Muzyka
Wywiad

Założyłem własną wytwórnię i teraz wydaje się sam – wywiad z Adamem Stachowiakiem


Wywiad z Adamem Stachowiakiem, który z utworem „Dotrę na szczyt” wystąpi na koncercie Debiutów podczas 57 KFPP w Opolu.

Marcin Wolniak: Już w piątek, 4 września, na scenie opolskiego amfiteatru wystąpi mój dzisiejszy gość. W koncercie Debiutów zaśpiewa swój najnowszy singiel, piosenkę „Dotrę na szczyt”. Piosenka ma już blisko 600 tysięcy odtworzeń w serwisie youtube. Moim gościem jest Adam Stachowiak, cześć Adam!

Adam Stachowiak: Witam serdecznie. Jak ja się cieszę, że mogę wreszcie z Tobą porozmawiać.

MW: Zacznę od tego, że festiwal opolski to jest spełnienie marzeń wielu wokalistów w Polsce. Tym bardziej wygrana w koncercie Debiutów. Przypomnijmy, że w przeszłości nagrodę Opolskiej Karolinki wygrali m.in.: Mietek Szcześniak, Justyna Steczkowska, Mateusz Ziółko, Natalia Sikora czy też Daria Zawiałow. Ty w swojej piosence śpiewasz o tym, że dotrzesz na szczyt. Czy tym szczytem jest teraz wygrana na festiwalu w Opolu?

AS: Wiele osób, moich znajomych, przyjaciół, śmiało się ze mnie przy pierwszym kontakcie z tym tytułem, ponieważ brzmi dość kontrowersyjnie. Wielu ludzi klasyfikuje ten szczyt jako takie spełnienie marzeń zawodowych. Identyfikują to z karierą, pieniędzmi, szampanem. Oczywiście Opole jest dla mnie ogromnym zaszczytem i honorem, wyróżnieniem. Przez swoje dotychczasowe, 23-letnie życie marzyłem o tym, żeby na tych deskach stanąć. Z drugiej strony dla mnie marzeniem jest każda scena. Spełnieniem marzeń jest, żeby grać dla ludzi, komponować i produkować muzykę. Dopóki mogę to robić, jestem zdrowy i siły pozwalają, to chcę to robić.

MW: Podejrzałem na Twoim instagramie, że byłeś już na próbach do opolskiego festiwalu. Jaka jest atmosfera przed koncertem Debiutów? Jak idą przygotowania i czy poznałeś już swoją konkurencję?

AS: Tak, poznałem. Wszyscy uczestnicy są bardzo sympatyczni. Każdy z nas przyznał się, że obawiał się rywalizacji między nami. Trzeba pamiętać, że wszyscy tu przyjechaliśmy spełniać swoje marzenia. Ja każdemu człowiekowi, który ma tyle siły, odwagi, a czasem szaleństwa w sobie, żeby spełniać swoje marzenia, życzę, żeby to robił. Każdemu z moich konkurentów życzę wygranej, bo to są świetni ludzie.

MW: Myślę, że czytelnicy doskonale kojarzą Cię z programu „The Voice of Poland”, gdzie dotarłeś do etapu bitew. Publiczność była poruszona wówczas Twoją piosenką „Mamo”. To jest bardzo osobista historia, w końcu ten utwór zadedykowałeś swojej zmarłej mamie. Podkreślmy, że idąc na przesłuchania w ciemno śpiewałeś przecież cover, ale Marysia Sadowska zachęciła Cię, żebyś zaśpiewał także swoją autorską piosenkę. Jak po latach oceniasz swój udział w tym programie i czy nie żałujesz, że otworzyłeś się przed całą Polską także na swoją prywatność?

