Aktualności
Muzyka
Wywiad

Wywiad z Kasią Cerekwicką przy okazji premiery albumu „Pod skórą”


Marcin Wolniak: 5 lat minęło od ostatniej płyty, od albumu „Między słowami”. Co się w Tobie zmieniło przez tych ostatnich 5 lat? Jak sama twierdzisz, nowy album „Pod skórą” to Twój najbardziej dojrzały i osobisty materiał w karierze.

Kasia Cerekwicka: Ja myślę, że każdy z nas przechodzi proces dojrzewania. To, co robiłam 5 lat temu, zostawiam teraz za sobą. Cały czas staram się rozwijać, chociażby w tej sferze muzycznej. Ostatnie lata to był dla mnie bardzo intensywny czas koncertowania. Natomiast czas pomiędzy koncertami a odpoczynkiem, spędzałam na tworzeniu nowego materiału. Pisałam nowe piosenki i poszukiwałam producenta, co w Polsce nie jest łatwe. Producentów muzycznych cały czas mamy jak na lekarstwo.

MW: Twój album promuje utwór „W pogoni za szczęściem”, utrzymana w stylu motown. Takich brzmień, zabarwionych także soulem, jest dużo na tej płycie, ale jest to także płyta bardzo refleksyjna, nieoczywista. Dużo jest niespodzianek na tym albumie. Czy to był Twój zamysł, żeby zrobić album nie „pod publiczkę”? Żeby nie silić się na radiowe przeboje i nie korzystać z utartych schematów?

KC: Od artystów, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, wymaga się hitów radiowych. Oczekuje się komercyjnych piosenek, żywego, tanecznego wręcz materiału. Ja nie mam takiej natury. Trudno byłoby mi wykonywać muzykę z pogranicza dance, taką wesołą i typowo rozrywkową. Moje koncerty zawsze miały refleksyjny przekaz. Taka też jest ta płyta. Ona jest energetyczna, to nie są same ballady, ale mimo wszystko chciałam wzbudzać emocje. Nie tylko te pierwotne emocje, ale też skłonić słuchacza do refleksji nad swoim życiem, nad sobą. Chciałam być też trochę przyjaciółką tego słuchacza i pomóc w wydobyciu z siebie emocji, o których czasami trudno mówić. Muzyka zawsze działała na mnie w taki sposób i pomyślałam, że teraz to ja dam coś od siebie.

MW: Zdradź nam, proszę, kulisy powstania tej płyty. Jak powstawała, w jakich okolicznościach? Wiem, że znalazłaś producenta, który wprowadził dużo ciekawych brzmień, zabarwionych także elektroniką. Do tego pojawia się także interesujący zestaw kompozytorów, którzy udzielili swojego talentu przy tym albumie. 

KC: Ja przez ostatnie 10 lat nagrałam mnóstwo demówek. Wiele z nich nie znalazło się na mojej ostatniej płycie „Między słowami”. Było wśród nich kilka piosenek, do których wiedziałam, że wrócę. To nie jest tak, że je odrzuciłam. Po prostu wiedziałam, że to są części pewnej całości i że na pewno nie pasują do tamtego krążka. Wiedziałam, że kiedyś stworzę taką płytę, na którą wybiorę właśnie 11 bliskich mi piosenek, które mają trochę głębszy przekaz. Te piosenki potrzebowały jednak oprawy muzycznej. Naprawdę ciężko jest znaleźć producenta, który jest na tyle elastyczny, że podda się też wizji artysty. Szukałam więc kogoś, kto tworzy w takim stylu. Marcin Borys jest bardzo znany z muzyki alternatywnej, ale też świetnie odnajduje się w muzyce popowej. Natomiast nie jest to muzyka ładna, grzeczna, ale ma odrobinę pazura. Na tym bardzo mi zależało, żeby ta płyta miała swój charakter. Żeby każda z tych piosenek była trochę inną opowieścią. Nie tylko opowieścią tą słowną, ale także muzyczną. Słuchając tej płyty mam takie wrażenie, że jest ona bardzo spójna muzycznie, ale jednocześnie każda z tych piosenek ma zupełnie inny styl i inny przekaz. Do tego dążyłam. 

MW: Masz już swoje faworytki do kolejnych singli? Przesłuchałem ten album kilkukrotnie i najbardziej w głowie siedzą mi: „Lody”, „Pod skórą” i „Gdzie kończy się noc”. To takie moje Top 3. A jak u Ciebie? 

