Kultura
Muzyka

Wywiad z Majką Jeżowską przy okazji premiery albumu „Pol’And’Rock Live 2019”


Marcin Wolniak: Dziś mam okazję porozmawiać z królową mojego dzieciństwa i Waszego zapewne także. Jak się okazało rok temu, także z królową festiwalu Pol’And’Rock – Majką Jeżowską. Witaj Majka.

Majka Jeżowska: Cześć. Witam serdecznie wszystkich czytelników Głosu Powiatu. 

M.W: W ubiegłym roku podczas festiwalu w Opolu świętowałaś swój jubileusz i wtedy zdradziłaś mi, że wystąpisz na festiwalu Pol’And’Rock, na dawnym Woodstocku. W pierwszej chwili pomyślałem wówczas, że fajnie wychodzić poza schematy, ale w życiu bym nie przypuszczał, że ty zrobisz tam taką furorę. Z tego ogromnego zamieszania ukazała się teraz nawet płyta „Live Pol’And’Rock 2019”

M.J.: Dziś już nie mówimy o Woodstocku, bo to jest Pol’And’Rock Festival, ale kiedy wspominamy Woodstock, to od razu widzimy tą atmosferę i tłumy, które przyjeżdżają tam od dwudziestu paru lat. W różne miejsca w Polsce, ale ostatnio do Kostrzyna nad Odrą. Rzeczywiście moja obecność na tym festiwalu była przez niektórych traktowana dosyć sceptycznie, z przymrużeniem oka. Niektórzy fani tego festiwalu nie dowierzali, że moja osoba tam w ogóle pasuje. W końcu to impreza mocno rockowa, ale też dosyć hipisowska w swojej energii. Od kilku lat gram jednak z nowym składem muzycznym, z muzykami którzy grają także w innych składach rockowych, hip-hopowych, jazzowych. Muzycy mnie namawiali mówiąc, że powinniśmy tam razem wystąpić. Od 6 lat występuję wyłącznie z zespołem, zmieniłam menagement i swoje życie zawodowe. Nasze koncerty wyglądają tak, że wielopokoleniowy tłum świetnie się bawi przy piosenkach, które zna z dzieciństwa przearanżowanych na nowocześniejszą nutę. Więc muzycy stwierdzili, że powinniśmy wystąpić w tym składzie na Pol’And’Rock. Ja podchodziłam do tego sceptycznie, bo wiedziałam, że na tym festiwalu występują heavy metalowcy, alternatywa, reegae. To są klimaty zupełnie nie moje i nawet jeśli mogę taką muzykę wykonywać, co pokazałam zresztą rok temu, to jestem kojarzona z zupełnie czymś innym. I tu chodziło o publiczność, nie o mnie. O to, żeby publiczność zaakceptowała taką moją wersję. Bałam się, że polecą w moją stronę jakieś pomidory [śmiech], że po prostu nie będę zaakceptowana. Wtargnęłam trochę nie na swój teren

M.W.: Okazało się zupełnie inaczej, byłem tym naprawdę zszokowany. Twoje piosenki  zdobyły totalnie nowe brzmienie. Pomysł na takie rockowo-punkowe aranże do tych piosenek sprawdził się. To jest nowa jakość, nowa energia. Zresztą od lat robi tak Maryla Rodowicz, że co jakiś czas dobiera młodych muzyków, przearanżowuje stare kawałki, zmienia brzmienie. 