AS: To było dla mnie ogromne doświadczenie. Przeżycie duchowe, emocjonalne, zawodowe, a także prywatne. Cieszę się, że miałem taką możliwość, żeby wystąpić w „The Voice of Poland”. Niewielu wykonawcom zdarza się taka okazja, żeby zaśpiewać swój własny utwór już na etapie przesłuchań w ciemno. Zaśpiewałem piosenkę bardzo emocjonalną i właściwie plan był taki, żeby w ogóle jej nie wykonywać. Ludzie, którzy mnie znają wiedzą doskonale, że mocno broniłem się, żeby nie śpiewać tego utworu. Jak się okazało było warto i dzięki Bogu nie spotkał mnie hejt z tego tytułu. „Mamo” ma na tą chwilę prawie 23 miliony wyświetleń na youtube i zdobyliśmy za nią platynową płytę. Mówię „zdobyliśmy”, ponieważ ja od wielu lat pracuję ze swoją stałą ekipą koncertową. To był nie tylko nasz ogromny sukces komercyjny, ale także małe zwycięstwo moje i mamy. Mama była dla mnie zawsze ogromnym wsparciem. To jest dla mnie coś pięknego, że mogłem zaśpiewać dla niej i ta piosenka przypadła do gustu tak wielu dobrym sercom i dobrym duszom.

MW: Piosenka, którą zaśpiewasz na Debiutach „Dotrę na szczyt” nie miała takiej ogólnopolskiej promocji, ponieważ w momencie premiery przebywałeś z rodziną na kwarantannie. Mimo to spodobała się publiczności i dosyć szybko zdobywa popularność w sieci. Czy ten okres lockdownu był dla Ciebie czasem intensywnej twórczej pracy?

AS: To jest bardzo trudny czas dla artystów, ale nie tylko dla nas. Przede wszystkim jestem pełen podziwu dla lekarzy i całej służby zdrowia. Za niesamowitą pracę, którą wykonują. Dla mnie sama możliwość wydania utworu „Dotrę na szczyt” to takie prywatne zwycięstwo, ponieważ po wielu perturbacjach w show-biznesie, w końcu postawiliśmy z moją żoną wszystko na jedną kartę. Założyliśmy własną firmę i teraz wydajemy się sami. Pierwszym utworem, który promuje moją nową płytę jest właśnie „Dotrę na szczyt”. I rzeczywiście utwór ma już sporo wyświetleń na youtube. Dotarł także na 8. miejsce w zestawieniu Top 20 Vevo. Z tego, co wiem, piosenka jest grana przez ponad 50 rozgłośni lokalnych. Niestety nie możemy się dostać jeszcze do ogólnopolskich stacji, ale to może też jest ważne, żeby nie zawsze ubiegać się o te największe stacje radiowe i telewizyjne. One same przyjdą. Cieszę się, że mogę robić muzykę i ta muzyka podoba się tak wielu słuchaczom.

MW: No właśnie, założyłeś wytwórnię ABM Records. I to właśnie w tej wytwórni wydajesz swój debiutancki, już dorosły materiał. To jest skomplikowany proces, żeby założyć wytwórnię płytową? Jak się do tego zabrać?

AS: Ja na scenie jestem od 4. roku życia i muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia. Kolejnym krokiem było więc założenie własnej wytwórni i uniezależnienie się od agencji artystycznych, agencji muzycznych i wytwórni. One nam bardzo dużo zabierają, ale tyle, co są nam w stanie dać promocyjnie, to nikt nam nie da. Jestem na tym etapie spokoju w życiu prywatnym i zawodowym, że mogę sobie pozwolić na to, żeby pracować samemu i z ludźmi, z którymi chcę pracować. I takiej niezależności życzę każdemu, bo to jest coś pięknego. W jaki sposób się zakłada wytwórnię? Bardzo prosto jak każdą firmę. Trzeba mieć odrobinę wiedzy, doświadczenia, cierpliwości, a jeśli czegoś się nie wie, to znać ludzi, którzy wiedzą.