KC: Fajne jest to, że przy poprzednich płytach wszyscy wskazywali 3-4 przodujące numery i to się pokrywało i przeważało. Teraz jest tak, że każdy wybiera inną piosenkę, która bliższa jest jego emocjom, czy też bliższa muzyce, którą lubi słuchać. Piosenki, które wymieniłeś, są także w moim topie. Natomiast gdybym miała wybierać piosenkę na kolejnego singla, pewnie musiałabym się kierować większością. Powiem szczerze, że tego nie chcę. Dla mnie każda z tych piosenek jest inna i wyjątkowa. Mogę powiedzieć, że uwielbiam całą 11. Tak jak Ty, bardzo lubię piosenkę „Lody”, ale także piosenkę „Nigdy”, która jest dla mnie wyjątkowa ze względu na moje osobiste przeżycia. Lubię także „Powód”, „Pod skórą”, „Gdzie kończy się noc”. Ja już wiem, co będzie kolejnym singlem. Jeszcze tego nie zdradzę. Niech to będzie niespodzianka dla osób, które jeszcze tego nie wychwyciły. Za chwilę będziemy nagrywać kolejny clip. To od początku dla mnie była piosenka numer jeden, z takich przyczyn moich prywatnych. Chciałam tą piosenką otworzyć promocję płyty. Natomiast razem z moją wytwórnią zdecydowaliśmy, że będzie to piosenka „W pogoni za szczęściem”, także z racji tego, w jakim czasie wypuściliśmy singiel. Chciałam odrobinę pozytywniej zacząć to rozdanie i dać słuchaczom trochę radości i pozytywu, których wszystkim nam po lockdownie i kwarantannach brakowało. Natomiast piosenka, którą już niedługo zaprezentujemy, będzie bardziej odpowiednia na jesienne wieczory.

MW: Wiem, że oprócz śpiewania masz też inną pasję – psychologię. Jesteś absolwentką psychologii klinicznej. Czy ty ze swojej wiedzy psychologicznej korzystasz także przy tworzeniu muzyki, podczas pisania tekstów?

KC: Nie. Większość z tych tekstów powstała jeszcze zanim zaczęłam studiowanie psychologii. Te inspiracje jednak były inne. Powiem szczerze, że trudniej jest mi pisać teksty teraz, ponieważ piszę o jakimś problemie, a w głowie już tworzy mi się rozwiązanie tego problemu. Natomiast psychologia bardzo pomaga w życiu, w codziennym funkcjonowaniu. Szczególnie psychoterapia, którą również mam za sobą. Ta wiedza daje duży spokój wewnętrzny. U mnie osobiście powoduje to, że łatwiej przebywa mi się wśród ludzi, łatwiej mi walczyć z hejtem i niekonstruktywną krytyką. Na pewno mam też więcej pewności siebie i odwagi, chociażby do prezentacji nowego materiału. To może być dosyć zaskakujące, ale ja z natury jestem osobą dosyć nieśmiałą. Tak naprawdę tylko scena powoduje, że przeradzam się w to zwierzę sceniczne. Na co dzień prowadzę dosyć spokojne życie, dalekie od tego, co można by sobie wyobrażać na temat artystów. 

MW: Debiutowałaś w „Szansie na sukces”, w II połowie lat 90-tych. Od tamtego czasu jesteś obecna na polskim rynku muzycznym – były albumy, trasy koncertowe, mnóstwo różnych występów i projektów. Powiedziałaś ostatnio takie zdanie: „mogę wszystko, ale niczego nie muszę”. Czy już nie musisz niczego udowadniać? Nie ścigasz się już o wygrane w konkursach? Nie ścigasz się o wyświetlenia na YouTube, czy lajki na Instagramie?

KC: Ja na pewne rzeczy nie mam wpływu. Dla mnie Instagram to nie jest medium, które promuje muzykę. To jest medium, które przede wszystkim promuje obrazy. To, co potrafimy szybko wyłapać wzrokiem. Wolę jednak Facebooka, bo tam mam do czynienia z żywymi organizmami. Z osobami, które lubią czytać i pisać dłuższe treści, a nie tylko oglądać piękne obrazy. Dla mnie nigdy nie liczyły się lajki, bo tak naprawdę czym dla mnie są lajki? Może ważniejsze są dla mnie lajki na YouTube. Trzeba jednak pamiętać, że są różne osoby. Jedni słuchają muzyki przez YouTube, ale inni na Spotify, czy też kupują płyty. Często też nie mają potrzeby uczestniczenia w social mediach. Takich osób jest naprawdę dużo i spotykam te osoby na koncertach. Jest mnóstwo osób, które nie żyją tym wyidealizowanym światem. 

MW: Mówiliśmy o tym, że ta płyta nie powstała po to, by podlizywać się dużym radiostacjom, czy też schlebiać gustom publiczności. To album, który powstał z potrzeb artystycznych, żeby stworzyć muzykę, z której jest się zadowolonym. A zdarzyło Ci się nagrać takie piosenki, z których dzisiaj nie jesteś zadowolona? 

