Aktualności
Brzeg

Zalane mieszkanie, spadający sufit, interwencja straży pożarnej i konflikt z administratorem


Zakup mieszkania, jest dla każdej rodziny ważnym wydarzeniem i szczęśliwym momentem. Niestety dla państwa Darii i Wojciecha, przeprowadzka na ul. Garbarską w Brzegu stała się prawdziwą udręką. Ich mieszkanie wygląda obecnie koszmarnie – poodpadały części sufitu, woda zalewa wszystkie pomieszczenia, a przewody elektryczne są tak zamoczone, że większość urządzeń trzeba było odłączyć.

Mieszkanie na Garbarskiej sprawia wrażenie fajnego gniazdka na szczęśliwe rodzinne życie. Dwa poziomy, dużo przestrzeni, niezły widok na zieleń. Niestety po kilku miesiącach od wprowadzenia się do nowego lokum rozpoczęła się gehenna. 

Wraz z nadejściem deszczy zaczęły się regularne zalania. Jednak takie, które spowodowały odpadanie sufitu, poważne zamoczenie instalacji elektrycznej, częściowe zniszczenie podłóg i boazerii oraz ścian w kuchni i pokojach.

– Jest bardzo wilgotno. Rano budzę się, kaszląc. A jest lato, upał i można otworzyć okna, przewietrzyć. Co będzie jesienią albo jak spadnie śnieg? – pyta pani Daria.

Górna część mieszkania znajduje się na poddaszu. To najprawdopodobniej tu należy szukać źródła problemów. Dach jest skośny, znajdują się w nim okna. Mieszkańcy lokalu twierdzą, że dach jest w fatalnym stanie. Na dowód, pan Wojciech przytacza mi fakty z wizyty dekarza, który oceniał stan poszycia dachu (w obecności lokatorów i zarządcy). Ich zdaniem fachowiec stwierdził, że zarówno dachówki, jak i wykończenia są kiepsko zamontowane. Doprowadziło to do przecieków i przegniły już krokwie. Woda zacieka przez to, także na niższe piętro, powodując dodatkowe zniszczenia. Znajomy dekarz miał wykonać niezbędne prace, ale nie mogąc doczekać się przez dwa tygodnie na pisemne zlecenie od administratora, wyjechał na urlop. 

– Ten pan za każdym razem mówi co innego, zmienia liczby, fakty, w zależności od tego z kim rozmawia. Zapisał sobie wszystkie moje numery i nie odbiera połączeń ode mnie – mówi pan Wojtek.

Na początku sierpnia pani Daria, nie mogąc poradzić sobie z cieknącą wodą, która spowodowała poważną awarię instalacji elektrycznej, a także odpadnięcie od ściany szafki kuchennej, wezwała straż pożarną. Poniżej zamieszczamy protokół. Zaleca się w nim natychmiastowe zabezpieczenie dachu. 

– Strażacy próbowali się dodzwonić do administratora, nie odbierał. Zostawili mi protokół po interwencji, w którym zalecają natychmiastowe zabezpieczenie dachu. A oglądając ściany i dach mówili, że wszystko jest do wyrzucenia – relacjonuje właścicielka mieszkania.

Obecnie mieszkanie jest w fatalnym stanie. Pozrywane sufity, elementy boazerii, puchnące deski podłogowe i kruszący się tynk. Wyraźnie czuć wilgoć.

Pani Daria przebywa w swoim mieszkaniu wraz z kilkuletnią córeczką. Jej mąż pracuje za granicą i jest 800 km od domu. Pozostaje jedynie kontakt telefoniczny.

– Córeczka ma niby swój pokój, ale nie może w nim ani spać, ani się bawić. Zapytałam zarządcę, czy chciałby mieszkać w takich warunkach, to odpowiedział, że co on może mi powiedzieć – mówi pani Daria.

Właściciele mieszkania twierdzą, że administrator nieruchomości nie robi nic, żeby im pomóc, czasami unika kontaktu, a czasami przychodzi i dużo mówi, ale nic z tego nie wynika, a powinien zdecydowanie interweniować. Powód swojego nieszczęścia upatrują w cieknącym dachu.

