może mnie doprowadzić, co dać lub jak rozwinąć tango. A tak à propos elegancji. Tanguery są bardzo uprzywilejowane, bo mogą przez cały rok nosić sylwestrowe kreacje. Kobieta w tangu wygląda rewelacyjnie.

J.P. Napisałeś również o kontakcie z drugim człowiekiem. Przecież wszystkie tańce tańczone są w parach. Więc co takiego może się zadziać w tangowym objęciu, czego nie mają inne tańce?

A.S. Powiem coś, co podpowiada mi moje wieloletnie doświadczenie. Muzyka organizuje całość. Poruszamy się w jej rytm. Każdy czuje to inaczej. Kroki, które stawiamy, wyrażają naszą ekspresję. I teraz to wszystko trzeba pokazać drugiej osobie, która nie ma o naszym przeżywaniu zielonego pojęcia i do tego sama zrobiłaby to zupełnie inaczej. I tu zaczyna się cała zabawa. Nie wiem, czy w innym tańcu są takie problemy.

J.P. Wiem, że są pary, które tańczą tango, a równolegle z nim ćwiczą taniec towarzyski, kizombę, bachatę. Czy warto to robić?

A.S. Jest duże ryzyko, że będzie trudno nam zapanować nad ciałem. W tańcu dużo dzieje się poza świadomością. Nie da się kontrolować ciała w pełnym zakresie. Mamy pewną rutynę w ruchach. Czy tanguero tańczący z tanguerą-kizombianką będzie miał takie samo odczucie jakby tańczył z tanguerą-tanguerą, rzecz dyskusyjna. Trzeba też rozróżnić tu dwie rzeczy: taniec w parach i solo. Lubię sobie poskakać do dobrej muzyki z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Natomiast taniec w parach to relacja i wymaga całkiem innego podejścia.

J.P. Porównując obszar naszego powiatu do Buenos Aires (tangowej mekki) sugerujesz, że można dojechać do Brzegu z każdego zakątka. Szkoła, którą wraz z żoną prowadzicie, jest chyba jedyną w województwie opolskim?

A.S. Z tym porównaniem to raczej przesadziłem (śmiech). Tango jest tańcem mieszczuchów. Musi być społeczność, która spowoduje, że milonga nie będzie jednorazową atrakcją. Tango bez milonog nie istnieje. Na pewno łatwiej to stworzyć w dużym mieście. Ale moim zdaniem to porównanie wielkości Buenos Aires nie jest takie złe. Na festiwal do Brzegu przyjeżdżają ludzie, których adresy wskazują, że mieszkają w miejscowościach, o których wiem, że nie mają społeczności tangowej. Gdzieś się muszą uczyć, gdzieś tańczyć. Czyli da się. Jest teraz moda na domek za miastem lub na wsi. W takiej sytuacji łatwo o izolację. Tango może być takim zaworem bezpieczeństwa. Tango jest umiejętnością i wierzcie mi, że raz wyuczone pozostaje w nas. Dwa, trzy lata ćwiczeń i mamy coś, z czego możemy korzystać do końca życia. Chcę potańczyć, to jadę do Brzegu, Wrocławia, Warszawy lub Berlina. Ktoś mógłby zapytać, po co nam tango w Brzegu, jeśli mamy w Berlinie?, ale to już inna kwestia.

J.P. Nowa pasja, nowa iskierka wprowadzona w życie, tangowa społeczność. Rzeczywiście ta społeczność jest – wyłączając oczywiście pary zawodowe – najczęściej tańczącą społecznością taneczną?

A.S. Tango na pewno się tańczy. Jest bardzo dużo imprez w całej Europie. Żadne środowisko nie jest tak roztańczone, jak nasza społeczność. W dużych miastach można tańczyć nawet codziennie. W zasadzie dla pasjonatów jedynym ograniczeniem są czas i pieniądze. Jak jest z innymi tańcami, nie wiem. 

J.P. Obserwując tangeros na coniedzielnych milongach w brzeskiej Herbaciarni można odnieść wrażenie, że jest to taka mała tangowa mekka. Czy rzeczywiście jest to tak ważne miejsce na tangowej mapie Polski?

A.S. Wiem, że takie porównanie jest troszkę śmieszne. Jednak Herbaciarnia to lokal naprawdę wyjątkowy, a dzięki organizowanym rokrocznie brzeskim festiwalom tanga jest dobrze znana nie tylko w tangowej Polsce, ale również w tangowej Europie. Do tego Brzeg ma naprawdę dobrze zorganizowaną społeczność. Jeśli porównamy liczbę tańczących tango do liczby mieszkańców w Brzegu i w Warszawie, to w Warszawie, żeby osiągnąć tę samą proporcję co w naszym mieście, musiałoby tańczyć około 1000 osób. Więc statystycznie nie jest tak źle. To tak półżartem. Tango tworzą ludzie. Jacy przyjdą, takie będzie. Wszystko zależy od nas. 

J.P. Czy na zakończenie chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?

A.S. Zapraszamy Was do wspólnego przeżycia tej przygody. Spróbować warto. Kontaktujcie się z nami pod numerami telefonów 609 477 374 lub 600 095 402.

J.P. W takim razie dziękuję za wywiad.

A.S. Ja również dziękuję i pozdrawiam. Do zatańczenia.