M.J.: Wiesz co, tak trzeba robić jeśli się jest długo na estradzie. W moim przypadku to też jest kilka dekad. Nie można ciągle tak samo śpiewać tych samych piosenek. Fani najbardziej lubią jednak te stare wersje i to wymaga naprawdę niezłej gimnastyki, żeby ich przekonać do nowych brzmień. A przecież ciągle się zmieniamy, rozwijamy. Wracając do Pol’And’Rock Festiwalu to muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się prawie 100 tysięcy ludzi. To był mój największy koncert w życiu. Jeszcze pół godziny wcześniej ludzi było dużo, dużo mniej i oni nagle się pojawili. To był totalny szok. Atmosfera wokół mojego koncertu była bardzo fajna. Nagle wszyscy fotoreporterzy, dziennikarze spod dużej sceny, która jest tylko trochę większa od tej małej, przyszli zobaczyć mój koncert. Czuli, że to będzie coś niezwykłego. I to prawda, że było tam wiele wspaniałych koncertów. To jest wspaniały festiwal i wspaniała publiczność, którą wychował Jurek Owsiak, twórca tego festiwalu i takiej woodstockowej idei. Ten festiwal pokazuje młodzieży czym jest tolerancja, także na różne gatunki muzyczne, tolerancja na drugiego człowieka. Ci ludzie tworzą ten wielki, wielopokoleniowy i wielokulturowy tłum, który nie ma cienia agresji i nienawiści. Jest dla siebie życzliwy i przez kilka dni wręcz kotłuje się na tym festiwalu bez żadnych incydentów, bez obrażania się. Nad tym tłumem unosi się atmosfera wyjątkowej miłości i pokoju. Takie są też główne hasła festiwalu: love, peace, music, rock’n’roll, freedom. Tam były wspaniałe koncerty Krzyśka Zalewskiego czy Agnieszki Chylińskiej. Tylko, że publiczność idąc na ich występy wiedziała czego może się spodziewać. A tu przyszli na Majkę Jeżowską, którą pamiętali z dzieciństwa jako panią w kolorowych, tiulowych halkach, z kokardą na głowie. To były ich wspomnienia sprzed 30, 20 lat. I przyszli ci dorośli ludzie i zobaczyli młodą kobitę, a pewnie wyobrażali sobie, że spotkają się ze swoją dawną idolką, która jest już babcią. Polecam wszystkim zobaczyć na youtube film dokumentalny, który zrobił mój syn – „Majka i pokojowy wall of death”. Ten dokument pokazuje jak się przygotowywałam do tego festiwalu. Właśnie w tym dokumencie jadąc w busie z zespołem mówię, że zaskoczymy ludzi, spuścimy im muzyczny łomot. Oni się tego nie spodziewali i po prostu popłakali się ze szczęścia. Ale popłakali się też dlatego, bo są otwartymi ludźmi i poddali się tej podróży w czasie. Pod sceną wyglądali jak banda dzieciaków, która po wielu latach zobaczyła swoją mamę. Stałam na scenie i patrzyłam na ten tłum dorosłych facetów, który płakał ze wzruszenia. Gdyby to była taka typowa, polska publiczność, która szufladkuje sobie rzeczy, nie jest otwarta i nie jest wrażliwa, to by nie dali mi nawet dokończyć. Tutaj były otwarte ramiona. Poczułam się jakbym ich wychowała, jakby wszyscy byli moimi dziećmi. 

M.W.: W piosence „Kolorowe dzieci” śpiewasz takie słowa: „nie patrz na to w jakim kraju, jaki kolor dzieci mają i jak piszą na tablicy, to naprawdę się nie liczy”. To chyba ważne dla Ciebie hasła: wolność, równość, tolerancja? Uczysz tego w swoich piosenkach dzieciaki właściwie już od przedszkola. Czy Polska jako kraj tego teraz szczególnie potrzebuje?

M.J.: Oczywiście, że tak. Cały świat tego potrzebuje. Nie ważne jak głośno byśmy o tym mówili i jak często o tym śpiewali, to niestety natura ludzka jest taka, że zapominamy. Zapominamy o drugim człowieku, patrzymy na koniec swojego nosa, ulegamy namowom. Ulegamy hasłom i polityce, stajemy pod różnymi sztandarami i napisami zapominając, że wartością największą jest życie drugiego człowieka i wolność. A tej wolności nie ma kiedy traktujemy drugiego człowieka gorzej od siebie. Kiedy dzielimy się na gorszych i lepszych. Kiedy wytykamy komuś, że ma inny kolor skóry. Zobacz co się dzieje na całym świecie. Wydawałoby się, że w XXI wieku już się pewnych rzeczy nauczyliśmy, wyciągając wnioski z historii, z tragicznych wydarzeń. Ja przede wszystkim zajmuję się komponowaniem muzyki. Na przykład „A ja wolę moją mamę” to jest moja kompozycja, ale tekst napisała Agnieszka Osiecka. „Kolorowe dzieci” zamówiłam u Jurka Bielunasa, który z kolei odpowiada za wszystkie teksty z albumu „Małe Wu Wu”. Mieszkałam wtedy w Stanach, a mój syn chodził do klasy z kolegami o różnych kolorach skóry. Pomyślałam wtedy, że chciałabym na mojej nowej płycie z piosenkami dla dzieci w Polsce mieć piosenkę o tolerancji. Pokazać, że są różne dzieciaki na świecie. Okazuje się, że od kilku lat ta piosenka przeżywa swój renesans bo jest potrzebna. Różne fundacje pytają mnie o zgodę na wykorzystanie tej piosenki jako swojego hymnu. Ta piosenka jest omawiana na lekcjach w przedszkolu czy szkole podstawowej. Ja już wiele lat temu śpiewałam o tym, tylko że te piosenki były zawsze traktowane jak piosenki dla dzieci. A tak naprawdę były dla całych rodzin. Dlatego nigdy nie były infantylne, zawsze miały jakiś przekaz. 