KC: Nagrałam taką piosenkę, ale w końcu mi się spodobała. Miałam duże obawy przed

nagraniem piosenki „Bez Ciebie”, czyli piosenki, za którą udało mi się zdobyć nagrodę na

Festiwalu w Opolu. Wersja demo tej piosenki nie spodobała mi się. Brakowało mi tam emocji, mojego sposobu frazowania, mojego myślenia na temat linii melodycznej i muzyki.

Trochę walczyłam wtedy z twórcami tej piosenki, głównie z producentem. Próbowałam przeforsować swoją wizję, tłumacząc, że jeśli to ma być dobry kawałek, to muszą mi też zaufać w kwestii śpiewania. Wiedziałam, jak to musi być zaśpiewane. Okazało się, że moja wersja została zaakceptowana. Wtedy też zaczęłam ją lubić, bo była moja i nie była sztucznie wykreowana, według jakiegoś ściśle określonego wzoru. Teraz to jedna z moich ulubionych piosenek, z którą identyfikuję się i czasem zdarza mi się puścić łezkę wzruszenia podczas wykonywania jej na koncertach.

MW: W 2006 roku byłaś bardzo bliska reprezentowania Polski na Eurowizji. Twoja piosenka „Na kolana” zajęła wówczas 2. miejsce w Krajowych Eliminacjach. Czy teraz też zdecydowałabyś się na udział w takim konkursie jak Eurowizja?

KC: Mnie już parę razy zapraszano do preselekcji i wzięcia udziału w tym konkursie, ale jednak nie. To nie dla mnie. Pewien etap ścigania się, czy też konkursów mam za sobą. Myślę, że ostatnim takim challengem dla mnie był Festiwal w Opolu. To jest jednak duży stres i obciążenie, żeby reprezentować kraj. Coś jest takiego w nas, że nie do końca też wspieramy artystę, który jedzie z czerwono-białą flagą na Eurowizję. Poza tym jest teraz tyle młodych, fantastycznych wokalistek. Ja bardzo liczyłam na Alicję Szemplińską, że pojedzie na Eurowizję i powalczy. Uważam, że ma potencjał, bo jest młoda, bardzo atrakcyjna i ma nietuzinkową barwę głosu. Ma też jakiś przekaz. Myślę, że dajmy szansę tym, którzy mają wszystko przed sobą i czują z tego ogromną frajdę.

MW: 2020 rok zapisze się w Twoim kalendarzu jako rok premiery Twojego albumu. Czy z innych względów to jest dla Ciebie dobry rok? Patrząc na branżę muzyczną w czasie pandemii, to jest raczej ciężki czas dla artystów.

KC: To jest katastrofa. To, co się dzieje. Cały czas jestem w kontakcie z moimi kolegami z branży. Nie tylko tej muzycznej, ale też nagłośnieniowej i oświetleniowej. Nasza branża jest cały czas zamrożona i nie możemy grać koncertów tak jak wcześniej, przy takim obłożeniu publiczności. Większość tras koncertowych, zwłaszcza tych dużych, jest cały czas w zawieszeniu. Wszyscy muszą mieć świadomość, że taki koncert nie zapewnia tylko wynagrodzenia artyście. To jest ogromne przedsięwzięcie. Budowanie sceny, w takich ogromnych halach, czasem zajmuje 3 dni. Nawet wynajęcie takiej sali to są ogromne koszta. Żeby taki koncert pokrył te koszta, na widowni musi zasiąść odpowiednia ilość widzów. Niestety nie jesteśmy w stanie teraz tego spełnić, w związku z czym większość tras po prostu się nie odbywa. Zdarzają się jakieś mniejsze koncerty, ale większość artystów gra za darmo, po to, żeby ich zespół mógł zarobić. To muzycy teraz są w najtrudniejszej sytuacji finansowej. Wielu moich kolegów, doskonałych muzyków, którzy kształcili się całe życie w szkołach muzycznych, szuka teraz innej pracy. To jest naprawdę kiepska, dramatyczna sytuacja dla naszej branży. Cały czas mam nadzieję, że wiosną będziemy mogli powrócić do wykonywania swojego zawodu w całym znaczeniu tego słowa. Wiem, że nie tylko ja jestem spragniona śpiewania. Nasi słuchacze również są spragnieni muzyki, dźwięków, koncertów na żywo. Żaden koncert internetowy tej magii nie odda. 

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak– dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z

Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na

Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym

przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i

Konkursu Piosenki Eurowizji.

Reklama
141 views