MW: Jesteś autorem tekstów i kompozytorem. Wiem, że mając zaledwie 4 lata zacząłeś grać na keybordzie i w 2001 roku wydałeś swój pierwszy album „Anielskie przeboje czterolatka”. To jest dla mnie jakaś totalna abstrakcja, że 4-latek wydaje swój album. Jak teraz wspominasz tamten okres? Chyba od tamtego czasu napisałeś mnóstwo swoich piosenek?

AS: Tak, ja od 4 roku życia komponuję i na tamten album skomponowałem 12 utworów. To była muzyka grana na 2 keybordach. Była to muzyka disco polo. Mój tato napisał teksty do tej muzyki. Mam w kartonach jeszcze około trzystu egzemplarzy tej płyty. Jest to ogromna pamiątka i radość, że coś takiego się wydarzyło. Rzeczywiście od tamtego czasu nieprzerwanie piszę, komponuję, gram, produkuję. Jestem czynnym songwriterem, piszę nie tylko dla siebie, ale również dla innych wykonawców. Staram się cały czas rozwijać. Dbam o to, żeby moja muzyka była jak najlepsza i wartościowa.

MW: Jesteś bardzo młodym człowiekiem, ale jesteś już także dumnym tatą. Na swoim instagramie przedstawiasz się jako: tata, mąż i gwiazda popu. Rozumiem, że ta kolejność nie jest przypadkowa? Bycie ojcem bardzo Cię zmieniło jako człowieka?

AS: Ta gwiazda popu to jest z dużą dozą humoru i dystansu do samego siebie. Ojcostwo bardzo mnie zmieniło jako człowieka. Chociaż ja tymi wartościami zawsze kierowałem się w życiu. Zawsze kładłem duży nacisk na rolę rodziny w życiu każdego człowieka. Bycie ojcem, wychowywanie swojej malutkiej córeczki i stworzenie prawdziwej rodziny, to jest najpiękniejsza przygoda, misja, jaka mi się przydarzyła. Uśmiech dziecka i te piękne momenty, bardzo ulotne, dają też pozytywną energię do tworzenia. Zawsze, kiedy wyjeżdżam do Warszawy promować swoją muzykę, udzielać wywiadów, mam w głowie myśl, że mogę wrócić do swojej oazy, do swojego spokoju.

MW: Ja myślę, że misja to jest jedna rzecz, ale setki złamanych serc fanek to jest druga sprawa.

AS: Nie! Moje fanki doskonale wiedzą, że ja je kocham. Powtarzam to przy każdej okazji. Mamy nawet taką grupę swoich fanów na facebooku, do której serdecznie zapraszam. Nazywa się „Stachowiak & fani”. W tej chwili jest około 3 tysięcy członków tej grupy. Co tam się dzieje, Ci ludzie są wspaniali. Oczywiście w większości są to kobiety. Widujemy się na koncertach i mamy taką bardzo zdrową relację. Moi fani wiedzą, że mam rodzinę i że jestem poważnym, poukładanym człowiekiem. Chociaż to się zmienia, kiedy schodzę ze sceny, uśmiechamy się do siebie i jest czas, żeby sobie pożartować czy zrobić zdjęcia.

MW: O czym marzysz jeszcze muzycznie? I o czym nie boisz się mówić głośno, że właśnie to marzenie chciałbyś jeszcze spełnić?

AS: Większość moich marzeń już jest spełniona. Nauczyłem się nie liczyć na cuda i nie czekać na coś wielkiego. O tym śpiewa Igor Herbut we wspaniałym utworze „Wdzięczność”, który bardzo polecam. Gdy człowiek przestaje czekać na coś wielkiego, to w momencie wszystko staje się wielkie.

Rozmawiał: Marcin Wolniak

Marcin Wolniak – dziennikarz radiowy i prasowy, songwriter, na stałe współpracuje z Polskim Radiem Londyn i tygodnikiem Cooltura, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Opolskim, autor cyklu „Marcin Śpiewa z Gwiazdami”, w którym przeprowadza wywiady z gwiazdami polskiej sceny muzycznej, miłośnik Oscarów i Konkursu Piosenki Eurowizji.

Reklama
363 views