M.W.: Ja w ogóle zachęcam wszystkich, żeby sięgnęli po ten album „Live Pol’And’Rock 2019”. Sam ostatnio podczas treningu na siłowni przesłuchałem tą płytę dwukrotnie i przyznam, że to jest też świetna muzyka do cardio. 

M.J.: [śmiech] Ale to fajne!

M.W.: Pojawiłaś się ostatnio w towarzystwie Krystyny Prońko na takim happeningu w Warszawie dotyczącym odmrażania koncertów. W dalszym ciągu artyści nie mogą organizować dużych koncertów, występować dla publiczności. Branża muzyczna, eventowa, nie zarabia już od kilku miesięcy. Czy odbierasz to jako jakąś niesprawiedliwość, że akurat ta branża do tej pory nie została odmrożona?

M.J.: Oczywiście, że tak. Czuję olbrzymią niesprawiedliwość. Gdyby te zakazy dotyczyły wszystkich i były przestrzegane, to ja bym to szanowała, z pełnym zrozumieniem i pokorą. Natomiast w tym samym czasie widzę wielkie skupiska ludzi na wiecach politycznych, na procesjach, na targowiskach. Ostatnio pod Łodzią był duży targ dla fanów motoryzacji, gdzie było kilka tysięcy ludzi, a w ciągu dnia przewinęło się prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. W dodatku bez maseczek, bez zachowania jakiegokolwiek dystansu między sobą. Naprawdę w takim tłumie można było zorganizować koncert. Bo to nie ja jestem niebezpieczna. Nie muzyka jest tu zagrożeniem dla ludzi, tylko ich własna głupota i brak świadomości. Przecież można przyjść na koncert i zachować odstęp. Na przykład na koncercie plenerowym. My jesteśmy wysoko na scenie, a ludzie stoją obok siebie i to od nich zależy jak blisko stoją i czy są zabezpieczeni. Ta głupota i brak świadomości u ludzi nie przeszkadza w organizowaniu jakiś happeningów, targowisk, wieców politycznych. To jest ok, ale koncert jest już zagrożeniem dla ludzi. To jest brak zrozumienia, że w branży muzycznej pracują tysiące ludzi. To nie są tylko gwiazdy, które zresztą zawsze przy takich okazjach dostają po głowie. Ludzie mówią, że gwiazdy narzekają i powinny siedzieć cicho bo przecież tyle zarabiają. A przecież koncerty to są również muzycy, technicy, ludzie, którzy wożą sprzęt, firmy nagłaśniające, realizatorzy dźwięku, kablowi, menagerowie. Oni teraz siedzą w domach i też płacą kredyty i naprawdę nie mają z czego żyć. Dlatego wyszliśmy na ulice, a dokładnie na Plac Zamkowy. Nie po to, żeby grać dla ludzi, tylko dla zaproszonych dziennikarzy. Chcieliśmy, żeby media zaczęły o tym głośno mówić. To jest niesprawiedliwość, bo my jako pierwsi straciliśmy pracę. Zobacz co się dzieje kiedy jest na przykład żałoba narodowa, z powodu jakiejś tragedii. Co się robi? Odwołuje koncerty i spektakle. Czy odwołują panią w banku? Nie. Czy odwołują fryzjerów? Nie. Odwołują piekarzy, albo zamykają szpitale? Nie. Odwołują koncerty. Nam już w marcu zlikwidowano możliwość pracy. Mój basista, bardzo zdolny człowiek po szkole muzycznej, od marca jeździ jako kierowca i rozwozi paczki. Każdy sobie radzi jak może, ale nie po to studiujesz, uczysz się, żeby teraz ludzie pisali, że trzeba się przebranżowić. A co ja mam powiedzieć? Czy ja mam iść na kasę w centrum handlowym? Jestem wokalistką i kompozytorką i w tym roku miałam zagrać około stu koncertów. Cały maj, czerwiec, przez wakacje. Już nie mówiąc o tym, że miałam znów wystąpić na Pol’And’Rocku, czy na Juwenaliach. To wszystko przepadło i do końca roku tego nie zagramy. Na razie nie ma takich widoków. Wyszliśmy więc na ulicę. My nie miałyśmy z Krysią Prońko żadnego występu w planach. Miałam tam wystąpić ze swoimi muzykami, bez oprawy, bez nagłośnienia. Żeby też pokazać, że za nami stoi cała rzesza ludzi, która buduje scenę, nagłaśnia, wozi sprzęt, robi oświetlenie itd. I nagle ktoś mnie klepie w ramię, patrzę, a to Krysia. Spytała mnie: „występujesz tu?”, a ja potwierdziłam. Powiedziała, że może mi zaśpiewać chórki, więc zaproponowałam że zaśpiewamy nasz duet. Usiadłyśmy sobie z boku, gitarzyści zagrali, przećwiczyliśmy to. Potem jeszcze Tomek Karolak mi robił chórki, bo myśmy tam wszyscy byli, tylko oddaleni od siebie o kilka metrów. To było cudowne spotkać tych wszystkich ludzi i śpiewać w jednej wspólnej sprawie. Każdy z nas ma taką niepewność tego co się wydarzy. Powiem ci szczerze, że ja za chwilę dostanę szału. Ja po prostu lubię swoją pracę i chcę mieć możliwość pracy. Bo jeśli nie mam koncertów w normalnym czasie to mogę mieć pretensje do siebie, że nie nagrałam nowej płyty, że ludzie o mnie zapomnieli, że może coś muszę zrobić, gdzieś się pokazać. A może po prostu się wypaliłam i muszę przejść na emeryturę. Ten rok miał być taką konsekwencją tego co się ostatnio wydarzyło – płyta DVD, płyta CD live, występ na Dużej Scenie na Pol’And’Rock, mnóstwo koncertów. Mam takie wrażenie, że ktoś mi to zabrał i nie chce mi tego oddać. Przecież to jest moje życie, moja praca. Ja od pół roku nie zagrałam żadnego koncertu. To jest dla mnie tak nienaturalne, że mam ochotę wyjść na ulicę i krzyczeć. Zdaję sobie też sprawę, że najpierw ludziom potrzebny jest chleb, a nie kultura. Natomiast zobacz kto wspierał społeczność kiedy zaczęła się pandemia? Rząd? To my pierwsi jesteśmy do pomagania społeczeństwu, ale w drugą stronę to nie działa. 