– Niech pan zobaczy jak wygląda klatka schodowa. Powybijane szyby, obskurne drzwi, niemalowane od lat. Wszyscy płacimy fundusz, ale nic z niego nie mamy. Sąsiedzi też mówią, że mają dość – dodaje rozgoryczona pani Daria.

Skontaktowaliśmy się z administratorem nieruchomości, przy ul. Garbarskiej 9, panem Wojciechem Brzozowiczem. Poniżej zamieszczamy jego stanowisko w tej sprawie, z którego wynika, że powodem są źle zamontowane okna dachowe oraz opieszałość dekarza, wezwanego przez lokatorów, który zamiast działać na dachu, wyjechał na urlop. Pan Brzozowicz twierdzi, że sprawę rozwiązałaby wymiana okien oraz niewielkie roboty dekarskie. Okna musieliby wymienić na własny koszt, a dodatkowe roboty można ewentualnie pokryć z funduszu wspólnoty, gdyż występują na części wspólnej.

– Powodem zalań jest wadliwa instalacja okien. Przeciek następuje w linii okien dachowych. Kompleksowy remont tej części dachu, wykonany był około 15 lat temu. Okna znajdują się w tym miejscu ok. 25 lat. Poprzedni właściciel nie życzył sobie ich demontażu, a powinny one być przemontowane w stosunku do nowej powierzchni – powinny być podniesione o jakieś 5 cm, żeby zgrywały się z nową powierzchnią. W jednym z pomieszczeń, w którym są okna, nic się nie dzieje i nie ma przecieku, natomiast w drugim się ujawniły przecieki. Ściana w środku obudowana jest boazerią, a ponieważ ówczesny właściciel nie życzył sobie jej demontażu, nie było dostępu do krokwi. 

Przeciek jest narastający, częściowo została zdemontowana boazeria. Wygląda na to, że przeciek dokonuje się po folii izolacyjnej, ale cały czas po linii okien. Dokładnie pomiędzy obydwoma oknami. Moim zdaniem sprawcą całego nieszczęścia są źle zamontowane okna, a wystarczy wspomnieć, że w innych częściach dachu, gdzie okien nie ma, nic się nie dzieje. 

Była wizja z wysięgnika z zewnątrz. Okazało się, że płaszcze dookoła okien są mocno zdegradowane, a więc nie zapewniają szczelności. W związku z tym przedstawiciel właściciela, zaprosił swojego znajomego dekarza. Zobowiązał się, że wykona kalkulację i będzie mógł przystąpić do robót. Koszt drobnej pracy zabezpieczającej był szacowany na 300 zł. Wystawiłem mu zlecenie i wysłałem na adres mailowy. Nie zrobił na dachu nic, po moich ponagleniach, stwierdził, że będzie niedostępny, gdyż wyjeżdża na urlop. Niestety inni wykonawcy są zajęci i trudno w sezonie wykonać te roboty. 

Sprawa wygląda tak, że właściciel miał zakupić okna, a wspomniany wykonawca miał wykonać roboty zabezpieczające przy wstawieniu nowych okien. 

Co do innych robót, to określenie ich zakresu byłoby możliwe po demontażu wewnętrznej boazerii, co da wgląd, jak wyglądają krokwie. Te koszty mogły być przerzucone częściowo na wspólnotę. Okna nie są częścią wspólną, a więc nie można ich wymiany sfinansować z pieniędzy wspólnoty.

Już po rozmowie z nami (7.08, ok. godz. 14:00), administrator nieruchomości zaprosił na oględziny „inżyniera budowlanego z 40-letnim stażem” (jego nazwiska nie chciał ujawnić), który miał w całości potwierdzić jego wersję o konieczności wymiany okien. Stwierdził on, że dolny płaszcz okna jest podwiewany przez wiatr i wtedy dostaje się pod niego woda, zalewająca mieszkanie. Zostaliśmy o tym poinformowani telefonicznie.

Reklama
701 views