M.W.: Zawsze gdy słyszę, że kultura jest mniej ważna to nakłaniam, żeby spróbować żyć chociaż dwa tygodnie bez muzyki, bez filmu, bez swojej ulubionej książki. Chciałem jeszcze poruszyć temat wakacji, bo przecież zaczął się sezon wakacyjny. Jak sama śpiewasz: „na plaży fajnie jest”. A gdybyś miała wymienić takie 3 najpiękniejsze plaże, które widziałaś w swoim życiu? 

M.J.: Ja rzeczywiście uwielbiam plażę, morze, ocean. Pierwsza plaża, która mi przychodzi na myśl jest na tajskiej wyspie Ko Samui. Jest tam ciepła woda, palmy, kwiaty dookoła, zapach ananasów, kokosów. Ja się tam czułam jak w raju. To było dawno temu i to była jedna z moich pierwszych, egzotycznych plaż w moim życiu. Druga to na pewno Australia, w Sydnej… 

M.W.: A trzecia Sopot ! [śmiech]

M.J.: Sopot? [śmiech]. Wiesz co? My mamy bardzo fajne plaże. Kłopot jest tylko w tym, że czasem woda jest zbyt zimna, żeby do niej wchodzić. Są piękne plaże bliżej Międzyzdrojów. Szerokie, czasem puste. Te plaże nie mają nic wspólnego z egzotyką, ale są nasze. I ten wiatr, czasem chłodny, kojarzy mi się z jakąś muzyką z lat dzieciństwa. Ja od razu jak widzę moje pocztówki z podróży po świecie, to od razu słyszę konkretne piosenki. Piosenka „Na plaży” jest też na albumie „Pol’And’Rock Live 2019” i to jest już kolejna wersja piosenki, która powstała na początku lat 90-tych. Wtedy bardzo często koncertowałam nad polskim morzem, w tych wszystkich wypoczynkowych miejscowościach. Zamówiłam ten tekst także u Jurka Bielunasa. Chciałam, żeby był taki plażowy, wakacyjny, bo nie miałam żadnej takiej piosenki. A występowałam praktycznie na plażach. I tak powstała ta piosenka, nagrana w Stanach Zjednoczonych przez amerykańskich muzyków. Pierwsza wersja była bardzo leciutka, latino z bębnami, potem nagrałam ją jeszcze w wersji jazzowo-reegowej, a ta wersja z Pol’And’Rocka jest hipisowska. Plażowy chill out, gdy wszyscy są na takim wakacyjnym high’u. Jeszcze raz polecam posłuchać mojej płyty z festivalu Pol’And’Rock, bo jeśli ktoś nie był na moim koncercie kilkadziesiąt lat, to ten koncert może zmienić postrzeganie mojej osoby i przenieść w cudowny świat piosenek z dzieciństwa.

Rozmawiał : Marcin Wolniak

Marcin Wolniak– dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

209 views